Pierwotne smaki w gockiej faktorii

Od lat żywię osobliwą predylekcję do Skandynawii z całą jej północną specyfiką: dystansem, chłodem i aurą mistyki. Dotąd nie poszukiwałem źródeł tego zamiłowania, ograniczając się do analizy fenomenu kiszonego śledzia i słodkiego sera. Gdy jednak trafiłem do gockiej osady z początków ery, gdzie wypełniłem usta półsurowym łososiem i rozerwałem zębami kurę pieczoną w glinie, rzecz wyjaśniła się sama: jestem z Gotów!

Pierwotne smaki w gockiej faktorii - wędzenie ryb

Gości zaproszonych do akcji Pomorskie Culinary Prestige, o której pisałem już w ubiegłym tygodniu, czekała niezwykła niespodzianka kulinarna. Zgromadzeni wokół stołu biesiadnego w replice chaty sprzed dwóch tysięcy lat mieliśmy spróbować przysmaków pierwszych mieszkańców dzisiejszego Pomorza.

Zanim jednak zasiedliśmy do tak niecodziennej kolacji, zostaliśmy szczegółowo zapoznani z historią miejsca, do którego nas zawiedziono. Stąpaliśmy bowiem po śladach osady gockiej, którą przybysze ze Skandynawii zbudowali w I wieku naszej ery nad brzegiem istniejącego wówczas lagunowego jeziora. Nie było wtedy jeszcze Trójmiasta, ani nawet samego Gdańska, a woda sięgała aż do dzisiejszego Pruszcza Gdańskiego i to właśnie tam goccy kolonizatorzy postanowili zbudować sobie osadę.

Aby przywrócić pamięć o pierwszych mieszkańcach tych ziem a jednocześnie zaznaczyć początek Szlaku Bursztynowego, który wiódł z miejsca, na którym dziś tętni życiem Pruszcz Gdański, w samym centrum miasta wygospodarowano sporą przestrzeń, na której odtworzono osadę gocką sprzed ponad dwóch tysięcy lat. Obiekt nazwano Faktorią a od nieco ponad roku można go zwiedzać.

Faktoria nie jest typowym muzeum, w którym trzeba zakładać obuwie zamienne i nie wolno niczego dotykać. Wprost przeciwnie, we Faktorii można dotykać wszystkiego. Amatorzy dotykania będą wręcz zachwyceni, bo na terenie osady znajdą ultranowoczesne centrum multimedialne z dotykowymi panelami i ekranami. Personel przechadza się po osadzie odziany w misternie zrekonstruowane wełniane szaty, skórzane buty i filcowe czapki, dzięki czemu nieożywiona materia złożona z tradycyjnego drewna i nowoczesnego kwarcu nabiera kolorytu, a osada sprawia wrażenie żywej.

Pierwotne smaki w gockiej faktorii - wędzenie łososia

To wrażenie pogłębia palenisko i wędzarnia, które, jak się dowiedziałem, uruchamia się w sezonie, aby odwiedzający mogli poznać także kulinarną codzienność Gotów. Nad ogniskiem ubrane w wełniane suknie osadniczki wypiekają płaskie placki z żytniej mąki. Chętni mogą sobie nawet sami zemleć mąkę w żarnach. Do ogniska włada się też owinięte w liście kapusty i oblepione gliną kury. Obok, w tradycyjnej wędzarni, wędzi się ryby. Wygląda na to, że życie faktycznie biegnie tu tak, jak za dawnych czasów.

Pierwotne smaki w gockiej faktorii - przygotowanie placków

Byłem szczerze ciekaw poczęstunku w gockiej osadzie i równie szczerze się uradowałem, gdy do stołu zbliżyła się miska pełna placków z żytniej mąki, które podano nam w pierwszej kolejności. Już przy pierwszym kęsie podpłomyki ujawniły strukturę bardziej uciążliwą niż najbardziej oporny piernik.

Pierwotne smaki w gockiej faktorii - placki żytnie (podpłomyki)

Czy były nadto twarde? Ależ skąd, wszelkie pogłoski na ten temat dementuję. Uwagi do stopnia twardości placków mogły być słyszane jedynie z półotwartych ust niektórych biesiadników o słabszych żuchwach i niewystarczającym uzębieniu. Takie właśnie pieczywo Goci pewnie zjadali zupełnie sprawnie, o czym świadczy stan ich uzębienia udokumentowany przez archeologów na podstawie odkopanych szkieletów obrazujących postaci może niezbyt wysokie, ale za to ze zdrowymi i pełnymi zębów szczękami, a nadto urodziwe i najczęściej (sic!) jasnowłose.

Pierwotne smaki w gockiej faktorii - wędzony łosoś

Po gockich podpłomykach, które noszą pewne cechy jedzonego do dziś przez Skandynawów pieczywa chrupkiego, na stół wniesiono wędzone w zimnym dymie łososie. Nie macerowano ich w soli ani w przyprawach, stąd struktura mięsa była niespotykanie delikatna. Oto podano nam ryby w najpierwotniejszej postaci, ledwo muśnięte zimnym dymem, rozstępujące się za dotknięciem palca. Przyznam, że tak delikatnie wędzoną rybę jadłem po raz pierwszy w życiu. W miarę jak jej na poły surowe acz jedwabiste mięso napełniało mi ciało, moją jaźń jął przenikać trudny do opisania mistycyzm, jakiś zew sił pierwotnych, a może i duch Gota!

Pierwotne smaki w gockiej faktorii - przygotowanie kury w glinie

Po takiej rozgrzewce rozprawienie się z pieczoną w glinie kurą było już tylko formalnością. Ale co to była za kura! Jakież miała aromatyczne, soczyste i jędrne mięso! Niesamowite, cóż to potrafi zdziałać taka gliniana skorupa. A może to kapusta, którą owinięto kurę przed oklejeniem jej gliną? Żałuję, że nie sięgnąłem po jeden liść tej kapusty, a nuż także i on ujawniłby przede mną nieznane oblicze?

Pierwotne smaki w gockiej faktorii - kura z gliny

Po liść kapusty nie sięgnąłem, bo przeniósłszy się w świat podpłomyka, łososia i kury sprzed dwóch tysięcy lat, na pewien czas straciłem kontakt z rzeczywistością, a gdy wróciłem, misy ze stołów już dawno zniesiono.

Jeśli zechcecie pójść w moje ślady i też przenieść się kulinarnie dwa tysiące lat wstecz, warto wcześniej skontaktować się z osadą, aby ustalić, czy ingrediencje potrzebne do takiego przeniesienia są aktualnie dostępne.

, , ,

6 komentarzy do wpisu Pierwotne smaki w gockiej faktorii

  1. Jakub.J 18 marca 2013 at 08:42 #

    Arturze, przecież Goci to nie ten kierunek. Goci to Rumunia przecież, a nie Skandynawia. W Rumunii, znajdowały się główne siedliska plemion gockich, które wywędrowały z północy Europy, potem Goci, na wskutek wędrówek ludów, wywędrowali na zachód.
    Sama impreza i miejsce ciekawe, ale trzeba to traktować z przymrużeniem oka, tak jak Festiwal Słowian i Wikingów (od kiedy Wikingowie są odrębną grupą indoeuropejską, tego nie wiem, bo mnie uczono, że to Germanowie).
    Osobiście polecam raczej miejsca w Wielkopolsce, gdzie można zjeść sobie „przedchrześcijańską wigilię” z wykorzystaniem fasoli, soi czy innych roślin strączkowych, które kiedyś były podstawą wyżywienia na ziemiach polskich.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

    • niewsciekly 18 marca 2013 at 08:54 #

      Tu akurat nie mogę się z kolegą zgodzić; w wikipedii podają: „Jordanes, mnich pochodzenia gockiego i autor VI- wiecznego dzieła Getica, opisującego dzieje rodu Amalów, przytacza legendę o początkach migracji Gotów, którzy prowadzeni przez wodza Beriga, opuścili swoją ojczystą Skandzę i na trzech statkach popłynęli na południe, aż do brzegów krainy nazwanej przez nich Gothiscandza. Położenie Skandzy i Gothiskandzy wywołuje w literaturze przedmiotu wiele dyskusji. Pewne jest jedno. Goci pierwotnie zasiedlali południową część Półwyspu Skandynawskiego. „

      Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

      • Jakub.J 18 marca 2013 at 12:58 #

        Na początku tak, ale potem wywędrowali na południe, głównie do Dacji, aby na koniec, ok. 1500 lat temu zasiedlić tereny Hiszpanii, Wizygoci i Włoch oraz zachodnich Bałkanów, jako Ostrogoci. Goci nie są więc ludem skandynawskim, a germańskim ludem wędrowców, może nie koczowników, ale właśnie wędrowców, podobnie jak Anglo-Sasi swój początek mają w Danii, a utożsamia się ich przecież z Anglią czy nawet Nową Zelandią.
        Z punktu widzenia kuliarno-kulturowego więc, zawężanie Gotów tylko do południowej Szwecji jest obraźliwe dla nich, bo ta kultura, jest spotykana w całej Europie. Populaność piwa w Hiszpani, wzięła się właśnie z wpływów wizygockich. Zresztą i w Rumunii, silnie widać ich wpływy, także w kulinariach.

        Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

        • Jakub.J 18 marca 2013 at 13:01 #

          Aha, no i jeszcze zachodnia Ukraina, zresztą w Hrubieszowie jest bodaj najbogatsza oferta eksponatów gockich, wykopana parę lat temu, w pobliżu tego miasteczka. Nie wiem nawet, czy nie odbywa się tam też jakiś festyn, związany z tą kulturą.

          Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

          • Krytyk Kulinarny 18 marca 2013 at 21:47 #

            Ależ panowie, jestem przekonany, że obrażenie nawet jednego Gota nie było niczyją intencją! Jeśli o mnie idzie, zaznaczyłem tylko, że plemiona Gotów przybyły ze Skandynawii, czy też ze Skandzy, jak zresztą potwierdza czytelnik Niewściekły.

            Temat pierwszych osadników na ziemiach polskich jest ciekawy sam w sobie, zwłaszcza dla tych, którzy uparcie twierdzą, że jesteśmy potomkami Słowian w prostej linii, a ci, którzy poczuli pilną potrzebę zgłębienia tego tematu mogą zajrzeć choćby do Polityki, gdzie sprawa została omówiona z naukowego punktu widzenia i gdzie faktycznie jest mowa o Hrubieszowie i Rumunii http://www.polityka.pl/nauka/czlowiek/1515824,1,o-gotach-wandalach-i-herulach.read

            Niemniej apel Jakuba o powściągliwość w posyłaniu peanów w kierunku skandynawskim i przekierowanie ich z kierunku północnego na południowy, wzbudził we mnie niejaką trwogę, zwłaszcza że mój manager uporczywie twierdzi – w szczególności, gdy wydaje się mu, że jest złośliwy – że moje korzenie sięgają właśnie Rumunii, co niniejszym jednak mimo wszystko dementuję, bo nad krwi pełne puchary przedkładam kiszonych ryb beczki.

            I aquavit.

            Skål !

            Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

            • Jakub.J 19 marca 2013 at 08:22 #

              Hehe, mi właśnie chodziło o to, aby nie „podniecać” się za bardzo północą, co ostatnio jest w Polsce bardzo modne, bo, mówiąc szczerze nie ma czym. Wszystko ma swoje blaski i cienie. Kulinaria nordyckie są, każdy to wie, ubogie, ze względu na klimat i kiepskie gleby, chociaż na pewno, co godne podziwu, Szwedzi lub Finowie, potrafią się zareklamować i sprzedać.
              Polska jest wyjątkowa, bo mamy tu i północ i południe i wschód i zachód, o czym większość społeczeństwa zapomniała, chcąc na siłę być zachodni lub północny.
              Rumunia sama w sobie to perła tej części Europy i prawdziwa terra incognita dla wielu, głównie Polaków, którzy, nie wiedzieć czemu, nie darzą sympatią tego kraju, chociaż, w wielu aspektach np. w kwestii sprzedaży bezpośredniej produktów rolnych przez rolników czy w informatyce, biją Polskę na głowę. Cieszy mnie, że niedawno Makłowicz zrobił program w Rumunii i bardzo wiele, arcyciekawych rzeczy pokazał. Ja wczoraj nawet zjadłem doskonałego rumuńskiego batona firmy Heidi, dosyć drogiego i faktycznie te słodycze, także czekolady, to kompletne zaprzeczenie polskich mitów na temat rumuńskich produktów.

              Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Torcik makowy w Metamorfozie
Przez żołądek do Gdańska

Rozwój turystyki kulinarnej na Pomorzu i to w prestiżowym wydaniu – takie zadanie postawiła przed sobą Pomorska Regionalna Organizacja Turystyczna...

Zamknij