Home z podróży Pierwotne smaki w gockiej faktorii

Pierwotne smaki w gockiej faktorii

6

Od lat żywię osobliwą predylekcję do Skandynawii z całą jej północną specyfiką: dystansem, chłodem i aurą mistyki. Dotąd nie poszukiwałem źródeł tego zamiłowania, ograniczając się do analizy fenomenu kiszonego śledzia i słodkiego sera. Gdy jednak trafiłem do gockiej osady z początków ery, gdzie wypełniłem usta półsurowym łososiem i rozerwałem zębami kurę pieczoną w glinie, rzecz wyjaśniła się sama: jestem z Gotów!

Pierwotne smaki w gockiej faktorii - wędzenie ryb

Gości zaproszonych do akcji Pomorskie Culinary Prestige, o której pisałem już w ubiegłym tygodniu, czekała niezwykła niespodzianka kulinarna. Zgromadzeni wokół stołu biesiadnego w replice chaty sprzed dwóch tysięcy lat mieliśmy spróbować przysmaków pierwszych mieszkańców dzisiejszego Pomorza.

Zanim jednak zasiedliśmy do tak niecodziennej kolacji, zostaliśmy szczegółowo zapoznani z historią miejsca, do którego nas zawiedziono. Stąpaliśmy bowiem po śladach osady gockiej, którą przybysze ze Skandynawii zbudowali w I wieku naszej ery nad brzegiem istniejącego wówczas lagunowego jeziora. Nie było wtedy jeszcze Trójmiasta, ani nawet samego Gdańska, a woda sięgała aż do dzisiejszego Pruszcza Gdańskiego i to właśnie tam goccy kolonizatorzy postanowili zbudować sobie osadę.

Aby przywrócić pamięć o pierwszych mieszkańcach tych ziem a jednocześnie zaznaczyć początek Szlaku Bursztynowego, który wiódł z miejsca, na którym dziś tętni życiem Pruszcz Gdański, w samym centrum miasta wygospodarowano sporą przestrzeń, na której odtworzono osadę gocką sprzed ponad dwóch tysięcy lat. Obiekt nazwano Faktorią a od nieco ponad roku można go zwiedzać.

Faktoria nie jest typowym muzeum, w którym trzeba zakładać obuwie zamienne i nie wolno niczego dotykać. Wprost przeciwnie, we Faktorii można dotykać wszystkiego. Amatorzy dotykania będą wręcz zachwyceni, bo na terenie osady znajdą ultranowoczesne centrum multimedialne z dotykowymi panelami i ekranami. Personel przechadza się po osadzie odziany w misternie zrekonstruowane wełniane szaty, skórzane buty i filcowe czapki, dzięki czemu nieożywiona materia złożona z tradycyjnego drewna i nowoczesnego kwarcu nabiera kolorytu, a osada sprawia wrażenie żywej.

To wrażenie pogłębia palenisko i wędzarnia, które, jak się dowiedziałem, uruchamia się w sezonie, aby odwiedzający mogli poznać także kulinarną codzienność Gotów. Nad ogniskiem ubrane w wełniane suknie osadniczki wypiekają płaskie placki z żytniej mąki. Chętni mogą sobie nawet sami zemleć mąkę w żarnach. Do ogniska włada się też owinięte w liście kapusty i oblepione gliną kury. Obok, w tradycyjnej wędzarni, wędzi się ryby. Wygląda na to, że życie faktycznie biegnie tu tak, jak za dawnych czasów.

Byłem szczerze ciekaw poczęstunku w gockiej osadzie i równie szczerze się uradowałem, gdy do stołu zbliżyła się miska pełna placków z żytniej mąki, które podano nam w pierwszej kolejności. Już przy pierwszym kęsie podpłomyki ujawniły strukturę bardziej uciążliwą niż najbardziej oporny piernik.

Czy były nadto twarde? Ależ skąd, wszelkie pogłoski na ten temat dementuję. Uwagi do stopnia twardości placków mogły być słyszane jedynie z półotwartych ust niektórych biesiadników o słabszych żuchwach i niewystarczającym uzębieniu. Takie właśnie pieczywo Goci pewnie zjadali zupełnie sprawnie, o czym świadczy stan ich uzębienia udokumentowany przez archeologów na podstawie odkopanych szkieletów obrazujących postaci może niezbyt wysokie, ale za to ze zdrowymi i pełnymi zębów szczękami, a nadto urodziwe i najczęściej (sic!) jasnowłose.

Po gockich podpłomykach, które noszą pewne cechy jedzonego do dziś przez Skandynawów pieczywa chrupkiego, na stół wniesiono wędzone w zimnym dymie łososie. Nie macerowano ich w soli ani w przyprawach, stąd struktura mięsa była niespotykanie delikatna. Oto podano nam ryby w najpierwotniejszej postaci, ledwo muśnięte zimnym dymem, rozstępujące się za dotknięciem palca. Przyznam, że tak delikatnie wędzoną rybę jadłem po raz pierwszy w życiu. W miarę jak jej na poły surowe acz jedwabiste mięso napełniało mi ciało, moją jaźń jął przenikać trudny do opisania mistycyzm, jakiś zew sił pierwotnych, a może i duch Gota!

Po takiej rozgrzewce rozprawienie się z pieczoną w glinie kurą było już tylko formalnością. Ale co to była za kura! Jakież miała aromatyczne, soczyste i jędrne mięso! Niesamowite, cóż to potrafi zdziałać taka gliniana skorupa. A może to kapusta, którą owinięto kurę przed oklejeniem jej gliną? Żałuję, że nie sięgnąłem po jeden liść tej kapusty, a nuż także i on ujawniłby przede mną nieznane oblicze?

Po liść kapusty nie sięgnąłem, bo przeniósłszy się w świat podpłomyka, łososia i kury sprzed dwóch tysięcy lat, na pewien czas straciłem kontakt z rzeczywistością, a gdy wróciłem, misy ze stołów już dawno zniesiono.

Jeśli zechcecie pójść w moje ślady i też przenieść się kulinarnie dwa tysiące lat wstecz, warto wcześniej skontaktować się z osadą, aby ustalić, czy ingrediencje potrzebne do takiego przeniesienia są aktualnie dostępne.

6 COMMENTS

  1. Arturze, przecież Goci to nie ten kierunek. Goci to Rumunia przecież, a nie Skandynawia. W Rumunii, znajdowały się główne siedliska plemion gockich, które wywędrowały z północy Europy, potem Goci, na wskutek wędrówek ludów, wywędrowali na zachód.
    Sama impreza i miejsce ciekawe, ale trzeba to traktować z przymrużeniem oka, tak jak Festiwal Słowian i Wikingów (od kiedy Wikingowie są odrębną grupą indoeuropejską, tego nie wiem, bo mnie uczono, że to Germanowie).
    Osobiście polecam raczej miejsca w Wielkopolsce, gdzie można zjeść sobie „przedchrześcijańską wigilię” z wykorzystaniem fasoli, soi czy innych roślin strączkowych, które kiedyś były podstawą wyżywienia na ziemiach polskich.

    • Tu akurat nie mogę się z kolegą zgodzić; w wikipedii podają: „Jordanes, mnich pochodzenia gockiego i autor VI- wiecznego dzieła Getica, opisującego dzieje rodu Amalów, przytacza legendę o początkach migracji Gotów, którzy prowadzeni przez wodza Beriga, opuścili swoją ojczystą Skandzę i na trzech statkach popłynęli na południe, aż do brzegów krainy nazwanej przez nich Gothiscandza. Położenie Skandzy i Gothiskandzy wywołuje w literaturze przedmiotu wiele dyskusji. Pewne jest jedno. Goci pierwotnie zasiedlali południową część Półwyspu Skandynawskiego. „

      • Na początku tak, ale potem wywędrowali na południe, głównie do Dacji, aby na koniec, ok. 1500 lat temu zasiedlić tereny Hiszpanii, Wizygoci i Włoch oraz zachodnich Bałkanów, jako Ostrogoci. Goci nie są więc ludem skandynawskim, a germańskim ludem wędrowców, może nie koczowników, ale właśnie wędrowców, podobnie jak Anglo-Sasi swój początek mają w Danii, a utożsamia się ich przecież z Anglią czy nawet Nową Zelandią.
        Z punktu widzenia kuliarno-kulturowego więc, zawężanie Gotów tylko do południowej Szwecji jest obraźliwe dla nich, bo ta kultura, jest spotykana w całej Europie. Populaność piwa w Hiszpani, wzięła się właśnie z wpływów wizygockich. Zresztą i w Rumunii, silnie widać ich wpływy, także w kulinariach.

        • Aha, no i jeszcze zachodnia Ukraina, zresztą w Hrubieszowie jest bodaj najbogatsza oferta eksponatów gockich, wykopana parę lat temu, w pobliżu tego miasteczka. Nie wiem nawet, czy nie odbywa się tam też jakiś festyn, związany z tą kulturą.

          • Ależ panowie, jestem przekonany, że obrażenie nawet jednego Gota nie było niczyją intencją! Jeśli o mnie idzie, zaznaczyłem tylko, że plemiona Gotów przybyły ze Skandynawii, czy też ze Skandzy, jak zresztą potwierdza czytelnik Niewściekły.

            Temat pierwszych osadników na ziemiach polskich jest ciekawy sam w sobie, zwłaszcza dla tych, którzy uparcie twierdzą, że jesteśmy potomkami Słowian w prostej linii, a ci, którzy poczuli pilną potrzebę zgłębienia tego tematu mogą zajrzeć choćby do Polityki, gdzie sprawa została omówiona z naukowego punktu widzenia i gdzie faktycznie jest mowa o Hrubieszowie i Rumunii http://www.polityka.pl/nauka/czlowiek/1515824,1,o-gotach-wandalach-i-herulach.read

            Niemniej apel Jakuba o powściągliwość w posyłaniu peanów w kierunku skandynawskim i przekierowanie ich z kierunku północnego na południowy, wzbudził we mnie niejaką trwogę, zwłaszcza że mój manager uporczywie twierdzi – w szczególności, gdy wydaje się mu, że jest złośliwy – że moje korzenie sięgają właśnie Rumunii, co niniejszym jednak mimo wszystko dementuję, bo nad krwi pełne puchary przedkładam kiszonych ryb beczki.

            I aquavit.

            Skål !

            • Hehe, mi właśnie chodziło o to, aby nie „podniecać” się za bardzo północą, co ostatnio jest w Polsce bardzo modne, bo, mówiąc szczerze nie ma czym. Wszystko ma swoje blaski i cienie. Kulinaria nordyckie są, każdy to wie, ubogie, ze względu na klimat i kiepskie gleby, chociaż na pewno, co godne podziwu, Szwedzi lub Finowie, potrafią się zareklamować i sprzedać.
              Polska jest wyjątkowa, bo mamy tu i północ i południe i wschód i zachód, o czym większość społeczeństwa zapomniała, chcąc na siłę być zachodni lub północny.
              Rumunia sama w sobie to perła tej części Europy i prawdziwa terra incognita dla wielu, głównie Polaków, którzy, nie wiedzieć czemu, nie darzą sympatią tego kraju, chociaż, w wielu aspektach np. w kwestii sprzedaży bezpośredniej produktów rolnych przez rolników czy w informatyce, biją Polskę na głowę. Cieszy mnie, że niedawno Makłowicz zrobił program w Rumunii i bardzo wiele, arcyciekawych rzeczy pokazał. Ja wczoraj nawet zjadłem doskonałego rumuńskiego batona firmy Heidi, dosyć drogiego i faktycznie te słodycze, także czekolady, to kompletne zaprzeczenie polskich mitów na temat rumuńskich produktów.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Exit mobile version