Więcej mięsa, mniej karpia, odwrót od roślin oraz powrót do mleka – ale z karalucha! Tak będzie w bieżącym roku w Polsce!

W dobie mody na nieskrępowane wymienianie się odzieżą, jedzenia po kimś z publicznych lodówek i uporczywej promocji siusiania na siedząco – także, a właściwie w szczególności, pośród chłopców – stawianie trendów w zdroworozsądkowym świetle staje się co najmniej kłopotliwe. Może się wówczas okazać, że dla jednej części odbiorców trendy to antytrendy, a dla drugiej antrytrendy to trendy, co zresztą doskonale wpisuje się w tradycyjną nadwiślańską swobodę interpretacji.

Ilya Mashkov
Ilya Mashkov

Więcej mięsa!
Co roku Polacy deklarują, że będą jeść mniej mięsa i co roku, jak to Polacy, robią na odwrót. Spożycie mięsa rośnie u nas od lat i nic nie wskazuje na to, żeby miało realnie spaść. Niepokoi to przede wszystkim promujące jedzenie kurzu aktorki i innych celebrytów, którzy w ograniczeniu spożycia mięsa upatrują szans na krótkofalową pomoc Australii i długofalowe ocalenie planety. Zajęci wyliczaniem dokładnej liczby zwierząt, które mogły spłonąć w australijskich pożarach i angażowaniem się w głośne akcje zmuszające do rezygnacji australijskiego premiera, najwidoczniej nie mają czasu na zapoznanie się z moimi tekstami na temat zniszczeń środowiska, do jakich prowadzi rosnące zainteresowanie weganizmem. W nadziei, że moi czytelnicy czasu mają więcej, lekturę polecam przynajmniej ich uwadze. Ale gdy doczytają, że rośliny też mają emocje i podobnie jak zwierzęta odczuwają ból, do jedzenia może rzeczywiście pozostać jeno kurz. Nie odbierajmy go jednak aktorkom i celebrytom, bo gotowi jeszcze pomrzeć z głodu. Kto będzie wówczas ocalał świat?

Józef Pankiewicz
Józef Pankiewicz

Mniej karpia!
Zmasowana akcja hejtu na polskich hodowców karpia, w którą przed Wigilią w tradycyjnym poczuciu szerzenia dobra dorocznie angażuje się śmietanka polskiej celebry, przyniosła chwilowy skutek. Tło przygotowano już rok temu, kiedy w reakcji na kilka słów prawdy w sprawie przygotowywania wigilijnego karpia, wykreowano fejsbukowy protest przeciw dręczeniu głodzonych na tydzień przed ubojem ryb. Wianuszek zwolenników protestu rósł i nic to, że hodowcy próbowali wyjaśniać, że takie przedubojowe głodzenie to element cyklu hodowli, dzięki czemu karp nie ciągnie mułem. Protestujących muł w rybie nie interesował, bo zdążyli już zadeklarować, że w solidarności z wigilijnym karpiem przy świątecznym stole będą jeść suchy chleb. W tym roku front walki przyjął bardziej radykalną linię, której zwiastunem był dostępny w Tesco karp filetowany po 9,90 zł za kilogram, a więc w cenie znacznie niższej niż kilogram ubiegłorocznego karpia żywego sprzedawanego ze sklepowych basenów. To doskonałe wieści dla wojowników o sytość głodzonych, którzy żądają jak najszybszego uśmiercania karpia – od razu po wydobyciu go ze stawu. To jednak także wieści złe dla właścicieli hodowli, którzy ponieśli w tym roku gigantyczne straty, w wyniku czego w nadchodzącym roku to oni mogą głodować. Motywowane generowaną w mediach społecznościowych wewnętrzną potrzebą wielu, sieci handlowe gremialnie odmawiały odbioru żywego karpia, licząc z cicha na mocno obniżone ceny. Pozbawieni stosownej infrastruktury hodowcy zostali postawieni pod ścianą, a wycelowane w ich kierunku społecznościowe oblicza influenserskich bonzów oraz cierpliwość wyczekującego kapitulacji kapitału sieci handlowych nieuchronnie sprowadziły radykalne obniżki. Ryby w końcu poszły ale nawet nie po kosztach. Pozostało pytanie, kto teraz będzie walczył z głodem w rodzinach hodowców. O to, co zastąpi karpia na wigilijnym stole za rok nie pytam, bo celebryci dali już przykład – suchy chleb!

Mniej Espumisanu!
Zakaz handlu staje się coraz bardziej rygorystyczny, nic więc dziwnego, że towar ze sklepowych półek znika przed niedzielą jak powigilijne wiatry bez skrępowania uwalniane na pasterce. Tymczasem przynajmniej na jakiś czas część wiatrów może zostać chwilowo uwięziona w trzewiach ich posiadaczy, co w pewnym zakresie może zmniejszyć komfort spędzania niedzieli z rodziną a, za pośrednictwem instytucji, także z Bogiem. Oto z półki wywiało bowiem popularny Espumisan i to wcale nie za sprawą dolegliwych wichrów zakazu handlu, a raczej orzeźwiającej bryzy ze strony Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. Urząd doszukał się w preparacie pewnych niezgodności, wpisując się tym samym w szerszy trend doszukiwania się w suplementach właściwości placebo. Po rygorystycznych decyzjach urzędowych jakość suplementów pewnie wzrośnie, choć raczej nie aż tak bardzo jak ich cena. Zdrowie i dobrostan jest w Polsce wartością bezcenną, o czym producenci suplementów wiedzą doskonale, bo może i nie umieją sporządzać preparatów, ale w podliczaniu rubryczek są bardzo sprawni. Do tego, w kontekście nakazowej formy spędzania niedzieli, ważne, aby wspomniane środki czem prędzej wróciły na półki. Szybka ulga dla gorejących trzewi narodu palącą potrzebą całego społeczeństwa!

Mleko z karalucha!
W prowadzonych przez otatuażowanych miłośników proteiny składach meblarskiego złomu, w kręgach cyklistów zwanych warszawskimi kawiarniami, rośnie niepokój. Okolone rzadkim zarostem mięsiste usta wciśniętych w różowe rurki wątłych ciał hipsterów zaczynają wykrzywiać się w podkówkę! Zdegustowane korale, miast nonszalancko sączyć flatwhite z sojamilkiem, sączą żal, iż mleko ryżowe już w lamusie, a migdałowe tak nudne, że jak tu można się dalej na nim lansować? Hipsterzy, przytrymowawszy koczki i wytrząsnowszy z bród zasiedziałe okruchy bezglutenowych bajgli, wykazują gotowość na produkt nowy, który nada jakiś nowy sens ich zasiadaniu na może i niewygodnym acz jakże kreatywnie pozyskanym żeliwnym krześle. Z nadzieją przychodzi medialna wyrocznia hipsterskich mód, proponując jako przebój bieżącego roku superfoodowe mleko z karalucha! Dobrą nowinę z ekranu mącą jednak niepokojące doniesienia medialne z innej stacji, w której profesor Środa postuluje przyznanie karaluchom praw obywatelskich, w szczególności statusu uchodźców.

Pozyskiwanie mleka od prawnie chronionych przedstawicieli społeczeństwa może być źle postrzegane w kategoriach etycznych a wręcz uznane za antydemokratyczny przejaw nierówności. Uzyskanie od karaluchów świadomej zgody na udój może być utrudnione, co uniemożliwi zabielenie filiżanki spod chemeksu nawet skromną kroplą nektaru spod karalucha.

Roman Charity (after Guido Reni) / Isabella Maria dal Pozzo
Roman Charity (after Guido Reni) / Isabella Maria dal Pozzo

W odwodzie pozostaje jednak mleko ludzkie, które może okazać się nietrudne do pozyskania, bo na mocy wyroku sądowego karmiące matki mogą eksponować dowolną pierś gdziekolwiek, także w kawiarni, gdzie, w poczuciu solidarnego współdzielenia, hipsterska gawiedź ma lustrzane prawo oczekiwać utoczenia im kilku kropel do wyciągniętych w potrzebie filiżanek.

Na tym kończę, bo właśnie zaczyna się nowy odcinek podróży Martyny Wojciechowskiej, w którym pokaże się w sesji ślubnej – samej z sobą! Co prawda nie będzie to akt w polskich mediach przełomowy, bo modę na sologamię zapoczątkowała Beata Pawlikowska, która wierność samej sobie ślubowała już kilka lat temu. Nie da się przy tej okazji nie zauważyć, że ślub pani Beaty jest jakby nieaktualny, bo zdążyła wziąć następny, tym razem z mężczyzną.

Tylko czy na pewno dopilnowała, aby najpierw wziąć ze sobą rozwód?

Przy okazji – jeśli prowadzisz kawiarnię, restaurację albo hotel i chciałbyś upewnić się, że jesteś dobrze odbierany i idziesz z duchem czasu, zapraszam do zapoznania się z moją ofertą coachingu, konsultacji i audytu: krytykkulinarny.pl/coaching.

1 KOMENTARZ

  1. Ciekawe jakie beda trendy i antytrendy za lat dziesiec. Maslo z kalu na dobry poczatek. W ramach „dbania o zdrowie” i „walki z przeludnieniem”, trendy bedzie eutanazja. Moze to i lepiej. Mniej ludzi, mniej debilizmu.

Pozostaw odpowiedź Jakub.J Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.