Wszyscy piją dzisiaj whisky, choć w większości w ogóle się na niej nie znają, a ja postanowiłem napić się koniaku.

Koniak
Koniak

Rdzawa woda święci u nas triumfy i choć nikt nie wie, dlaczego, to Polacy jak jeden mąż sięgają po szkocką – mniej zamożni po blendy a bardziej po single malty. Whisky oczywiście da się pić i to w całkiem sporych dawkach, czego dowodzi jej historycznie udokumentowana popularność pośród brytyjskiej biedoty i amerykańskiego pospólstwa, ale czy warto?

Deau, Koniak
Deau, Koniak

Jeśli obok butelki whisky postawić butelkę koniaku, można zacząć się zastanawiać. Cóż takiego skrywają te misternie dekorowane i ociekające złotem francuskie destylaty? Czy rzeczywiście warto za nie płacić krocie, skoro wieść gminna niesie, że w ramach efektu dnia następnego sprowadzają potężne bóle głowy i problemy z żołądkiem?

Ta wieść gminna mogłaby tez być i miejską legendą, posłyszaną być może w jakiejś knajpie pod stołem, na bruku przed barem albo wprost w samym rynsztoku. Żywić ją mogła wielowiekowa chęć zemsty pospolitych wiejskich ochlajów i miejskich moczymord, którzy jeśli już porwali się na butelkę koniaku to tylko po to, aby wręczyć ją znaczącej personie w formie prezentu. Sami zadowalali się szkocką, bo choć podłość jej fuzli może i wykrzywiała twarz, to przecież łupała ona skutecznie i niedrogo.

Owszem, whisky bywa droga a niekiedy wręcz koszmarnie, ale to dlatego, że zbudowano wokół niej niezrozumiały dla mnie mit. Dębowe beczki, proces starzenia, wiekowe destylarnie – wszystko to się zgadza i można na tym zbudować klasę alkoholu. Ale, doprawdy, z czego whisky powstaje? Wszak ze zwykłej siwuchy, ot co!

Koniak
Łukasz Klesyk

Koniak jest inny i choć jest drogi, to nie na skutek rozdmuchanego mitu, ale z zasady. W przeciwieństwie do tanich whisky, tanie koniaki nie istnieją. Jeśli ktoś na niedrogi egzemplarz w swoim życiu trafił, to najpewniej w nieświadomości uraczył się węgierskim winiakiem Budafolk, bułgarską Pliską albo inną brandy. Jeśli przytrafiło mu się to z dekadę temu, mógł powziąć opinię przyczyniającą się do pęcznienia miejskiej legendy. Dziś już niekoniecznie, wszak jakość przykładów tu powołanych w ostatnich latach uległa pewnej poprawie.

Koniak
Koniak z Cognac

Koniak tym różni się od whisky, że powstaje z wina. Jest zatem przykładem brandy, a kluczowe dlań jest miejsce pochodzenia – Cognac oraz okolice. Może powstać tylko tam i tylko z win powstałych z gron określonych szczepów. Wielowiekowa aura ekskluzywności koniaku dała mu szczególną właściwość pozaorganoleptyczną, która w Polsce ludowej przejawiła się w sposób szczególny. W czasach, gdy za złotówki można było u nas kupić ocet i musztardę, butelką koniaku dało się załatwić wiele spraw, przy czym im lepsza etykieta, tym większe prawdopodobieństwo pozytywnego rozpatrzenia wniosku. Swoistą elitą konsumentów koniaków w ówczesnej Polsce byli zatem urzędnicy państwowi, prezesi spółdzielni mieszkaniowych, działacze aktywu wyższego szczebla a także lekarze oraz prawnicy. Właśnie dlatego w każdym ważnym gabinecie stały wówczas wielkie kredensy.

Te czasy już dawno minęły i choć, obserwując rozwój zdarzeń, niewykluczone, że podobne kredensy znów zaczną się pojawiać w niektórych gabinetach, to do koniaku przylgnęła u nas etykieta prezentu i to o mistycznej mocy sprawczej. Warto go było mieć w szafie, ale sama myśl, aby go wypić to już świętokradztwo. Tutaj dobrze sprawdzał się tradycyjny bimber, potem wódka, a ostatnio whisky. Skoro ma napisane po angielsku i jej trzy czwarte jest droższe niż nasze pół litra, to niedrogim kosztem można się pokazać, zastawiając się, stawiając.

Koniaki
Koniaki

Dlatego z nieskrywaną radością przyjąłem zaproszenie do Ambasady Francji w Warszawie, w której odbyła się niedawno prezentacja koniaków. Moja radość była tym większa, że poza butelkami Martell, jednej z najbardziej znanych marek koniakowych na świecie, prowadzący spotkanie Łukasz Klesyk odtykał też korki wielce szlachetnych wyrobów małych producentów niszowych marek Deau i Vinet-Delpech.

Koniak, Martell
Koniak, Martell

Do kieliszków koniaków marki Martell nie mam zastrzeżeń, bo to rzeczywiście bardzo przyzwoite produkty. Znacznie mniej znane etykiety Vinet-Delpech też były niczego sobie. Ale dopiero wtedy gdy pojawiła się majestatyczna butelka Deau, poczułem drżenie w trzewiach. Pierwsza, o zgrabnym kształcie, dyskretnej złotej etykiecie i potężnym zwieńczeniem z gigantycznej złotej nakrętki, nosiła oznaczenie XO. Następna, opakowana w kartonik, który można uznać za dzieło samo w sobie, zaprezentowała się jako Cognac Black w nieprzezroczystej, czarnej butelce, zatkanej wielką czapą w kolorze platyny.

No właśnie, cóż to było za doświadczenie! Ileż tu floralnych niuansów! Jakaż słodka elegancja, choć wcale niewynikająca z lukrowego cukrowania a z dębowego leżakowania. Jakaż tu żywa konotacja z pitnym miodem, ze spadzią, z gryką! Wzruszające to było spotkanie i wcale nie ze względu na cenę, bo to ta tańsza, ze złotym korkiem za około 400 złotych wydała mi się zdecydowanie bardziej ciekawa niż droższa czarna za ok. 750 zł. Wygląda na to, że odkryłem nowego kompana jesiennych wieczorów, bo właśnie zimnymi wieczorami, przy rozpalonym kominku, koniak – jak sobie imaginuję – smakowałby mi najlepiej.

Deau, Koniak
Deau, Koniak

Tymczasem jeśli sami zdecydujecie się na kieliszek koniaku, żądajcie go w temperaturze pokojowej, cieszcie się roznoszącym się z kieliszka aromatem, wolno pieśćcie smaki na podniebieniu i nie ogrzewajcie kieliszka w dłoniach. To sposób na aktywację resztek lotnych substancji w tanich brandy. Wraz z nimi podnosi też chmurę alkoholu, a koniak to przecież zdecydowanie coś więcej.

I nie dla każdego. Kurtyna!

5 KOMENTARZE

  1. Nie piję whisky, nie pije Koniaku, pije jedynie piwo, wino i miody pitne. W relacji 95-4-1%. Choć, muszę powiedzieć, DOBRY KONIAK JEST BARDZO OK. Szczególnie polecam koniaki zza wschodniej granicy, z Ukrainy czy z Rosji. Kiedyś, jak wyjeżdżałem na Wschód, zdarzało mi się przywozić ukraińskie czy rosyjskie koniaki. Które w niczym nie ustępowały tym francuskim.
    Koniak, ma to do siebie, że jego nijak nie da się wypić, w dużych ilościach. To dokładnie tak samo jak z miodem pitnym. Pije się go wyłącznie dla przyjemności.
    Co do whisky, to nie chcę mi się nawet tego komentować. W Polsce nie ma kultury picia i długo nie będzie. Stąd, jako osoba już uzależniona od wyrobów procentowych, która musi kontrolować się, szczególnie gdy przekroczy ilość 3 wypitych piw, uważam, że w polskich realiach najlepiej byłoby pić cydr. Szkoda tylko, że póki co, moda na cydr minęła, a wlaściwie, nigdy jej nie było, bo to, co nazywamy „cydrem” w polskich realiach przypomina raczej wyroby cydro-podobne.
    Może stąd i dobrze, że nie ma w Polsce mody na Koniak. Trudno mi sobie wyobrazić, „kulturę picia koniaku”, w polskich realiach.

    • Marku, nie ma co uogólniać i oglądać się na innych. Koniak można pić po swojemu, nie dyskutując o ciemnej masie, która raczy się chrzczoną łiski z kolą. Co kto robi – jego rzecz.
      To jak z muzyką. O gustach się nie dyskutuje. Klasyczna nigdy nie przemówi do większości – najwięcej czerpią z niej osoby o dużych wymaganiach i najlepiej z pewnym wykształceniem w tym kierunku, choć wystarczy pasja. Niech się gawiedź zadowala disco polo – ja im tego nie zabraniam i nawet nie krytykuję. Czasem zazdroszczę, bo czerpią przyjemność małym kosztem. Dlatego z finansowych pobudek warto być prymitywem. Czyż nie?
      Disco polo porównam do jabola wśród alkoholi, tania whiskey to już coś lepszego – powiedzmy rock, wyższe rodzaje kolorowych trunków to jak porządny pop – np Sting, czy Grechuta a Droższe koniaki porównam do muzyki klasycznej. Przy czym tak jak bywalca dyskotek złapie przy muzyce klasycznej ból glowy, tak menela od jaboli nie zadowoli droga brandy – w obu przypadkach trzeba nauczyć się czytać NUTKI, żeby czerpać z tego przyjemność. Nie ma się też co wstydzić tego, że nie potrzebujemy wyższych wrażeń, bo najgorsze jest udawanie, stąd wśród domorosłych koneserów nie brak snobów, którzy po prostu chcą się wpasować w „elytę”. Uważać trzeba na takich.
      Podsumowując- jak widzimy młodego, szczęśliwego człowieka słuchającego jakiegoś bezsensownego dudnienia i popijającego tatrę strong, nie miejmy do niego żalu. Taka jest jego mądrość etapu i nic tego nie zmieni. On za 20zł czuje taką samą euforię, jak my popijający brandy za 500zł słuchając na żywo Aidy gdzieś we włoskiej operze.
      A młodych uczmy tych nutek w każdej dziedzinie sztuki, żeby coś się poprawiło w naszym smutnym kraju.

  2. @ jakub.j
    Rosyjski koniak, to jak gospodarka socjalistyczna. Niby gospodarka, a sterowana ręcznie. Prawdziwy koniak, to zapach ziemi i winnicy po deszczu, to słońce w butelce.
    Rosyjskie (radzieckie) koniaki, to brandy, czasem niezłe, ale jednak brandy – z której strony nie obrócisz kieliszka, spirytem zalatuje.
    I tyle w temacie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.