Smaki Japonii i globalne podniebienie Murakamiego

Kuchni japońskiej nie znam prawie wcale, więc chętnie wybrałem się na ilustrowaną kulinarnie prezentację najnowszej książki Haruki Murakamiego, jednego z najpopularniejszych współczesnych japońskich pisarzy. Co jada mistrz? Może świeże kwiaty wiśni? Może fermentowane wodorosty? A może zupełnie coś innego?

Smaki Japonii i Murakami - Udon w bulionie

O najnowszej książce Murakamiego mówi się w kategoriach noblowskiego wyróżnienia. Pomyślałem zatem, że za chwilę doznam mistycznego kontaktu z podniebieniem mistrza, a może nawet zasiądę do stołu z bohaterami jego powieści. Przypuszczałem, że rolę kulinarnego medium w tym teatrum odegra prowadząca kulinarną część spotkania Alicja Than, która wraz z mężem prowadzi kilka japońskich restauracji w Warszawie.

Smaki Japonii i Murakami - Alicja Than

Jednak już po chwili zostałem sprowadzony na ziemię. Krytyk literacki Cezary Polak, który wprowadzał nas w klimat literatury Murakamiego, bezpardonowo ujawnił, że mistrz nie przywiązuje szczególnej wagi do jedzenia. Owszem, lubi sałatki, makaron i ryby, ale najchętniej jada je surowo albo grilluje. Prawie w ogóle nie używa przypraw, obróbkę kulinarną produktów ogranicza do minimum, a jedyne szaleństwo, na które sobie pozwala to pączki. Kiepsko, pomyślałem. Pewnie za chwilę zjemy surową rybę bez przypraw, a na deser dostaniemy pączka. No tak, ale może przynajmniej bohaterowie powieści Murakamiego jadali ciekawiej?

fot. Michael Dorokhov

fot. Michael Dorokhov

Skądże! Krytyk literacki nie zamierzał niepotrzebnie łudzić nas nadzieją. Bohaterowie Murakamiego to marni smakosze, ba, jadają jeszcze mniej interesująco niż sam pisarz. Tsukuru Tazaki, główna postać najnowszej powieści Murakamiego, pije whisky, jada pizzę i pogryza orzeszki, a jego przyjaciółka popija mohito i kalifornijskiego caberneta. Jeśli w książce pada odniesienie do kuchni lepszego autoramentu, to i tak kończy się na zdawkowej wzmiance o omlecie albo paelli. Cóż to za zwyczaje! Co to za gust? No tak, ale czy tytuł książki – „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” – pozostawia jakieś złudzenia?

Whisky, mohito, czerwone wino, pizza, paella i orzeszki – a gdzie sake, mirin, sushi, glony nori, wasabi i sos sojowy? Zdecydowanie nie u Murakamiego. Jego bohaterowie mają rys globalny, a taki to właśnie rys zjednał mu globalne zainteresowanie międzynarodowego czytelnika. Rys globalny muszą zatem mieć też zwyczaje żywieniowe bohaterów. Wpadają więc do barów szybkiej obsługi, jadają „coś na mieście”, a czasem odmawiają jedzenia, bo decydują się na kilka dni oczyszczającej głodówki.

Smaki Japonii i Murakami - ban ban ji

Obraz to raczej kulinarnie nędzny, ale kilka smaków z twórczości Murakamiego udało się jednak wydestylować. W twórczości mistrza pojawia się bowiem wzmianka o bulionie na bazie suszonej ryby i wodorostów oraz sałatce z gotowanym w sake kurczakiem. I takie właśnie potrawy odtworzyła na naszych oczach Alicja Thun, dodając jeszcze od siebie nadziewane pastą z czerwonej fasoli słodkie bułeczki An Pan na deser.

Smaki Japonii i Murakami - Alicja ThanWspomnianą sałatkę ban ban ji zjadłem na przystawkę. Do jej przygotowania używa się gotowanego w sake i imbirze kurczaka, którego po ostudzeniu rwie się na małe kawałki i układa na podstawie z sałaty, kawałków pomidora, ogórka i marchwi. Kluczowy dla całości jest aromatyczny sos z pasty sezamowej, octu ryżowego, sosu sojowego, imbiru i cukru, który nadaje sałatce charakteru.

Daniem głównym był makaron udon podany w bulionie. Co prawda sam bulion jest kłopotliwy w przygotowaniu, bo potrzeba do niego suszonej ryby bonito, wodorostu konbu i nieco japońskiego alkoholu o nazwie mirin, ale wszystkie te składniki można przy odrobinie wysiłku znaleźć w polskich sklepach. Udon świetnie czuł się w aromatycznym bulionie, z pełną łagodności gracją wtapiając się w wyraziste rybno-pikantne tło. Towarzyszyła mu spora porcja wodorostów wakame oraz symboliczna krewetka i nieco siekanej dymki. Rzecz warta spróbowania, bo w żaden sposób nie da się jej porównać do jakiejkolwiek innej znanej mi orientalnej kompozycji bulionowej.

Podane na deser bułeczki An Pan okazały się już bardziej znajome europejskiemu podniebieniu, ale to pewnie dlatego, że powstały pod wpływem europejskich inspiracji. Bułeczki miał spopularyzować dziewiętnastowieczny samuraj Yasubei Kimura, który po przemianach politycznych w Japonii porzucił miecz na rzecz piekarniczej łopaty. Przepis na bułeczkę jest prosty – z pszennej mąki z dodatkiem wody, drożdży, masła, mleka, cukru i odrobiny soli zagniata się ciasto. Po wyrośnięciu na rozpłaszczone placki układa się niewielką porcję słodkiej pasty z fasoli azuki, po czym formuje się kulkę i piecze w piekarniku. Bułeczkę można też posypać czarnym sezamem, charakterystycznie naciąć na brzegach po czterech stronach, a przed pieczeniem posmarować żółtkiem rozmąconym z mlekiem.

Smaki Japonii i Murakami - bułeczki An Pan

„Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” to nie jest książka kucharska. Nie jest to też książka o jedzeniu. Dla tytułowego bohatera jedzenie ma znaczenie drugorzędne. Podróżuje ścieżkami własnej duszy, poznając samego siebie od środka, starając się zrozumieć stan społecznego wykluczenia, w którym się znalazł i redefiniując otaczający go świat. Warto po nią sięgnąć wcale nie dlatego, że Murakami to czarny koń kolejnych edycji literackiego Nobla, ale choćby dlatego, że to wciągające książka i pochłania się ją jednym haustem. Może trochę jak zglobalizowane drinki i przekąski, ale to oczywiście wysoce nieuprawnione porównanie w odniesieniu do literackich walorów tej powieści.

Choć Murakami skazuje swoich bohaterów na bierne podążanie nurtem globalnych zwyczajów żywieniowych, to przecież czasami pozwala im posmakować odrobinę kuchni japońskiej. Spróbowałem trochę i ja i jestem zadowolony.

, , , , , , , ,

Trackbacks/Pingbacks

  1. Top 5 najmodniejszych restauracji w Warszawie | Krytyk Kulinarny - certyfikowany przez Harvard (USA) i McGill (Kanada) - 11 lipca 2016

    […] podczas warsztatów kulinarnych towarzyszących promocji jednej z książek japońskiego noblisty Haruki Murakamiego. Co ciekawe, sam mistrz pewnie większość naszych inkarnacji sushi uznałby za akceptowalne, […]

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Lekcje Smaku: 8. Granice eksperymentu
Lekcje Smaku: 8. Granice eksperymentu

Czyli o zaskakiwaniu kulinarnymi niespodziankami

Zamknij