Odnośnik do komentowanego artykułu: “A czemu nie rodzić przy bemarze?”.

20 KOMENTARZE

  1. „Ah ideologia” to przymusowe zakrywanie się do karmienia. Nikt by nie miał nic przeciwko „eksponowaniu piersi”, gdyby pani miała głęboki dekolt, ale skoro obnażyła ją w celach pozaseksualnych, to już źle Porównywanie karmienia dziecka do deurynacji oraz przewijania dziecka na stole jest żenujące i świadczy nie tylko o ideologicznym zapamiętaniu autora artykułu, ale także o braku elementarnej wrażliwości. Smuteczek, odlajkowuję profil.

  2. Z przykrością przeczytałam Pański dzisiejszy komentarz. Dlaczego z przykrością? Jest Pan krzewicielem kultury i dobrego smaku i w ramach tychże sugeruje Pan jako właściwe miejsce do karmienia małego człowieka toaletę? Naprawdę Pańskim zdaniem jest to w porządku? Tu nie chodzi o przewinięcie malucha lae o jego nakarmienie. Czy Pan Krytyk Kulinarny również spożywa posiłki w toalecie siedząc na wykwintnym porcelanowym meblu, zachwycając się subtelnością aromatów i urządzeniem przestrzeni. Szczerze watpię. W imieniu mam i ich pociech proszę o odrobinę szacunku. Naprawdę mama może chcieć wyjść do restauracji. Osobiście nie spotkałam się z obnażoną piersią karmiącej mamy. Sama również starałam się by karmienie było możliwie intymne dla mnie i mojej córeczki. A zawsze można odwrócić wzrok gdy coś nam się nie podoba – czy to karmiąca mama, czy brzuchaty pan wcinający najtłustsze danie w karcie. Oboje maja prawo odwiedzić restaurację i cieszyć się jej daniami:).

    • Ileż to razy panowie wyciągają swoje szlachetne klejnoty przy drodze czy chodniku pod płotem, zeby załatwić swoje potrzeby fizjologiczne i my biedne musimy odwracać wzrok i jakoś nikogo to specjalnie nie oburza…
      Agnieszka Kolińska subtelność aromatow zrobiła mi dzień ???

  3. Pani Agnieszko, być może nieco skompensuję Pani przykrość – na co mam nadzieję – jeśli zauważę, iż nigdy, również w tekście, nie propagowałem jadania w toaletach, sam także w nich nie jadam. Wprost przeciwnie, w tekście wyraźnie prawię o jasnym rozdzieleniu przyjmowania pokarmów od pozbywania się produktów ich przemiany. Rzeczona toaleta, a w zasadzie jej sąsiedztwo, pada w relacji poszkodowanej pani, której kelner wskazał miejsce ustronne mające sąsiadować z takąż. Rozwijając myśl dalej, w restauracji obowiązują prawa ustalane nie przez gości a przez restauratora – podobnie jak w domach. Sytuacja, w której to gość narzuca swoje zwyczaje nie powinna być normą a patologią i jako taka zasługuje na napiętnowanie, zwłaszcza wówczas gdy swoje zwyczaje wprowadza siłą. Gastronomia to zawieszony w społecznej przestrzeni system, w którym jego poszczególne ciała przyciągają do siebie pasujące do tych ciał elementy. Nie mam absolutnie nic przeciw lokalom, w których można przesiadywać z kotami ani nie mam nic przeciw lokalom, w których z kotami przesiadywać nie można. Natomiast jestem przeciw właścicielom kotów, którzy na siłę będą wchodzić do lokali, w których koty nie są akceptowane, ale jestem też przeciw awanturnikowi, który, siedząc w lokalu akceptującym koty, będzie żądał ich usunięcia. Słowem – w gastro nie wszystko jest dla wszystkich ale dla wygody wszystkich warto orientować się, jakie towarzystwo gromadzi się pod odwiedzanym adresem oraz jakie towarzystwo ów adres prowadzi. I jeszcze na koniec – te nieszczęsne toalety, właściwie przykład z toaletą w tle z pociągu regio – pociąg nowoczesny, wręcz pachnący, ale mocno napakowany, wchodzi kobieta w widocznej ciąży, z niemowlęcym wózkiem, staje z tym wózkiem w części przeznaczonej dla wózków, rowerów i podróżnych z większym bagażem, która graniczy z przestronną klimatyzowaną toaletą zamykaną elektronicznie, pod oknami szereg prostopadle ustawionych do okien miejsc, wszystkie zajęte – ale ktoś z pasażerów zwalnia jedno z tych miejsc, w samym kącie, i zaprasza kobietę do jego zajęcia, w odpowiedzi zaś słyszy: „phi! przy kiblu mam siedzieć? z dzieckiem?”

  4. Pierwszy raz się z Panem nie zgadzam. Przy karmieniu dziecka widać tyle samo piersi co przy większym dekolcie.
    Jako młoda matka zawsze wychodziłam gdzieś, szukałem „kąta” żeby właśnie nie przeszkadzać innym. Ale teraz wiem, że to była głupota. Skoro cała rodzina przyszła na obiad, jest rozmowa i śmiechy to dlaczego ja z najmłodszym miałabym się chować, odchodzić od stołu? Je się przy stole. Załatwia się i zmienia pieluchę w toalecie.
    Porównywanie tych sytuacji……nie wiem…przykro trochę.

  5. Pani Anno, nie ma nic złego w tym, że Pani się nie zgadza, wręcz przeciwnie, skoro ma Pani inny pogląd to polemika jest w pełni uzasadniona. Niemniej istotą sprawy nie jest uwidoczniony obszar piersi czy też samo karmienie niemowlęcia, które – bezwzględnie racja – z założenia matka jest w stanie przeprowadzić bez wzbudzania zamieszania (nie wiemy, jak wyglądało to tu). Zaś to, co bulwersuje to styl, w jakim bohaterka wydarzenia „załatwiła sprawę”. Ganianie restauratora latami po sądach, hałaśliwe wystąpienia medialne oraz żądanie dziesięciu tysięcy zadośćuczynienia a nader wszystko siłowe wprowadzanie swoich porządków w miejscu, którego jest się tylko gościem trudno sprowadzić do zwykłej przesady – to niebywałe kuriozum. Organizatorem przestrzeni w restauracji jest restaurator, gość może tę przestrzeń zaakceptować lub nie, wszak jeśli masowo nie będzie jej akceptował, restaurator pójdzie z torbami. Niestety – ku frustracji coraz większej liczby restauratorów czy szefów kuchni – rośnie liczba tych, którym samo nieakceptowanie nie wystarcza – wszczynają awantury, stawiają roszczenia, idą do sądu – jak widać także po okrągłe sumki.

  6. Ale mój wpis absolutnie nie dotyczył tej kobiety, która dla mnie najzwyczajniej w świecie była niewychowana:)
    Chodziło bardziej o porównanie – nie bezpośrednie ale jednak- zmiany pieluchy czy porodu;) do czegoś tak zwyczajnego jak karmienie dziecka.
    Jasne jest, że komuś może to przeszkadzać. Że restaurator może sobie tego nie życzyć u siebie. Ich święte prawo.
    Ale kierunek, w którym to wszystko zmierza…to, że tak naturalna czynność stała się kontrowersyjnym tematem…nie podoba mnie się to:)

    • no tak, z obu perspektyw źle to wygląda – czynność naturalna acz wzbudza kontrowersje – kontrowersje, które prowadzą do nieoczekiwanych rozwiązań. Zmiana pieluchy (która rzeczywiście zaszła na stole) czy poród (to już póki co zabieg stylistyczny) to tylko dodatkowe przykłady na to samo zagadnienie, a brak kultury zaangażowanych w sytuacje osób jest tu kluczowy

  7. Wszystko się zgadza. Tylko dlaczego autor zachowuje się jak hipokryta? W poprzednim artykule pisał, że jakieś osoby zachowały się niewłaściwie zwyzywawszy jakiegoś kolorowego osobnika jako „czarnucha”. Wolność Tomku w swoim domku, jak głosi stare przysłowie.
    Tak jak restaurator ma prawo do nieobsługiwania jakiegoś typu gości, bez podania przyczyn, tak ma prawo do wyrzucenia osób, których nie chce obsługiwać, za drzwi. To dotyczy także gospodarzy kraju, w jakim zyją, np. Polaków w Polsce. Jesli Polacy nie życzą sobie, by jakiś Arab, Murzyn czy Azjata u nich jadał czy w ogóle przebywał w kraju, mają do tego 100% prawo. Prawo Gospodarza jest święte! Niezależnie czego i kogo dotyczy. Tak więc, Fora ze Dwora, matki z bachorami i czarno-ciapate przybłedy!

  8. Czyżby autor uważał, że np. restaurator, który zawiesza karteczkę na drzwiach: „czarnuchów nie obsługujemy”, ma do tego prawo i to jest OK?

    • Każdy ma prawo obsługiwać tego kogo chce. Ja bym nie wywiesił żadnej kartki, po prostu dałbym do zrozumienia, że o wiele chętniej obsługuję gości o europejskich rysach, aniżeli o bliskowschodnich czy innych. Tzw. „rasizm”, jest rzeczą czysto naturalną, zapisaną w naszej podświadomości, więc nie widzę, żeby był sens z tym walczyć.
      Skoro restauratorzy mają prawo wyrzucić matkę czy rodziców z dziećmi, śmierdzącego, pijanego klienta, to dlaczego nie mogą mieć prawa wyrzucać awanturującego się Żyda czy innego przyjezdnego. Był już przypadek, kiedy wyrzucono Żydów z jakiegoś lokalu, w mojej ocenie bardzo słusznie, bo obrażali oni Polaków. Autor bloga, jak na Liberała i Globalistę, przystało, krytykował to.
      Powtarzam, żyjemy w Polsce, w Europie, a nie jakimś multi-kulturowo, multi-rasowym „melting pot”. Chcę aby Polska była Polską, a Europa, Europą. Zwolenników multikulturaizmu czy marksizmu kulturowego, wyrzucałbym dawno, nie tylko z restauracji czy z domu, ale z planety Ziemia.

    • Skąd takie pytanie? Nie widzę trzeciej możliwości poza kreacją postprawdy albo problemami z rozumieniem tekstu pisanego – obie koszmarne, bo trudno dyskutować w takim kontekście. Niemniej raz jeszcze podkreślę, że przestrzeń restauracyjną w jej ogólności kreuje restaurator, a goście w szczególe – wypełniając sobą formularz, jaki restaurator im sporządził. Dobrze stworzona restauracja przyciąga odpowiednią klientelę, dlatego do mordowni nie wchodzi dżentelmen a finediningu nie odwiedza paker w dresie – obaj czuliby się w skrojonym nie dla siebie otoczeniu źle, podobnie jak otoczenia czułyby się źle z nimi. Rzecz jest oczywista i trudno z nią polemizować. Wyjątki mogą się pojawiać ale tylko po to, aby sankcjonować regułę. Wracając jednak do dwóch przytoczonych tekstów – różnica jest kluczowa: w pierwszym, kiedy to obsługa w sposób impertynencki potraktowała człowieka, który po prostu stał w kolejce do kasy, aby zapłacić za zamówienie i nie robił niczego, co mogłoby powodować reakcję ze strony obsługi, zaś w drugim, kiedy to gość restauracji w sposób siłowy próbował narzucać swoje zasady w miejscu, którego był gościem (a nie właścicielem). Zatem ów pierwszy wpisał się w schemat formularza, o którym wcześniej pisałem – ot, wszedł do lokalu, chciał coś przekąsić, pewnie poznać polskie smaki, specyfikę knajpianą, owianą legendą polską gościnność. I poznał. W drugim przypadku gość nie tylko nie wpisał się w formularz, ale postanowił podrzeć go na strzępy, zmusić właściciela do wprowadzenia obcych mu porządków a nadto kazał sobie a to wypłacić w PLNach. Jeszcze nie widać różnicy? To może nieco po klimacie, bo właśnie wigilia i nasz tradycyjny pusty talerz dla wędrowca. Załóżmy, że wchodzi wędrowiec, siada przy stole, zjada bigos i sałatkę, powie co nieco o sobie, może zostawi nawet jakiś mały gadżet na pamiątkę, po czym uda się w dalszą wędrówkę. I drugi, który siada, rozbija talerz, bo chce drewnianego koryta, a skoro takiego nie dostaje, dzwoni na policję i składa pozew do sądu z żądaniem odszkodowania za straty moralne, bo do tej pory pożywiał się w korytach a jedzenie z talerza nie rezonuje z jego pojmowaniem Świąt. Którego z gości będziemy wspominać przy kolejnych wigiliach, a którego wyrzucimy zanim dokończy rozmowę z policją?

      • Zgadzam się tu z Tobą w całej rozciągłości. Myślę jednak, że nie warto nikogo wspominać, gdyż jeden dzień w roku i jedna osoba, to jednak za dużo jak na wspominki.
        Są pewne zasady, które winny obowiązywać wszystkich, bez wyjątku. Dotyczy to zarówno gościach w restauracji jak i imigrantów. Warto tu przytoczyć przykład z Żydami, o których pisałeś kiedyś. Oni zachowali się jak zwyczajne prostackie chamy, nie zachowując kultury, obrażali Polaków i ich tradycje. Że zostali potraktowani w sposób „antysemicki”…kogo to obchodzi. Jeśli przyjeżdża do Polski, gość z Afryki, jako turysta czy student na wymiane i zachowuje się jak należy, wszystko jest ok. Jeśli jednak zacznie zachowywać się jak bydle, musze go potraktować nie lepiej niż traktowano jego czarnych pobratymców na plantacjach niewolniczych.
        Ten przykład oraz przykład z poprzedniego artykuły doskonale właśnie obrazuje, to co napisałem – GOSPODARZ TWORZY REGUŁY, A GOŚĆ MA OBOWIĄZEK SIĘ PODPORZĄDKOWAĆ.
        Jak się nie podoba – FORA ZE DWORA

  9. Żyjemy w czasach upadku formy, kindersztuby, savoir-vivre, pani Tabor et consortes. Zaproszenie do zmniejszenia ekspozycji by nie krępować aby pozostałych gości w ramach przyjętej konwencji to dobre wychowanie, zaś prawo oczekiwania że gość się dostosuje do zasad miejsca – w ramach obyczajów, a nawet nteroretacji prawa – jest jednym z podstawowych praw gospodarza. Restauracja to przedsiębiorstwo prywatne i w ramach prawa oraz granicach obyczaju może swoje reguły stanowić. To nie wyrzucanie czarnych, stonujcie trochę. Nie stajecie się Matka Boską gdy powijecie, ani modelką Wyspiańskiego.

  10. …a odlajkowywanie bloga za niezgodność w takiej kwestii, przecież nie będącej meritum, przecież nie będącej nawoływaniem do zbrodni – to pożałowania godna, tak w dzisiejszych czasach niepotrzebna porywczość.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.