Home z podróży Muchy w nosie

Muchy w nosie

3

Kilka tygodni temu ukończono budowę północnego odcinka autostrady A1 łączącego Trójmiasto z Toruniem. Mamy wreszcie to, czego tak zazdrościliśmy naszym zachodnim sąsiadom. Tam od lat można korzystać z nowoczesnych autostrad i mknąć nimi bez niepotrzebnego zmęczenia. Co kilkadziesiąt kilometrów na podróżnych czekają przestronne autostradowe parkingi zwane Raststätte, na których, poza stacją paliw, znajduje się obiekt gastronomiczny, najczęściej nowoczesne samoobsługowe bistro, a czasem też i hotel. W autostradowym bistro podróżnych kusi szeroka oferta przekąsek, zup, dań gorących a nawet świeżych owoców. Jest też kawa, są i desery. Można zatem zjeść śniadanie, lunch, kolację albo po prostu napić się kawy i chwilę odpocząć.Rasthof w nocy

Na pomorskim odcinku autostrady A1 funkcję Raststätte pełnią MOPy (skrót od „Miejsc Obsługi Podróżnych”), ale poziom obsługi, jaką owe miejsca oferują podróżnym, jest doprawdy żenujący. Co prawda liczba parkingów z położoną centralnie toaletą jest na tym odcinku imponująca – jedną mijamy średnio co kilkanaście minut jazdy. Niewątpliwe to udogodnienie dla posiadaczy słabych, a wręcz niesprawnych pęcherzy. Żadne to jednak pocieszenie dla posiadaczy żołądka, a takich zdaje się być jednak znacznie więcej, niż posiadaczy słabego pęcherza.

Żołądek mam między innymi i ja, a po przejeździe pomorskim odcinkiem A1 muszę z rozżaleniem skonstatować, że jedynym dla niego pocieszeniem są hotdogi i kanapki o przedłużonym terminie spożycia podawane w kącikach barowych dwóch stacji paliw, które funkcjonują przy autostradzie. Podczas mojej pierwszej przejażdżki autostradą zatrzymałem się na jednej z nich. Stacja okazała się nieduża, wręcz zaskakująco mała jak na taką lokalizację. Jej oferta gastronomiczna niczym nie różniła się od oferty gastronomicznej innych stacji tej sieci rozsianych po całej Polsce – ot, mrożone pierożki, kiełbaska w bułce, kanapki.

Jako że natychmiast wypatrzyłem samoobsługowy ekspres do kawy, moje gastronomiczne strapienie postanowiłem utopić w espresso. Nie dane mi było jednak nawet to, bo gdy tylko zbliżyłem się do maszyny, ujawniłem na jej korpusie całe zgraje złowieszczo brzęczących much. Siedziały na automacie niespokojnie, bezczelnie wzlatując jedna po drugiej, gdy tylko ktoś zbliżał się do maszyny. Zastanawiające, czego muchy mogły szukać na obudowie ekspresu do kawy. Zadziwiające, jaką tolerancją darzyła te muchy obsługa.

Wyszedłem na dwór, chciałem na chwilę usiąść na komicznie zadaszonej ławeczce, jednej z wielu rozlokowanych wokół murowanego wucetu, ale było stanowczo za zimno, więc rozmyślania o kawiarnianych muchach podjąłem w dalszej drodze do Torunia. Muszą inwazję uznałem za zdarzenie incydentalne. Pomyślałem, że gdy następnym razem odwiedzę tę stację, po muchach pewnie nie będzie już śladu. Gdy po tygodniu znów jechałem autostradą, sprawdziłem, czy muchy nadal siedzą na ekspresie do kawy. Siedziały. Co więcej, w siostrzanej stacji paliw po drugiej stronie autostrady zastałem dokładnie taką samą sytuację. Hordy much biesiadowały sobie w najlepsze, upojone aromatem świeżo mielonych ziaren. Nikt nie miał nic przeciwko temu, nawet umięśniony młodzieniec, który zaparzał latte swojej obutej w białe kozaczki sympatii.

Media donoszą, że koncesjonariusz A1 myśli o rozpisaniu przetargu na obsługę gastronomiczną pomorskich MOPów. Mówi się też, że spółka Polskie Jadło planuje wybudowanie sieci 30 jadłodajni przy polskich autostradach i drogach ekspresowych. Może to zwiastować zmianę gastronomicznej mizerii na A1, zwłaszcza że dwie pierwsze restauracje tej sieci już funkcjonują na małopolskim odcinku A4.

Póki co podróży pomorską autostradą nie da się uatrakcyjnić postojem na posiłek. Tym, którzy chcieliby coś zjeść po drodze, pozostaje zatrzymać się w Toruniu, po zjechaniu z autostrady lub przed wjazdem na nią. Na toruńskiej starówce jest z czego wybierać, a za tydzień napiszę, na które lokale warto zwrócić szczególną uwagę.

3 COMMENTS

  1. Nie wiadomo co lepsze. Czy mieć autostradę i żadnych jadłodalni po drodze, czy nie mieć autostrady i drogi ekspresowej ale za to mieć spory wybór jadłodalki z całkiem przyzwoitym jedzeniem. Tak jest w Lubelskim czy w Świętokrzyskim gdzie autostrad żadnych nie było, nie ma i nie będzie (poza krótkim odcinkiem A1 do Terespola, koło Białej Podlaskiej). Na drogi ekspresowe musimy czekać z 10 lat, bo „są ważniejsze sprawy”, o kolejach nawet nie mówiąc. Z drugiej strony, w porównaniu do „ziem odzyskanych” czy raczej poniemieckich, mamy całkiem niezły wybór karczm lokalnych z całkiem dobrym jedzeniem. Może nie jest to żadne stricte regionalne czy tradycyjne jedzenie, ale na pewno nie jest to żaden fast-food w stylu Polskiego Jadła, gdzie niezależnie od lokalu jest prawie to samo menu.
    Cóż, ziemie poniemieckie chcą iść drogą niemiecką czyli autostrady plus „autostradowe fastfoody”, dobrze by było, gdyby za te 10 lat, jak zbudują ekspresówki w Lubelskim, pozostały nasze karczmy przydrożne.

  2. Mam bardzo traumatyczne wspomnienie z muchami i ekspresem z USA. Pracowałam tam w kasynie w ramach studenckiego programu „work and travel”. Piękne, beztroskie czasy. Jednak zakłóciły je kiedyś właśnie muchy, który wylatywały z ekspresu, jednego z wielu ustawionego na 3 pietrach kasyna. Otworzyliśmy go kiedyś, a naszym oczom ukazała się cała kolonia larw śpiących sobie w wyjątkowo komfortowych warunkach. Ciepła, zastoju i cukru pod nosem. Od tamtej pory nie kupuje kawy z automatu.

  3. Może to i smutne, i tragiczne, ale uśmiałam się do łez czytając ten reportaż. Mnie już chyba nic nie zdziwi, a resztki nerwów do polskich nowych autostrad straciłam 2 tygodnie temu jadąc A2 i co 15 minut jazdy płacąc 16-18 zł. Ale muchy na ekspresie ofiarowane klientom w standardzie i „komicznie zadaszona ławeczka”… 🙂 Surrealizm godny komuny, tylko fasada nowocześniejsza. Niestety absurd ten sam.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Exit mobile version