Dyskontowe lodówki są pełne serów w plastrach najróżniejszych odmian – Gouda, Emmentaler, Morski, Podlaski – dla każdego coś kuszącego. Wydaje się, że niezależnie od tej różnorodności wszystkie z nich to po prostu sery z mleka i kropka. Prawda okazuje się bardziej skomplikowana.

W najnowszym odcinku Mowy Strawy przyglądamy się popularnym serom w plastrach marek własnych Lidla, Biedronki i Aldi. Prześwietlamy etykiety, sprawdzamy kody weterynaryjne i szukamy odpowiedzi na pytania o pochodzenie, skład i technologię produkcji polskich serów. Dzięki temu tworzymy zestaw przydatnych narzędzi konsumenckich, które mogą pomóc w podjęciu świadomych wyborów konsumenckich.
Chlorek wapnia, karageny i… annato norbiksyna – po co?
Typowy ser przemysłowy składa się z pasteryzowanego mleka, soli, kultur bakterii fermentacyjnych i podpuszczki. W sklepach są takie sery, pokazujemy je w odcinku, rzeczywiście ich skład jest krótki i przewidywalny, a te marek własnych są przy tym niedrogie. Jednak ogromna część rynku wprost zalana jest serami z dłuższą listą składników, wśród których niemal obowiązkowym staje się chlorek wapnia i barwnik – karoteny albo annato norbiksyna. To podstawowe wyróżniki współczesnego sera przemysłowego. Mają ułatwić serowarom pracę ze skrzepem, a klientów zauroczyć podrasowaną barwą gotowego plastra.
Jednym z najbardziej przebiegłych zabiegów marketingowych współczesnego sera przemysłowego w plastrach jest mistrzostwo serwowania klientom powietrza i złudzeń a anturażu tajemniczo brzmiącego określenia „ser mierzwiony”. Prosty zabieg technologiczny, jakim jest pokrojenie sera w ultracienkie plasterki pozwala manipulować tabelą wartości odżywczych i sugerowaną „porcją”. Kiedy producent deklaruje, że jedna porcja to zaledwie kilka gramów, nagle wartość kaloryczna takiej porcji wydaje się wręcz dietetycznie niska. Ale czy na kanapce rzeczywiście wyląduje tylko jeden plaster przezroczystego jak folia spożywcza sera mierzwionego? Śmiem wątpić, a wówczas cały dietetyczny czar takiego mierzwienia błyskawicznie pryska.
Fabryka sera kontra serowarnia
Czy tańszy ser z dyskontu może konkurować z tradycyjnymi wyrobami z klasycznych mleczarni? Gdzie kończy się uczciwa technologia, a zaczyna tania iluzja za wysoką cenę? W odcinku czytamy drobny druk, sprawdzamy smak i konsystencję mierzwionej i niemierzwionej Goudy, szukamy importowanych serów w polskich opakowaniach, porównujemy ceny oraz poznajemy serowych podróżników – Odyseusza z Hellady, którzy przypłynął do Polski w parze z wieprzowym wyrobem przypominającym szynkę i Cheddara z Niemiec o irlandzkiej proweniencji.
Zapraszam zatem do obejrzenia serowego odcinka: Skąd pochodzi ser w Lidlu, Biedronce i Aldi? Po co im chlorek i norbiksyna?



