Aż 60% Polaków nie słyszało o nowych przepisach, które właśnie wywracają do góry nogami menu w polskich szkołach i przedszkolach. Od początku września w dziecięcych stołówkach obowiązują nowe zasady. Ma być więcej strączków, mniej mięsa oraz obowiązkowy „dzień roślinny”. Czy to przejaw prawdziwej troski o dzieci czy ideologicznej pułapki?
Kilka dni temu w kolejce do kasy w Żabce natknąłem się na babcię z wnuczkiem. Oczekiwali na dogrzewające się w piecu zamówienie. Pomyślałem, że to dobra okazja, aby spytać tę babcię o jej opinię w sprawie nowych przepisów o żywieniu w dzieci w przedszkolach i szkołach. W odpowiedzi machnęła tylko ręką, rzucając na odchodnym „Proszę pana, nas to nie dotyczy, mój wnuczek jest wybredny, a ja mu daję to, co lubi”. Następnie odebrała zamówienie od kasjerki i wyszła na chodnik. Jak się okazało, zamówiła pudełko nuggetsów z frytkami.
Ta scena z życia to dobre podsumowanie wyzwania, które stoi przed rodzicami, dziećmi i kucharkami ze stołówek. Wszak czy rozporządzeniem da się zmienić przyzwyczajenia wynoszone przez dzieci wynoszą z domów?
Tak lokalnie że aż globalnie?
Nowe rozporządzenie zaleca kucharkom więcej strączków, ryb oraz stawianie na sezonowość i lokalność, choć nie precyzuje, w jaki sposób te zalecenia mają być realizowane. Gdy przejrzałem półki popularnych dyskontów, rzeczywistość strączkowa okazała się zgoła mało lokalna. Soczewica pochodziła z Kanady, ciecierzyca z Turcji, pstrąg z hodowli we Włoszech, a dorsz z hodowli w Norwegii. Można wątpić, czy polskie nasze rolnictwo będzie w stanie „zalać” 36 tysięcy szkolnych i przedszkolnych placówek wskazywaną w rozporządzeniu fasolą, kaszą i warzywami.
W najnowszym śledztwie MowyStrawy sprawdzam zatem, kto tak naprawdę zarobi na tej zmianie. Czy na pewno będą to nasi rolnicy czy może globalne korporacje? A może wielcy gracze już szykują „roślinne zamienniki” tak dopracowane technologicznie, aby spełniały wyśrubowane co prawda acz nie zupełnie eliminacyjne przepisy? Wszak ustawodawca wprost zaleca stawianie na roślinne zamienniki produktów odzwierzęcych, nie zabraniając stosowania produktów przemysłowych, o ile będą spełniać limity zawartości tłuszczy, cukrów i soli.

Dyrektor ostrzega: „Będę musiał kupić więcej koszy na odpady”
Pojawiające się w mediach wypowiedzi rodziców i pracowników szkół i przedszkoli nie napawają optymizmem. W wypowiedzi na Medonetu dyrektor jednej z małopolskich mówi wprost, że liczy się z koniecznością zakupu kolejnych pojemników na odpady, przy czym „więcej” uzasadnia tym, że już teraz dzieci wyrzucają masę obiadowego jedzenia. Sceptycyzmu nie kryją też intendentki i kucharki, które na co dzień obserwują, jak przyzwyczajone do słodkich przekąsek i chrupiącego drobiu, zakopują surówki pod ziemniakami i wylewają do wiadra grochówkę. Czy falę marnowania jedzenia na jeszcze większą skalę mógłby zatamować powrót do sprawdzonych i popularnych dawniej stołówkowych dań obiadowych jak „bukiet jarzyn”?
Zupa szczawiowa bez jajka i śmietany?
Analizując pierwsze powrześniowe jadłospisy, natrafiłem na kilka absurdalnych zestawień. Jednym z nich okazała się zupa szczawiowa bez jajka i bez śmietany, dodawane doń tradycyjnie ze względu na zawarte w szczawiu szczawiany, która przez sztuczki eliminacyjne tego typu może okazać się niezdrowa. Inny przykład to risotto z fasolą z sosem koperkowym na bazie roślinnej śmietany. Pal licho, że risotto z fasolą brzmi osobliwie, a proponowany doń sos koperkowy do końca skreśla to danie z kategorii, do której się odwołuje, bo owa „roślinna śmietana” to może być szokujące kuriozum. Po pierwsze roślinnych zamienników produktów mlecznym nie wolno nazywać „śmietaną”, a po drugie nie wiadomo, jaki zamiennik miałby zostać zastosowany. Na rynku jest ich sporo, a skład niektórych może zaniepokoić nawet najbardziej ambiwalentne indywiduum. Owszem, dam się tym „odhaczyć” dzień roślinny, ale z punktu widzenia zdrowotnego to niepokojący precedens.
Zapraszam Was do obejrzenia najnowszego odcinka MowyStrawy, w którym biorę pod lupę nie tylko przepisy, ale i konkretne produkty, które mają zastąpić dzieciom nabiał i mięso. Czy to troska o zdrowie, czy nowa luka biznesowa dla wielkich graczy?
Obejrzyj wideo tutaj: WEGEPUŁAPKA! Kto zarobi na nowym jedzeniu w szkole?


