Jesteśmy w Polsce, to mięso jest polskie, nie? No właśnie nie i to bardzo często!

Kto lepiej informuje klienta o pochodzeniu mięsa sprzedawanego z lady – supermarkety czy małe sklepy? Sprawdziłem.

Jesteśmy w Polsce, to jest polskie mięso!Można chyba założyć, że jeśli mamy wybór, to po wędliny i mięso chętniej wybieramy się do lokalnego rzeźnika niż do sklepu sieci handlowych, choć także i w wielu z nich funkcjonują lady mięsne z obsługą, gdzie można kupić wskazany asortyment w ilości, jaka nam jest potrzebna. Mały rzeźnik, zwłaszcza taki, który funkcjonuje od lat i cieszy się dobrą opinią, budzi większe zaufanie niż anonimowa sieć handlowa, szczególnie jeśli chodzi o świeże mięso sprzedawane na wagę. Jednak jak wskazuje najnowsze śledztwo Mowy Strawy, to zaufanie do małych sklepów może być wystawiane na poważną próbę.

Magia marki: Kiedy Agro-Rydzyna nie jest Agro-Rydzyną?
Wielu klientów sieci Dino odwiedza te sklepy ze względu na bogato zaopatrzoną ladę mięsną firmowaną marką Agro-Rydzyna. Postrzegana jako gwarancja własnej, kontrolowanej produkcji, stała się swoistym synonimem jakości. Niemniej okazuje się, że za woalem ugruntowanej pozycji kryje się złożona prawda. karkówkaPrzyjrzałem się, czy wszystkie wyroby w ladzie mięsnej Dino na pewno pochodzą z zakładów należących do Agro-Rydzyny. Obecnie są dwa – jeden w Kłodzie, a drugi w Jastrowiu. Oba to potężne kombinaty przerobu półtusz wieprzowych, stąd nic dziwnego, że drób i wołowina w Dino pochodzi od zewnętrznych dostawców, co łatwo było ustalić po kodach weterynaryjnych na opakowaniach. Problem pojawił się wówczas, gdy na opakowaniu wieprzowej karkówki na grill sygnowanym logo Agro-Rydzyny kody kreskowe był różne niż kody kreskowe należących do Agro-Rydzyny zakładów. Co więcej, w dwóch różnych sklepach Dino tak sama karkówka na grill sprzedawana pod marką Agro-Rydzyna po identycznej cenie i z identycznym składem, pochodziła z dwóch różnych zakładów mięsnych, a żeberka z jeszcze innego zakładu.

Dyskonty: Więcej transparentności niż u rzeźnika?
Lada w BiedronceZaskakujące wnioski płyną z porównania lad mięsnych w Bierdronce i Kafulandzie. Jak ujawniłem, kojarzona z masową sprzedażą po taniości Biedronka w funkcjonujących w wybranych lokalizacjach ladach mięsnych stawia na… delikatesowe standardy. Degustacje bankietowych kanapek z pasztetową od Chmarzyńskiego, który uważany jest na Kociewiu za renomowanego producenta, czy wielkie tablice informujące o każdym aspekcie pochodzenia mięs to w Biedronce standard. Z tablicy informacyjnej dowiadujemy się ponadto, że sprzedawca może nam zapakować mięso w opakowanie próżniowe, zmielić je na miejscu, a nawet rozbić na kotlety i wszystko to gratis. Taki usługi dodatkowe to w dyskoncie daleki krok poza oczekiwania.
Jeszcze dalej idzie Kaufland, bo tam pod każdym asortymentem znajdziemy niemal pełną kartotekę produktu – włącznie z kodami weterynaryjnymi ubojni i producenta. To wzorcowy przykład tego, jak powinna wyglądać informacja dla klienta i taka forma komunikacji może zawstydzić operatorów mniejszych sklepów, które pod tym względem zaskakują na minus.

Pułapka „lokalnego rzeźnika”
Lada mięsnaNajwiększe rozczarowanie spotkało mnie właśnie w miejscach, które powszechnie budzą największe zaufanie. Jak się okazało, małe sklepy i lokalni rzeźnicy poprzestają na grze na klienckich emocjach i lokalnym patriotyzmie. Na zadane przeze mnie pytanie o pochodzenie mięsa w małym sklepie, w którym nie było o tym absolutnie żadnych informacji, sprzedawczyni pretensjonalnym tonem odpowiedziała: „Jesteśmy w Polsce, więc to jest polskie mięso”.
Tymczasem zgodnie z przepisami informacja o miejscu chowu i uboju musi być widoczna przy produkcie, albo w formie zbiorczej na ścianie czy ladzie. W odwiedzonych przeze mnie małych sklepach tych informacji albo nie było albo były niepełne. To niebezpieczna pułapka, bo pod „lokalnym szyldem” może kryć się surowiec z Niemiec, Danii czy Holandii, podzielony albo zmielony na miejscu, co zresztą pokazuję w filmie, a co w żadnym razie nie czyni go polskim.

Jak nie dać się zwieść?
Oto krótki poradnik, jak poruszać się w gąszczu niedopowiedzeń i braku rzetelnej informacji o pochodzeniu mięsa:
1. Nie kupuj oczami i emocjami, tylko żądaj informacjo, bo znajome logo nie zawsze oznacza pewne źródło.
2. Sprawdzaj owalne kody weterynaryjne, bo one mówią prawdę o tym, z jakiego dokładnie zakładu pochodzi mięso albo wyrób mięsny.
3. Pytaj o dowody, nie o opinie, bo sprzedawca ma obowiązek przedstawić Ci dokumenty pochodzenia mięsa.

Brak informacji to też informacja. Jeśli sklep ukrywa pochodzenie mięsa, które sprzedaje z lady, warto zadać sobie pytanie: dlaczego?

Zapraszam do obejrzenia filmu i do dyskusji w komentarzach – czy Wy również sprawdzacie kody u rzeźnika, czy wierzycie na słowo?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Artur Michna
Artur Michnahttps://www.krytykkulinarny.pl
Artur Michna - krytyk kulinarny, publicysta, podróżnik, ekspert i komentator najbardziej prestiżowych wydarzeń kulinarnych, audytor restauracyjny, inspektor hotelowy, konsultant gastronomiczny

Teksty ―