Stawiam dziś pytanie ważkie acz lekko przewrotne, bo już nawet pobieżna analiza rynku wskazuje, że to właśnie drogie marki premium najostrzej „przycinają”na jakości, podczas gdy prostotą listy składników o zaufanie klientów zabiegają… tanie marki własne dyskontów!
Do niedawna panowało obiegowe przekonanie, że lepiej zapłacić więcej za produkt premium niż tracić pieniądze na tanie produkty marek własnych supermarketów i dyskontów. To przekonanie na naszych oczach obraca się w gruzy, bo kolejne przykłady pokazują, że na rynku spożywczym jest teraz niemal dokładnie na odwrót. To marki własne zaczynają gwarantować wysoką jakość, a za markami premium ciągnie się podejrzany cień szachrajstwa.

Weźmy dwie tabliczki Milki – produktu, który każdy bez wahania nazwie czekoladą, obie o podobnym wyglądzie i identycznej cenie 21,99 złotych za sztukę, na przykład Milka Mmmax Raisin & Nut 270 gramów i Milka Mmmax Oreo 300 gramów. Obie wyglądają podobnie, różnią się nieznacznie gramaturą i już bardziej znacząco składem. Choć nawet przy podobnych produktach wytwarzanych z użyciem różnych dodatków rozbieżności w składzie mogą wydawać się oczywiste, to jednak zasadniczą różnicę między tymi dwiema tabliczkami odnajdujemy już na czele listy składników. W przypadku Milki bakaliowej wiodące składniki to charakterystyczny dla czekolady tłuszcz kakaowy i miazga kakaowa, a w przypadku Milki Oreo to… tłuszcz palmowy.
Właśnie dlatego tabliczka bakaliowa opisana jest na odwrocie opakowania jako „czekolada”, a tabliczka Oreo jako „herbatniki kakaowe i nadzienie mleczne o smaku waniliowym w czekoladzie”. Z racji tego, że trudno tak długą nazwę zastosować w handlu, na stronach internetowych sprzedających ów produkt, określa się go roboczo mianem „batona XXL”.
Innego rodzaju niespodzianki technologiczne czekają na półce z surowym mięsem, czyli tam, gdzie niespodzianek tego typu raczej się nie spodziewamy. Tak oto polędwiczka wieprzowa w opakowaniu próżniowym sprzedawana w sklepach Lidl w cenie 29,99 złotych za kilogram pod marką własną Rzeźnik to, zapewne zgodnie z oczekiwaniem przeciętnego konsumenta, zwykły kawałek wieprzowej polędwiczki i już. Tymczasem leżąca tuż obok polędwiczka wieprzowa marki Krakus w opakowaniu próżniowym, sprzedawana w Lidlu za dokładnie tę samą cenę za kilogram, co sąsiadująca z nią polędwiczka marki własnej, po dokładnym zlustrowaniu informacji na opakowaniu okazuje się zaskakującym „wyrobem mięsnym” z dodatkiem wody, stabilizatorów, glukozy i aromatów.
Coraz bardziej spadająca waga tabliczek czekolady, które w ostatnich latach skurczyły się ze standardowych dotąd 100 gramów do 80 gramów a może i lepiej, może ujść naszej uwadze. Wszak to tylko jedna piąta mniej, co poniekąd jest może być zrozumiałe za sprawą wieszczonych od wielu miesięcy w mediach rosnących cen surowca. Obserwator rynku zauważy jednak, że ceny te ostatnio… spadają i to dynamicznie, bo nawet do 70% od ich wartości szczytowych! Za to ceny czekolad na rynku trzymają się mocno. W miejscu stoją też nowo ustanowione gramatury. Z punktu widzenia miłośnika czekolady może to mieć znacznie czysto ekonomiczne, ale dla domowego cukiernika także wyraźnie praktyczne. Jeśli bowiem na zmiany gramatur spojrzeć z drugiej strony, czyli za punkt wyjścia wziąć „nowe” tabliczki, to niedobór wagowy wydaje się bardziej znaczący. W takim układzie od 80 gramów w nowych tabliczkach gorzkiej czekolady Wedel 80% do klasycznych 100 gramów brakuje aż jedna czwarta. To zaś poważny problem dla tych, którzy z takiej nowej tabliczki próbują sporządzić mus czekoladowy albo krem do tortu według klasycznego przepisu, który zakłada użycie jednej tabliczki czekolady, w domyśle ważącej 100 gramów, jako że jeszcze całkiem niedawno odstępstw od tego standardu nie było.
Kwestia zmieniania receptur i żonglowania proporcjami stała się na tyle ważka, że zajęła się nią Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Przeprowadzone niedawno wyniki kontroli jakości czekolad wykazały wady w ponad 7% produktów. Polegały one głównie na obecności zamienników tłuszczu kakaowego, czyli innych tłuszczów roślinnych, przy braku takiej deklaracji na opakowaniu. Wykryto też przekroczenia maksymalnej zawartości dodanych tłuszczów roślinnych, która zgodnie ze stosowną dyrektywą Unii Europejskiej w sprawie czekolady wynosi nie więcej niż 5%.
To tylko kilka przykładów spożywczych kameleonów, które pod płaszczykiem produktów marki premium coraz silniej i bezczelniej drenują nasze portfele. Po więcej przykładów i bardziej dogłębną analizę problemu zapraszam do najnowszego odcinka MowyStrawy, który czeka już na naszym kanale YouTube.
O tym jak czekolada stała się herbatnikiem z nadzieniem, czym Polacy zabielają kawę oraz jak sprawdzić, czy w surowym mięsie jest woda i inne dodatki technologiczne opowiadam w najnowszym odcinku MoryStrawy poświęconym spadającej jakości produktów spożywczych. Zapraszam do jego obejrzenia na kanale Mowa Strawa


