Lokalnie, pysznie i do syta – nowatorska koncepcja restauracyjna na statkach Havila zamiast all inclusive!

Polacy uwielbiają bufety, gdzie można się najeść do syta. Czy jest szansa, aby polubili koncepcję przeciwną, która od kilku lat jest realizowana na norweskich statkach Havila?

Na wakacjach i w podróży wszystko ma być proste. Jedzenia ma być dużo, a drinki maja podawać bez limitu, prosto do leżaka i tuż przy basenie. Skoro „już zapłacone”, to trzeba wyjeść i wypić przynajmniej tyle, ile się da, choć najlepiej znacznie więcej.

Kilka dni temu trafiłem na norweski statek żeglugi przybrzeżnej Havila Pollux, na którym proponuje się zupełnie inny model jedzenia. Na pierwszy rzut oka to nic nadzwyczajnego, ot zwykły lunch w formie małych talerzyków. Goście zapraszani są do stolików, kelnerzy podają menu, dania można wybierać i mieszać dowolnie. Istotny jest tu jednak pewien szczegół, który w menu wyraźnie podano: „Polecamy dwa dania”.

Havila - karta menuNa Havili nie ma bufetów all inclusive, czyli wolnej amerykanki z walką na czas o to, kto więcej zmieści na talerzu, kto zdąży upolować rostbef, a kto dobiegnie do stolika, nie rozsypując po drodze smażonych kartofli. Na Havili nikt się nie spieszy, nikt nie rozpycha się przy bemarach, nikt nie biega z talerzami. Są kelnerzy, jest karta menu ze sporym wyborem dań z ryb, mięs i warzyw, a do tego bezpłatna woda. Na lunch proponuje się gościom wybór dwóch dań oraz deser, choć jeśli ktoś wyrazi chęć, bez problemów dostanie przed deserem jeszcze trzecie danie. Kolacja to trzydaniowe menu, przy każdym daniu wybiera się jedną z trzech propozycji. Przy śniadaniu funkcjonuje mała karta dań gorących, z której ja wybrałem jajko po florentyńsku. Zimne przekąski są zaś dostępne w klasycznym śniadaniowym bufecie.

Havila - śniadanie
Havila – jajko po florentyńsku

Zmiana w podejściu do jedzenia zachodzi nie tylko w formule lunchu, którą można nazwać „anty all-inclusive ale do syta” ale też w postrzeganiu tej formuły przez gości. Zamiast automatycznie sięgać po kolejne porcje czegokolwiek, co w przypadkowym okamgnieniu może wydać się interesujące, goście mają czas i możliwość zastanowić się, czy rzeczywiście potrzebują kolejnych porcji. To element procesu decyzyjnego, który w klasycznym modelu „all inclusive” praktycznie nie istnieje. Tam decyzje podejmowane są beznamiętnie i machinalnie. Skoro można, to bierzemy wszystko, a skoro jest wszystko, to jemy, ile się da. Jeśli nie zjemy, to zostawimy, przecież skoro jest zapłacone, to szkoda nie skorzystać.

Havila - Na Havili jest inaczej. Porcje są nieduże, ale jakość potraw jest bardzo wysoka, znacznie przewyższająca oczekiwania, zwłaszcza jeśli odnieść je do oferty dużych statków wycieczkowych. Przy opisach dań widnieją miejsca pochodzenia surowców albo nazwy wytwórców. Dzięki temu wiem, że śledzie mają z Juvik, golce arktyczne z Velfjord, a ser z Hemsedal. Havila operuje na linii promowej z Bergen do Kyrkenes. Do jej obsługi nie wysyła wielkich wycieczkowców, bo takie miałyby problemy z cumowaniem w małych norweskich portach, a nieduże promy. To jednostki nowoczesne, o wysokim standardzie, który nie ustępuje standardom najdroższych wycieczkowców.

Havila -Obsługa w restauracji nie naciska w żadna stronę. Nikt nie pyta gości, czy życzą sobie coś jeszcze. Nikt nie przypomina o „trzecim talerzyku”. Zamiast tego pojawia się pytanie „Czy są Państwo gotowi na deser”. Tak postawione pytanie przypomina gościowi, że po pierwsze jest jeszcze deser, a po drugie daje mu czas na refleksję, czy dwa poprzednie dania wystarczająco go nie nasyciły. Co ciekawe, zazwyczaj okazuje się, że goście nie potrzebują tego trzeciego, ba, niekiedy ograniczają się wręcz do jednego. Wszak kilka godzin wcześniej jedli obfite śniadanie, a za kolejnych kilka zasiądą do trzydaniowej kolacji.

Ten system ma też bardzo konkretny cel. Armator wprost mówi o ograniczaniu marnowania jedzenia i podaje też konkretne liczby. Ambicją systemu jest ograniczenie odpadów do 75 granów na pasażera dziennie. Nie jest to więc tylko filozofia czy marketing, a przemyślany projekt. Jeśli chcecie zobaczyć, jak to wygląda w praktyce, na kanale MowaStrawa jest już o tym odcinek prosto z pokładu, w pięknym otoczeniu norweskich fiordów i przyjemnych wnętrzach Havila Pollux.

O tym, co znaczy świadomy umiar po skandynawsku, opowiadam w najnowszym odcinku MowyStrawy poświęconym nowatorskiej koncepcji niemarnowania żywności na statkach żeglugi przybrzeżnej Havila. Zapraszam do jego obejrzenia na kanale Mowa Strawa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Artur Michna
Artur Michnahttps://www.krytykkulinarny.pl
Artur Michna - krytyk kulinarny, publicysta, podróżnik, ekspert i komentator najbardziej prestiżowych wydarzeń kulinarnych, audytor restauracyjny, inspektor hotelowy, konsultant gastronomiczny

Teksty ―