Co i kogo ma wspierać Ministerstwo Gastronomii?

Branżowy pomysł powołania Ministerstwa Gastronomii sprowokował dyskusję nad kondycją restauratorstwa w Polsce, a dokładniej przyczyn jej rozkładu.

PetycjaCzłonkowie Stowarzyszenia Kucharzy Polskich skierowali do premiera Donalda Tuska petycję o powołanie Ministerstwa Gastronomii i Turystyki. Jak podkreślano, skoro branża gastronomiczna i hotelarska przysparza Polsce ponad 5% PKB, utrzymuje setki tysięcy miejsc pracy i stanowi kluczowy element pozytywnego wizerunku naszego kraju za granicą, należy ją wspierać. Trudno się z tym nie zgodzić, choć zanim powstaną nawet zręby jakiejś nowej instytucji, warto zmierzyć się z próbą odpowiedzi na pytanie, czym właściwie dziś jest dziś polska gastronomia? Czy to wciąż rzetelne rzemiosło, czy już system konfekcji wyrobów gotowych?

To pytanie pada w najnowszym odcinku MowyStrawy, który stanowi otwarcie tryptyku serii publicystycznej poświęconej polskiej gastronomii postrzeganej z perspektywy konsumenta. Punktem wyjścia jest nie tyle sam postulat powołania Ministerstwa Gastronomii i Turystyki, ile wywołana wokół niego dyskusja, a w szczególności niezwykle silny i opiniotwórczy głos insidera, kucharza z 23-letnim stażem, który na nową inicjatywę spogląda krytycznie. Ten komentarz to kluczowy punkt odcinka, jako że pochodzi z samego serca branży. W swoim wpisie pod doniesieniami na temat inicjatywy powołania przez Stowarzyszenie Kucharzy Polskich Ministerstwa Gastronomii, doświadczony kucharz opisuje kulisy pracy w restauracjach, w których zamiast wysokiej jakości surowców używało się przemysłowych preparatów i koncentratów silnie promowanych przez autorytety kucharskie. Jego gorzki i momentami ironiczny komentarz, od „żuru z Knorra” po „pannacottę z Hugli”, to nie tylko przejaw silnych emocji, ale przede wszystkim ostrzeżenie dla całej branży przed zacieraniem się granic między rzemieślniczym gotowaniem a masową produkcją żywności. To zaś może doprowadzić do utraty sensu istnienia gastronomii w ogóle.

buritoNaszą dyskusję w odcinku MowyStrawy toczymy wokół pojęcia „konsensusu stołu”, swojego rodzaju niepisanej umowy społecznej, dzięki której da się ustalić, co należy do kultury polskiego stołu a co wykracza poza jej ramy. Zagadnienie analizujemy na przykładach eksperymentów kulinarnych mieszających obce sobie kultury, czyli łamania tego konsensusu, jak wprowadzanie na szeroki rynek śledzi w sosie mango czy próby kreowania mody na sushito. Łatwiej dzięki temu zrozumieć, dlaczego niektóre nowinki kulinarne, choć modne, nie znajdują akceptacji konsumentów.

Elementem ciekawostkowo-rozrywkowym w tych poważnych rozważaniach jest przywołany przeze mnie eksperyment społeczny niemieckiego kucharza Sebiastiana Lege, który wraz z ekipą telewizyjną stworzył jednodniową restaurację, do której zaprosił bywalców najbardziej wziętych berlińskich restauracji, a więc wymagających smakoszy pierwszej wody. O szczegółach tego eksperymentu możecie przeczytać w jednym z moich poprzednich artykułów. Dość powiedzieć, że gościom zakomunikowano, że będą uczestniczyć w uroczystej kolacji z okazji otwarcia nowej restauracji Sebastiana Lege. Przed wejściem rozłożono czerwony dywan, ustawiono kamery i mikrofony. Uczestnicy kolacji chętnie wypowiadali się do kamer, jasno zarysowując swoje wysokie oczekiwania generowane przez tę kolację, po czym zasiadali do stolików w oczekiwaniu na realizację tych oczekiwań. Zupa, danie główne i deser błyskawicznie zyskiwały gromki aplauz wszystkich gości. Przez niektórych zostały nawet uznane za tak nęcące, że proszono wręcz o dokładki. Jakież zdumienie zarysowało się na minach gości, gdy na salę wszedł w końcu sam Sebastian Lege, oświadczając, że cała ta fine-diningowa kolacja, którą właśnie im podał, pochodziła z proszków, konserw i odgrzewanych w mikrofalówce gotowców z dyskontów.

Ten eksperyment pokazuje, jak sprytnie masowa żywność ultraprzetworzona może naśladować produkty spożywcze wysokiej jakości. Przydaje też materialnego znaczenia świadomości konsumenckiej, uważności i krytycyzmowi. Świadomy konsument, wszak do takiego kierowany jest przekaz kanału MowaStrawa, stara się rozpoznawać, co jest autentyczne, uczciwe i rzetelne, a co jest posklejanym po taniości „produktem konfekcjonowanym”, drogo sprzedawanym jako „kulinarna kreacja”. Taką ocenę może ułatwić mój autorski zestaw prostych kryteriów Autentyczność-Opowieść-Klimat, dzięki któremu da się szybko i samodzielnie ocenić realną jakość napojów, potraw i produktów spożywczych. Szczegółowo opowiadam o tym w odcinku.

Nie daję zatem łatwych odpowiedzi, ale stawiam zasadnicze pytania. Staram się ustalić, na ile polscy gastronomowie kultywują tradycje gotowania zgodnego z rzemiosłem i dlaczego skłaniają się ku gotowym rozwiązaniom z linii produkcyjnych żywności ultraprzetworzonej. Natomiast szerzej o tych gotowych rozwiązaniach opowiemy sobie w drugim odcinku serii. Tymczasem polecam odcinek pierwszy. Zapraszam do oglądania, zachęcam do komentowania i dzielenia się własnymi doświadczeniami.

Na odcinek poświęcony próbom odpowiedzi na pytania, gdzie dziś na skali jakości plasuje się polska gastronomia zapraszam na kanał Mowa Strawa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Artur Michna
Artur Michnahttps://www.krytykkulinarny.pl
Artur Michna - krytyk kulinarny, publicysta, podróżnik, ekspert i komentator najbardziej prestiżowych wydarzeń kulinarnych, audytor restauracyjny, inspektor hotelowy, konsultant gastronomiczny

Teksty ―