Czym jest skandynawski luksus? To minimalizm z nadspodziewaną atencją do szczegółu, wygoda bez kompromisów dla przyrody oraz doskonała obsługa, która swoje zadania wykonuje z przyjemnością. Zapraszam na najbardziej eleganckie śniadanie w najmodniejszym hotelu Kopenhagi.

Położony w samym sercu Kopenhagi, tuż przy Dworcu Głównym, naprzeciwko słynnego w świecie centrum rozrywki Tivoli Gardens hotel Villa Copenhagen to jedna z najbardziej charakterystycznych nowoczesnych przestrzeni hotelowych w stolicy Danii. Gmach pochodzi z 1912 roku, kiedy to podjął funkcje centrali duńskiej poczty i telegrafu. Po ponad stu latach przeszedł gruntowną renowację i latem 2020 roku przeobraził się w hotel Villa Copenhagen, który dziś polecam nie tylko ja, ale też między innymi przewodnik Michelin.

Nowym właścicielom zależało na zachowaniu klimatu dawnej poczty, acz w nowoczesnej redefinicji. Całość utrzymana jest w duchu tzw. conscious luxury, czyli świadomego luksusu. W doborze materiałów i koncepcjach architektonicznych przywiązywano wagę do ich wpływu na środowisko. Stąd niektóre meble, na przykład krzesła w sali konferencyjnej, wykonane są z plastiku pochodzącego z recyklingu starych sieci rybackich, podłogi w pokojach wyłożono parkietem z naturalnego drewna, a do ogrzewania wody w otwartym basenie wykorzystywany jest nadmiar ciepła z systemów klimatyzacji budynku.

Przestronne lobby z atrium i miejscem spotkań robi piorunujące wrażenie już od samego wejścia. Uwagę zwraca poprowadzona z rozmachem nowoczesna aranżacja oraz klasyczny dla dawnych obiektów wysoki sufit. W tej przestrzeni znajduje się recepcja, po prawej stronie bar oraz stanowisko dla didżeja, który wieczorami wypełnia wnętrze dobrą muzyką. Jeśli dobrze się przyjrzycie zdjęciu, spomiędzy przewiązanych sznurkami paczek okalających lożę, wypatrzycie czarnoskórą didżejkę, która tego wieczoru dbała o muzyczny nastrój w przestrzeni wspólnej hotelu. Z lobby można też przejść do otwartej także dla mieszkańców Kopenhagi piekarni Rug. Pieczywo stąd, w tym doskonałe żytnie bochny na zakwasie, dostarczane jest do hotelowych restauracji i jadane też przez gości hotelowych podczas śniadań.

Niezależnie od pory poranka, o jakiej gość zdecyduje się odwiedzić przestronną restaurację Public, w której podawane jest śniadanie, wszystkie koszyki, miski i półmiski śniadaniowe sprawiają wrażenie, jakby zaaranżowano je dosłownie przed chwilą. Dbałość o szczegół przejawia się tu także w trosce o najwyższą świeżość śniadaniowych propozycji, które spoczywają na szczodrze pod nimi rozłożonym lodzie.

W sekcji propozycji zimnych uwagę zwraca fenomenalny śledź w duńskim sosie z dodatkiem curry oraz błyszczące plastry wędzonego łososia. Spróbowałem też łososiowej pasty z kaparami przygotowanej na wzór rillettes, a następnie także miejscowej gotowanej szynki, indyczej pieczeni, prasowanego boczku z ziołami po duńsku, pasztetu i nieco domowych marynat. Wszystkiego brałem niewielkimi porcjami, żeby poprzez potencjalne marnowanie niedojedzonych porcyjek nie sprzeniewierzyć się idei fix hotelu. I choć każdy kęs był co najmniej świetny, to na stolikach zdarzały się jednak spore porcje niedojadków. Niestety nie wszyscy hotelowi goście dbają o to, o co dbać się stara sam hotel.

Ja jednak zjadałem wszystko, co sobie nałożyłem, włącznie z elementami talerza gorących różności w stylistyce Full English. Doprawdy w dużych hotelach rzadko zdarza się doświadczyć uczciwej jajecznicy, umiejętnie wysmażonych plastrów wędzonego boczku i przyzwoitych kiełbasek, a te z Villa Copenhagen znacznie przekraczały nawet bardzo wysokie oczekiwania.

Pieczywo z piekarni Rug to osobny rozdział mojego śniadania w Villa Copenhagen. Z całkiem szerokiej oferty wybrałem dla siebie sznytkę pszenno-żytniego chleba i jedną bułeczkę, które pogryzałem z bardzo dobrym masłem, raz po raz dojadając kostki mocno śmietankowego sera Vesterhavs.

Natomiast ten kuszący omlet z serem i warzywami, który mruga ze zdjęcia, przygotował mi na poczekaniu kucharz w działającej tu sekcji live cooking. Mimo sporej liczby zamówień rzecz wyszła mu doskonale i także ją zjadłem z przyjemnością i w całości.

Restauracja Public ma nie tylko otwartą przestrzeń kuchenną ale też cukierniczą. Oczekujący na omlet goście mogą podpatrzyć, jak cukiernik wałkuje ciasto na bułeczki kardamonowe albo jak zwija cynabonki. Korzystając z tej okazji, ułożyłem sobie na talerzyku deserowym trzy słodkie propozycje z dosłownie przed chwilą wyjętych z pieca partii świeżych wypieków. Oprócz klasycznej skandynawskiej bułeczki kardamonowej skusiłem się na pączka oraz bułeczkę z gorzką czekoladą o niespotykanej w takich wydaniach głębi i owocowości.
Hotel Villa Copenhagen nie jest miejscem tanim i to także w realiach duńskich, a to oznacza, że trudno tu znaleźć pokój poniżej tysiąca złotych za noc. Jest to jednak jedno z tych nielicznych w świecie miejsc drogich, do których nie tylko chce się wracać, ale do których po prostu się wraca.



Jadąc do Skandynawii, nie ważne, czy to Szwecja, Norwegia, czy Finlandia powinniśmy zmienić swój mental. Tam dla nas zawsze będzie bardzo drogo, ale jeśli otworzymy się na nowe, to doznania smaku i miejsc mogą być naprawdę fascynujące.