NutriScore kontra zdrowy rozsądek – dlaczego czekoladowe kulki wygrywają z musli premium?

Czy to możliwe, żeby czekoladowe kulki Nesquik i słodkie płatki Chocapic były lepsze dla zdrowia niż musli typu premium z płatków owsianych, pestek dyni, suszonych owoców i siemienia lnianego?

Słodzone płatki z aromatami zdrowsze niż owocowe musli?

Jeśli spojrzeć na oznakowanie czekoladowych kulek Nesquik i słodkich płatków Chocapic znakami systemu NutriScore, to właśnie tak powinno być. Na ich opakowaniach świeci bowiem zielona literka A, która w systemie NutriScore oznacza: jedz, ile chcesz i na zdrowie!

Tymczasem sąsiadujące z tymi płatkami na półce musli typu premium marki Crownfield, pełne suszonych owoców, pestek dyni i siemienia lnianego, oznaczono żółtym C. To oznacza, że według NutriScore, wybierając słodkie kakaowe kulki, robimy dla zdrowia coś lepszego, niż sięgając po bogatą w błonnik, witaminy i zdrowe tłuszcze mieszankę płatków owsianych z owocami. Brzmi to jak żenująca i być może odosobniona pomyłka, ale okazuje się, że w NutriScore takich „pomyłek” jest znacznie więcej.

NutriScore daje zielone światło nie klientom a koncernom?

System NutriScore powstał we Francji w 2017 roku. Z założenia miał to być intuicyjny dla konsumentów zestaw znakowania produktów spożywczych kolorami i literami od A (ciemnozielone, jedz śmiało) do E (czerwone, uważaj!). Jako taki miał pomagać klientom sklepów w zakupach, w jasny sposób wskazując na zdrowsze produkty. Unia Europejska planowała nawet, że do 2022 roku system tego typu będzie obowiązkowy w całej wspólnocie i wiele wskazywało na to, że tym obowiązkowym systemem będzie właśnie Nutriscore. Wszak siedem krajów Unii już przyjęło go u siebie jako obowiązujący. Tymczasem jak dotąd w skali unijnej i także w Polsce ten system jest nadal dobrowolny. Zaczęto bowiem dostrzegać jego ułomności, a w niektórych krajach postanowiono mu silną tamę.

nutriscoreW skrócie można powiedzieć, stojący za NutriScore algorytm, który przyznaje oznaczenia od A do E, analizuje składniki ujawnione na etykiecie, w tym ilość cukru, zawartość soli, kaloryczność, obecność błonnika, owoców, warzyw i roślin strączkowych. Nie bierze zaś w ogóle pod uwagę stopnia przetworzenia produktu. Dla producenta to czytelna wskazówka, że jeśli „poprawi” recepturę, na tu przykład dosypie otrąb, tam podstawi syrop zamiast cukru albo przyda sztucznych słodzików, to ma szansę na lepszy wynik. W efekcie produkty globalnych koncernów, które mają wyspecjalizowane ekipy biotechnologów i sute budżety na reformulacje, często błyszczą w NutriScore na zielono, podczas gdy produkty całkowicie naturalne, jak organiczne oleje tłoczone na zimno, mieszanki musli z owocami, czy tradycyjnie wędzony łosoś z ekologicznej hodowli, mienią się żółtymi i pomarańczowymi barwami ostrzegawczymi.

pestoCo więcej, na słoiczkach zielonych oliwek w zalewie widnieje znak D, a na włoskim pesto z dodatkiem Parmigiano Reggiano szokujące nie tylko dla Włochów E – czyli dokładnie tak, jak na opakowaniu oleju kokosowego.

Tłoczony na zimno olej lniany kontra rafinowany olej rzepakowy

Zwyczajny olej rzepakowy marki Vita d’Or z Lidla, produkt rafinowany, przetwarzany w wysokiej temperaturze, poddawany odkwaszaniu, deodoryzacji i oczyszczaniu, dostaje w NutriScore zielone B. Tymczasem tłoczony na zimno olej lniany z oznaczeniem „bio”, pełen kwasów omega-3, o potwierdzonych właściwościach przeciwzapalnych, antynowotworowych i wspierających serce, otrzymuje zaledwie żółte C. Wychodzi więc na to, że tradycyjnie tłoczony olej lniany, który od stuleci jest filarem polskiej kuchni, a który tak chętnie dodajemy do śledzi z cebulką, jest według NutriScore gorszy od zwykłego oleju rafinowanego. Algorytm „widzi” wszak tylko tłuszcz i kalorie, a ignoruje jakość i formę przetworzenia.

Burger na żółto, musli na żółto, Chocapic na zielono

Idziemy dalej – w NutriScore burger z Żabki, który kasjerka może odgrzać na miejscu, dostaje dokładnie taką samą ocenę jak ekologiczny olej lniany, czyli także C. Tyle samo otrzymuje wędzony łosoś z ekologicznej hodowli. Natomiast „wzbogacane” przeróżnymi dodatkami płatki Chocapic z syropem glukozowym, emulgatorami i aromatami, mają zielone oznaczenie A. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że system, który miał być intuicyjny, stał się nielogiczny. Algorytm nagradza producentów za umiejętne granie recepturami, a nie za jakość składników. Tym samym dzieci dostają zielone światło na opychania się czekoladowymi kulkami bez ograniczeń, a rodzice mają podstawy wierzyć, że takie czekoladowe kulki to rzeczywiście jest najlepszy wybór dla ich dzieci.

Tymczasem Nova mówi coś zupełnie innego

NutriScore to nie jedyny system oznaczania zdrowej żywności. Podobnym przynajmniej dla oka systemem jest Nova, opracowana już w 2009 roku przez naukowców z Brazylii. Nova nie bierze pod uwagę ani kaloryczności, zawartości soli, czy gramatury błonnika. Natomiast wyraźnie ostrzega przed produktami nadmiernie przetworzonymi. W ramach tego systemu produkt może otrzymać jedno z czterech oznaczeń. Kolor zielony i cyfrę 1 Nova przyznaje produktom nieprzetworzonym lub przetworzonym minimalnie, na przykład owocom, warzywom, mięsu czy mleku.

NOVAOznaczenie zielone i cyfrę 2 przyznaje zaś klasycznie przetworzonym składnikom kulinarnym takim jak cukier, oleje czy mąka. Żywność utrwalona, czyli sery, wędliny lub konserwy otrzymują w tym systemie oznaczenie pomarańczowe i cyfrę 3. Natomiast barwą czerwoną i cyfrą 4 oznaczana jest żywność ultraprzetworzona, w tym produkty na bazie izolatów białka, syropów, sztucznych aromatów i dodatków technologicznych. W tej skali słodkim płatkom czy burgerowi z fabryki należałaby się nie zielone wyróżnienie a czerwone ostrzeżenie, a zielona jedynka przypadłaby olejowi lnianemu. Widzicie różnicę?

To komu w końcu wierzyć?

W Polsce system Nova nie jest stosowany, za to NutriScore robi się coraz bardziej popularny. Jednak wiele wskazuje na to, że narzędzie przygotowywane z myślą o konsumentach wykorzystują wielcy gracze. Włosi, Grecy i Hiszpanie powiedzieli już basta, bo ich oliwy, sery i wędliny przegrywają w NutriScore z ultraprzetworzonymi przekąskami. Najpewniej właśnie dzięki oporowi znad Morza Śródziemnego, które wprost słynie z najlepszej i najzdrowszej kuchni w całej Europie, NutriScore nie stało się obowiązkowe w całej Unii. Stąd zanim uwierzymy zielonej literce A na pudełku Nesquika, warto dokładnie przyjrzeć się umieszczonemu na pudełku składowi. Może się bowiem okazać, że priorytety algorytmu są zupełnie inne od naszych.

Na dokładniejszą analizę systemu NutriScore na przykładach konkretnych produktów z oznaczeniami zapraszam na kanał Mowa Strawa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Artur Michna
Artur Michnahttps://www.krytykkulinarny.pl
Artur Michna - krytyk kulinarny, publicysta, podróżnik, ekspert i komentator najbardziej prestiżowych wydarzeń kulinarnych, audytor restauracyjny, inspektor hotelowy, konsultant gastronomiczny

Teksty ―