Restauracje tylko dla zaszczepionych – tak czy nie oraz dlaczego?

Jeśli restauratorzy obsługują brudnych, cuchnących i wyzutych z osobistej kultury, to dlaczego nie mieliby obsługiwać na ten przykład niezaszczepionych?

Na tak śmiałe pytanie, które w ustach je zadającego jawi się tym z gatunku retorycznych, stawiam równie śmiałą odpowiedź: właśnie dlatego, że jest wprost przeciwnie, albowiem restauratorzy nie obsługują brudnych, cuchnących i wyzutych z osobistej kultury, a przynajmniej nie muszą. Kluczem jest tu bowiem niepisana konstytucja gastronoma, do niedawna jeszcze oczywista, a przed wojną egzekwowana bez dania racji, dziś mocno już zamulona pod lepką warstwą szlamu ideologii egalitaryzmu, której krzewiciele w sposób absolutnie nieuprawniony i zupełnie bezczelny wymuszają na innych postawy, które sami uważają za słuszne, niezależnie od konsekwencji tychże. Przypominam im zatem, iż restaurator jest w pełni uprawniony do żelaznego egzekwowania zasady „wolnoć Tomku w swoim domku”. Stosowane po temu narzędzia to po pierwsze perswazja, po drugie ochrona, a po trzecie trzonek od miotły. Na krnąbrnych, którzy w hotelu, kawiarni czy restauracji, a zatem w domu gospodarza, zapragną urządzić sobie doraźną latrynę, coś z tego zadziała na pewno.

fot. Geoff Llerena
fot. Geoff Llerena

Postulaty środowisk walczących o domniemane dobro innych, które stoi w jawnej sprzeczności z dobrem innych innych – posiadających tu żywotny interes, bo to właśnie ich dotyczą efekty tej walki – wypływają na powierzchnię mętnego bajora społecznych dyskusji co jakiś czas. Kilka lat temu głośno było o dworcowej kawiarni Starbucks w Warszawie, z której wyproszono dwie kobiety, które wyglądały na bezdomne. Interweniować w ich imieniu próbowała wówczas profesor Płatek, choć bezskutecznie, bo nawet jej nie sprzedano dwóch kaw dla wyproszonych uprzednio z kawiarni jejmościn. Pani profesor udała się zatem do mediów i obwieściła w nich zgrozę, a następnie złożyła skargę u właściciela lokalu. Spółka AmRest, która prowadzi kawiarnie Starbucks w Polsce, poinformowała wówczas w odpowiedzi, że wspomniane panie pojawiły się w kawiarni „w celu noclegu, a ich obecność wywołała dyskomfort i skargi klientów”.

Niedawno z podobnego powodu drzwi jednej z najlepszych warszawskich restauracji zamknięto przed niezaszczepionymi. Właściciel Der Elefant, bo o tym adresie mowa, postanowił zadbać nie tylko o komfort, ale przede wszystkim o bezpieczeństwo gości i pracowników obsługi. Działał zatem z pobudek dalece bardziej zasadnych niż kilka lat temu dworcowy Starbucks, a jednak mimo tego wywołał lawinę reakcji zupełnie do sytuacji sprzed lat nieproporcjonalną, którą nazywa się dziś ogólnikowo „hejtem”. Niewybredne komentarze, wulgarne epitety a nawet groźby jęły sypać się tonami pod adresem restauracji.

Tu obowiązują zasady: zaszczeniony, przetestowany, zdrowy
Tu obowiązują zasady: zaszczeniony, przetestowany, zdrowy

Podobny wydźwięk miewały komentarze wstawiane pod zamieszczanymi w mediach społecznościowych zapytaniami, co użytkownicy tych mediów sądzą o decyzji właściciela tej restauracji – notabene jednego z najbardziej uznanych restauratorów na stołecznej gastroscenie. Wytaczano przy tym ciężkie działa: segregację, terror sanitarny i, jak zwykle w takich razach, dyskryminację. Wszystko to w świetle jasnych zasad, które wszak wyraźnie określono: wstęp do restauracji mają osoby zaszczepione, ozdrowieńcy oraz legitymujące się negatywnym wynikiem testu, a zatem zupełnie tak lub nawet nieco bardziej liberalnie niż w wielu innych krajach, na przykład we Włoszech, Francji czy Niemczech, gdzie sam negatywny wynik testu może nie wystarczyć.

Swoiste zamieszanie postanowiły wykorzystać inne adresy, na przykład Lobster House, który w odpowiedzi na burzę w mediach społecznościowych, wystosował zaproszenie dla niezaszczepionych, którzy poczuli się dotknięci decyzją właściciela Der Elefant. Czy grupa to rzeczywiście interesująca, rozważyłbym, choć zapewne skuteczna w działaniach, biorąc pod uwagę inne protesty, na przykład przeciwko przymusowi szkolnemu i to nie tylko temu sprzed dekad, ale również obowiązkowi szkolnemu dla sześciolatków sprzed kilku lat, któremu znaczące grono rodziców postawiło skuteczny opór. Niewykluczone przy tym, iż gdyby obowiązek szkolny, nawet w zakresie podstawowym, egzekwowano skutecznie i bezkompromisowo, dziś dyskusja nad domniemaną segregacją sanitarną nie miałaby podstaw.

Zdumiewające przy tym, że armat podobnego kalibru nie wytaczano w kontekście urzędowego wprowadzania segregacji osób ze względu na płeć, na przykład proponując ustanowienie specjalnych przestrzeni w komunikacji zbiorowej przeznaczonych wyłącznie dla kobiet i to nawet wówczas, kiedy pasażerki jednej z takich przestrzeni zdecydowały się pobić kilku mężczyzn, którzy z nieustalonych powodów pozwolili sobie wejść do wagonu metra przeznaczonego wyłącznie dla kobiet.

Na nieuzasadnioną segregację powoływano się też przy okazji głośnej kilka lat temu afery związanej z interwencją obsługi jednej z sopockich restauracji w trakcie prób karmienia dziecka piersią w jej wnętrzu. Choć interwencja obsługi nie odbyła się z urzędu, a na prośbę gości z innych stolików, którzy z niesmakiem odnotowywali niejaką ostentację w nonszalanckich i hałaśliwych czynnościach przy stoliku z bobasem, poruszona zwróceniem uwagi połączonego wszak ze wskazaniem alternatywnego miejsca do karmienia matka poinformowała o swojej niedoli media oraz zwróciła się do sądu z roszczeniem o… odszkodowanie, które po jakimś czasie rzeczywiście otrzymała. Dwa tysiące dla pani, fejm w telewizji i hejt na restauratora. Chciałoby się pójść za medialnym mainstreamem i krzyknąć: brawo!

Jednak nie, bo to nie klaka powinna tu wybrzmieć a eksklamacja, niechby nawet podszyta emfazą, wszakże podkreślająca niezbywalne prawo restauratora do takiej kreacji przestrzeni, aby zapraszani przez niego goście czuli się w niej dobrze. Należy przy tym jeszcze raz wyraźnie podkreślić, że istniejące we współczesnym świecie przestrzenie „wyłącznie dla” – od peep-showów i barów z żywym porno dostępnych dla dorosłych, przez kluby wyłącznie dla swingersów, hotele wyłącznie dla gości bezdzietnych, kawiarnie wyłącznie dla kociar lub psiarzy aż po wspomniane już wagoniki wyłącznie dla kobiet, li tylko potwierdzają niezbywalne prawa organizatora przestrzeni do… jej organizowania, rzecz jasna przy poszanowaniu stosunków społecznych oraz prawa.

Dlatego jeszcze raz przypominam, że to właśnie restaurator poprzez ofertę kreuje wachlarz gości i ma pełne prawo do usuwania z tego wachlarza wszelkich przypadków doń nieprzystających – z korzyścią dla siebie, kreowanej przez siebie przestrzeni i komfortu gości. Jak pokazuje przykład restauracji eliminujących osoby niezaszczepione, także w trosce o zdrowie i bezpieczeństwo własne oraz innych.

Nie chcesz się szczepić, jedz w domu i zarażaj krewnych i innych stykających się z tobą bez masek, którzy są pewni, że koronawirus nie istnieje. Mają do tego prawo, nie przeczę. Co więcej, mają pełne prawo zachorować i wyzdrowieć albo umrzeć.

A psik!

  1. Oczywiście, że właściciel restauracji ma prawo decydować o tym, których gości ma ochotę obsługiwać. Jedna tylko drobna uwaga: z doświadczenia paru prywatnych wizyt u lekarzy wnioskuję, że słynny wirus Sars-Cov-2 nie atakuje powyżej pewnego pułapu finansowego. Powyżej 200 złotych nawet brak maseczki przestaje być przeszkodą. A wracając do restauratorów i ludzi walczących z dyskryminacją – uważam, że nie ma o co kruszyć kopii. Osobiście nie mam zwyczaju bywać tam, gdzie nie jestem mile widziany. Wystarczy trochę szacunku dla samego siebie. Resztę zweryfikuje zwykłe prawo rynku.

  2. Dyskryminacja to w ostatnim czasie moje ulubione słowo. Jest trendy.

    W mojej ocenie prywatny właściciel powinien mieć prawo obsługiwać kogo i kiedy chce, ale jak wiemy – nie ma to najmniejszego zastosowania w praktyce. Są na to wyroki sądów administracyjnych.

    Inną sprawą jest FAKT, że szczepionki nie powodują, że nie zarażamy. Robimy to w mniejszym stopniu (średnio!), ale nadal robimy, więc z miejsca niektóre argumenty można wyrzucić do kosza.

  3. Nigdy nie rozumiałem tych jęków, że ktoś czegoś nie chce zrobić.
    Jak ktoś otworzy: sklep, restaurację, linie lotnicze, warsztat samochodowy, czy inną kwiaciarnię – tylko dla: dzieci, mężczyzn, kobiet, pigmejów; to ma do tego pełne prawo. O ile jakieś drobne obiekcje można by mieć względem sklepu spożywczego, na jakiejś wiosce, to nawet tu właściciel powinien mieć pewne prawo nie obsługiwać kogo sobie wybierze, nawet jeżeli jedyny powód, to: „bo tak”.
    Tak samo ze szczepieniem… Gdzieś obok powstanie restauracja tylko dla niezaszczepionych i tyle w temacie. Innym tematem jest kiedy pewne restrykcje są narzucane ustawowo, ale to już inny i grząski temat.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Artur Michna
Artur Michnahttp://www.krytykkulinarny.pl
Artur Michna - krytyk kulinarny, publicysta, podróżnik, ekspert i komentator najbardziej prestiżowych wydarzeń kulinarnych, audytor restauracyjny, inspektor hotelowy, konsultant gastronomiczny

Teksty ―