Kuchenne wtopy 2019

Zanim pomówimy o trendach na nowy rok, zerknijmy na kilka kuchennych skandali medialnych w roku minionym – karnawał czas zacząć!

Choć na prowincji karnawał trwa, to w dużych miastach niewielu jest do śmiechu. Rosnące opłaty za prąd, śmieci i fekalia, pensje sprzątaczek konkurujące z pensjami urzędników, opustoszałe duże sklepy Tesco i zamknięte w niedziele na amen pozostałe wielkomiejskie galerie zmuszają do siedzenia w domach i łkania po kątach. Azaliż, niech rozweselą się ci pogrążeni w wielkomiejskiej depresji, bo zaprawdę rację ma prowincja – karnawał trwa, więc śmiać się nam trza!

kadr z programu "Ewa Gotuje" / ipla.tv
kadr z programu „Ewa Gotuje” / ipla.tv

Przegląd ubiegłorocznych jeszcze śmiechów rozpoczynam może od łagodnie śmiesznej sytuacji z anteny Polsatu, na której od lat widzów urzeka tryskająca dobrą energią i kobiecą gracją Ewa Wachowicz. Do jednego z programów pani Ewa zaprosiła gościa, a właściwie – zgodnie z wielkomiejską nowomową – gościnię, która w zajmującej rozmowie przy restauracyjnym stoliku podjęła się poniesienia kaganka oświaty przed gospodynią programu i widzami poprzez nakreślenie klasyfikacji obsługi gościa. Rys okazał się na tyle rewolucyjny, że o francuskiej, rosyjskiej i niemieckiej klasyfikacji, jaką zarysowała gościni, napisałem odrębny tekst. Śmiałego czynu podjąłem się w niepokoju przed podejrzeniem, że może źle uczono mnie na brytyjskim Uniwersytecie w Reading, gdzie podana przez gościnię programu klasyfikacja obsługi wyglądała zupełnie inaczej, a zatem na odwrót. W imię uniwersyteckiej jakości powtarzam zatem za europejskimi naukowcami, że rosyjska stylistyka obsługi zakłada podawanie potraw w szeregu, stylistyka francuska zasadza się na zastawieniu stołu wszystkimi półmiskami od razu, a stylistyka niemiecka… hm, może być to na przykład Döner z mieszanym na grubym albo Currywurst z bułeczką. Zwei ojro fünfzig, bitte!

Znacznie bardziej śmiechowy okazał się szumnie zapowiadany na antenie TVP2 program „Najgorszy kucharz”. Było śmiesznie, nie zaprzeczam, a wręcz mogę dodać, że śmiechom nie było końca. Przygotowywany z pietyzmem godnym wiernych fanów Masterchefa misterny plan okazania całemu światu, a przynajmniej widzom Dwójki, najgorszych kucharzy w Polsce skompromitował jednak nieuchronny finał, w którym z najgorszych wyłoniono… najlepszego! Misja „Najgorszy kucharz” – jak to mawiała moja nauczycielka od techniki – „spełzła na panewce”, bo nawet najlepszy z najgorszych nie może być gorszy od najgorszego z najgorszych, a wskazania takiego właśnie widz oczekiwał. Program miał kilku gości, na przykład wybraną nieco złośliwie – patrząc przez pryzmat wspomnianego Masterchefa i stacji jego emisji – panią Marię z baru na Wspólnej oraz ambasadora koncentratów spożywczych znanej marki. Ale czy te postaci rzeczywiście mogły pogłębić silnie wszak zarysowany w programie obraz najgorszego kucharza? Tego nie wiem. Natomiast wiem, że – jak donoszą media – „Najgorszy kucharz” początkowo gromadził nieco ponad siedmiusettysięczną widownię, która z czasem spadła do tysięcy pięciuset, co oznacza, że na sezon drugi nie ma co liczyć, a nadto dowodzi, że nawet spora widownia gotowa oglądać w telewizji cokolwiek ma jakieś minimum oczekiwań.

kadr z youtube.pl
kadr z youtube.pl

Skoro między wierszami przywołaliśmy już TVN, to przejdźmy doń, zatrzymując się na jego najbardziej do niedawna popularnym w Polsce porannym paśmie. Ostatnio na poranne czoło wysforowało się co prawda „Pytanie na śniadanie”, ale kto z samego rana przed widzami pochwami rzuca, ten na widowni nie szczytuje, więc nic dziwnego. Acz warto zauważyć, że ostatnio Dzień dobry TVN, świadome pełnego ekspresji oddechu konkurencji, mocno złagodziło tematykę, stało się nawet nieco senne i rzadko zaskakuje widza.

kadr z dziendobry.tvn.pl
kadr z dziendobry.tvn.pl

Szansa na zaskoczenie znacznie rośnie, kiedy na kanapie prowadzącej zasiada osobiście znana o ostrego języka Kinga Rusin, która przypisała kiedyś Wróżbicie Maciejowi  przyniesienie do studia spleśniałych grzybów, choć te – jak bronił się gotujący na ekranie wróżbita zapewnił mu… inspicjent programu. Do jednego z podobnie elektryzujących momentów doszło podczas poranka, kiedy miejsce po drugiej stronie stolika zajęła Magda Gessler wraz z tłem jurorskim programu Masterchef, aby zachęcić widzów do oglądania kolejnej serii. Po objęciu flanek i ustaleniu pozycji do ataku przystąpiła prowadząca, która zaprosiła gości na niespodziankę – wózeczek z przyprawami skrytymi w anonimowych pudełkach. O ustawce nie mogło być mowy, skoro znani z ekranu i płynącego zeń profesjonalizmu jurorzy nie odgadli praktycznie żadnej przyprawy, myląc tropy i wirując w domysłach. Sprawa pewnie by przycichła, gdyby nie plotkarskie portale, które błyskawicznie wyniuchały potencjał klikalności, obwołując telewizyjne spotkanie Kingi Rusin i Magdy Gessler wielką aferą. Aby uciszyć emocje, Magda Gessler zabrała głos u Kuby Wojewódzkiego, gdzie wyjaśniła, że przyczyną nierozpoznania przez nią garam masali było bezsprzeczne zastąpienie tej drogiej przyprawy tańszym kminem rzymskim. Kto podmienił i czy popychający wózeczek inspicjent nadal pracuje w programie, nie wiadomo.

Andrzej Polan / kadr dziendobry.tvn.pl
Andrzej Polan / kadr dziendobry.tvn.pl

Srom na ekranie TVN przyjął też Andrzej Polan ale to z własnej winy. Znany z przepięknych kompozycji talerzy, platerów i półmisków, które często tworzy na oczach widzów Dzień Dobry TVN, postanowił sporządzić odsmażane bajgle ze śledziem, których receptura wymagała nieco majonezu. Ten, jak uważa Andrzej Polan, warto mieć swojski, z czym się w pełni zgadzam, bo sam też kręcę. Tymczasem pan Andrzej zamiast chwycić za rózgę, wziął do ręki żyrafę. Też tak kiedyś zrobiłem i też wyszło mi dokładnie to samo, do panu Polanowi – luźna emulsja przypominająca winegret. Ja ją sobie łatwo uratowałem, porzucając blender i uciekając się do klasycznej metody ręcznej na żółtko. Tymczasem Andrzej Polan mimo wszystko posmarował swoją mieszaniną jeden z bajgli, a ten bezwstydnie ją wchłonął. Szczęściem w kolejnym wejściu na bajglach pyszniły się już fachowo gęste kupki prawidłowego majonezu a spora jego ilość zalegała w ustawionym obok bajgli słoiku. Czy zadziałała tu metoda na żółtko i rózgę czy też może na Żabkę – nie wiadomo.

Odkrycia Magdy Gessler / kadr: player.pl
Odkrycia Magdy Gessler / kadr: player.pl

Na koniec o Restauracji Zoni, jednym z najciekawszych miejsc na kulinarnej mapie Warszawy, które rozsławił Aleksander Baron, szef eksperymentalnej kuchni słynącej z wielce kontrowersyjnie dojrzewających mięs i warzyw. Kontrowersję czynił tu głównie kropidlak zaszczepiony na ryżu, tworząc dobrze znane miłośnikom kuchni japońskiej koji, które wykorzystuje się między innymi przy fermentacji soi. Dojrzewanie mięs i warzyw zaszczepionych koji można w dużym uproszczeniu kojarzyć z pleśnieniem ale zjadanie pokrytych pleśnią kąsków to wyzwanie nawet dla jednostek mocno uodpornionych na „smaczące” sałatki i weselne bigosy. Na szczęście skarby piwnicznych zakamarków Aleksandra Barona postanowiła odkryć wzorowo wyczulona na produkt Magda Gessler, która odcinkiem z Zoni rozpoczęła cykl swoich nowych programów o najbardziej interesujących szefach kuchni i ich dziełach. Po przybyciu do restauracji jasno ustaliła hierarchię ważności postaci w programie. Następnie zjadła kawałek umrzyka z miodem, upatrując w nim potencjału dla odrobiny startego pumpernikla. W kolejności zjadła buraczany chłodnik z dojrzewającą przez 12 tygodni wołowiną w stadium galarety, podany z kieliszkiem wódki. Spróbowała też wędzonego jabłka, które okazało się zbyt mało ziołowe oraz jesiotra, który okazał się zbyt mdły. Nie bacząc na rosnące zdziwienie w oczach kuchmistrza, udała się w końcu do kuchni, gdzie spróbowała przypominających rudawe myszy buraków z pleśnią. Lokal opuściła w pełni szczęścia, po deserze z mózgiem, uznając kuchnię Barona za kawał smacznej roboty i polecając jego specjały patronom poszukującym nietuzinkowych doznań. Tymczasem po emisji programu Aleksander Baron zabrał z Zoni swoje noże i zniknął, a wraz z nim jego otulone wyrafinowanymi kożuchami pleśni rarytasy.

I jak tu żyć?

Przy okazji – jeśli prowadzisz kawiarnię, restaurację albo hotel i chciałbyś upewnić się, że jesteś dobrze odbierany i idziesz z duchem czasu, zapraszam do zapoznania się z moją ofertą coachingu, konsultacji i audytu: krytykkulinarny.pl/coaching.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Artur Michna
Artur Michnahttp://www.krytykkulinarny.pl
Artur Michna - krytyk kulinarny, publicysta, podróżnik, ekspert i komentator najbardziej prestiżowych wydarzeń kulinarnych, audytor restauracyjny, inspektor hotelowy, konsultant gastronomiczny

Teksty ―