tramezzini
tramezzini

Odnośnik do komentowanego artykułu: “Turyn z orzechami. 3. Aperitivo i tramezzini”.

3 KOMENTARZE

  1. W Tyrynie nie dało mi być, podobnie jak nikomu z rodziców, chociaż obydwoje przejezdzili całe Włochy, z wyjątkiem Sardynii i właśnie tej części Piemontu koło Turynu. Ale to co i tak przywozili z tamtych rejonów tzn. Piemontu to własnie te trunki i te czekoladki. Pamiętajmy, że to właśnie z okolic Turyny, z Alby pochodzi Nutella. A to ze względu na orzechy, które są popularnie uprawiane w tamtejszych okolicach, choć właściwie to na całej Północy orzechy są popularne.
    Zdawac by się mogło, że słodkości, czekolady to raczej domena Szwajcarii, Belgii, Niemiec, Austrii, ale to właśnie północne rejony Włoch są przepełnione słodkościami.
    Do dziś pamiętam, jak jeszcze w podstawówce, przychodziły paczki od ciotki (spod Mediolanu)z takimi rzeczami, których w polskich sklepach nawet do tej pory nie ma. Albo jak rodzice przywozili całe walizki wypełnione tymi wermutami i słodyczami.
    Jakbym wiedział wówczas o kanapkach, to poprosiłbym o przywiezienie jednej. Choć wtedy podróżowało się po 1,5 doby, stojąc na granicach po parę godzin, to nie wiem, czy taka kanapka by przeżyła.

    • Mediolan i Turyn leżą niedaleko, dziś to 50 minut superekspresem Frecciarossa Mille albo Italo. Dziś z Mediolanu do Polski dotrzeć łatwo, można samolotem, ja wybrałem kolej. Co prawda kanapek nie zabrałem, więc nie wiem, czy by przetrwały, ale zapakowałem do bagażu równie wrażliwe wędliny i sery – dojechały w stanie nienaruszonym 🙂

      • No, ale ja pisałem o sytuacji z lat 90-ych i to wczesnych. Sam jechałem kiedyś pociągiem do Mediolanu, stojąc na granicach dość długie, szczególnie na austriacko-czeskiej. Do tej pory żywię niechęć do Austriaków czy raczej Szwabo-chamów, którzy za wszelką cenę chcieli pokazać „słowiańskiemu bydłu”, że niepotrzebnie wiezie te wszystkie toboły do i z „cywilizowanego świata”.
        To było w okolicach roku 2000, nie pamiętam dokładnie.
        Drugi raz jechałem już przez RFN i Szwajcarię, zatrzymując się w tej drugiej na dzień, jeżdżąc lokalnymi kolejami. Fakt, że do podróżowania w tamte rejony, faktycznie najlepszy jest pociąg. Ostatnio doszło do jakiegoś wypadku niedaleko Mediolanu, gdzie TiR wjechał na wiadukt nad autostradę, który był już w tak opłakanym stanie, że sie po prostu zawalił. Mój ojciec jechał tą drogą z 2 miesiące temu i pamięta to miejsce. Niestety, jedna osoba, która jechała dobrej klasy białym Audi, akurat w tym momencie, nie przeżyła, bo wiadukt zwalił się jej/jemu prosto na głowę. To dobry argument by także lokalnie, podrózować pociągiem niż samochodem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.