Szlezwik-Holsztyn zaatakował znowu – powiedziałby mój dziadek, energicznie poszukując flinty. I poniekąd miałby rację, ale tylko poniekąd, bo tym razem nie było ani salw, ani okrętu ani żołnierzy. Nie było nawet łączniczek, a wieści z frontu przyniosły inspektorki Sanepidu, bowiem zaatakowano bronią biologiczną, a konkretnie ukrytymi w niemieckiej wieprzowinie, jajach i drobiu dioksynami.

Rozmowa Pawła Lorocha z Krytykiem Kulinarnym
Rozmowa Dominika Sowy z Krytykiem Kulinarnym
Gość "Z Turkiem w Polskiej Kuchni", CH Manhattan





