kadr: Thailand and the fallout from mass tourism | DW Documentary
kadr: Thailand and the fallout from mass tourism | DW Documentary

My już po śniadaniu, ale nie idziemy do miasta, bo zaraz obiad!

Śniadanie w formie obfitego bufetu, potem lunch, dalej obiad, wreszcie podwieczorek i kolacja – wszystko do syta, z napojami i alkoholem! Takie wakacje to letnie ucieleśnienie raju na ziemi, w którym żyć wiecznie a umierać nigdy – czy też raczej siedzieć i nigdzie nie wychodzić. Żal przegapić posiłek, za który się przecież zapłaciło!

Pobyty all-inclusive, jeszcze dekadę temu rzadkie, drogie i dla Polaka w zasadzie niedostępne, dziś stają się wakacyjną normą także nad Wisłą. Sam pamiętam emitowane w fatalnej wówczas jakości, acz z wyraźnym przekazem, reklamy takich pobytów w kanałach tematycznych zagranicznych sieci kablowych. Najlepsze hotele, fachowa obsługa, fantastyczne widoki, baseny i leżaki dla gości, a do tego zorganizowane wycieczki po pobliskich atrakcjach oraz clou oferty: wyżywienie – od rana do nocy i to bez żadnych ograniczeń.

Obfitość na Polaka wciąż działa, bo Polak ocenia jakość przez pryzmat ilości. Jedzenie może być nie najlepsze a nawet podłe, jednak jeśli jest go dużo, a procentowy udział mięsa zdecydowanie przeważa nad wszelkim innym składnikiem, Polak uzna, że mu smakuje. A jeśli obsługa będzie żeńska, a do tego tu podkreśli a tam uwypukli, Polak będzie rozrechotany i na pewno poleci hotel i tour operatora wszystkim kumplom z doku. Nie trzeba brać konserw, za to żona powinna wziąć większą torebkę, żeby po śniadaniu dyskretnie upchnąć w niej kilka solidnie obłożonych kanapek na wypadek nagłego głodu przed lunchem.

kadr: Schnäppchen-Urlaub Türkei - Sonne, Strand und Billiglohn
kadr: Schnäppchen-Urlaub Türkei – Sonne, Strand und Billiglohn

Na przestrzeni lat all-inclusive straciło ów powiew wielkiego świata, stało się tańsze i łatwiej dostępne. A że szarm i szyk nie znosi taniości, to wraz z egalitaryzacją dostępu do elitarnych ofert, all-inclusive solidnie się spauperyzowało. Masowy turysta poszukuje wszak oferty okazyjnej, a na takie łatwo trafić w Turcji. Jak to jednak możliwe, że na tygodniowy urlop w Alanii wystarczy około 300 euro i to już razem z przelotem? Odpowiedzi na takie pytanie poszukują autorzy reportażu o tanich ofertach all-inclusive na tureckiej rivierze.

Indagowany przez autorów reportażu turecki szef kuchni czterogwiazdkowych hoteli oferujących tanie pakiety all-inclusive mówi wprost – kalkulując koszt surowca na głowę nie można przekroczyć dwóch euro. Dzięki temu hotel jest w stanie zarobić, przy czym luksusów na talerzu za taką sumę nie wyczaruje nawet gin z butelki. W czasach, gdy w lepszych hotelach oferowano wyżywienie w systemie HP (śniadanie i podawana do stolików obiadokolacja, napoje dodatkowo płatne), ryż i makaron stanowiły dodatki do dań. Dziś, ryż i makaron stanowią podstawę dań głównych. Te mają przede wszystkim ładnie wyglądać, bo hotelarze zdają sobie sprawę, że przed naruszeniem misternych kompozycji w hotelowych bemarach turyści na pewno zechcą wykonać przed nimi taniec ze smartfonem. Dlatego kucharze lekką ręką dosypują do jedzenia barwniki spożywcze, nie stronią też od dodatków poprawiających smak i zapach potraw, bo jedzenie, choć tanio przygotowane, musi jakoś smakować. Jakoś – czyli na granicy akceptowalności, bo gość ma do bemaru podejść raz. Każda kolejna dokładka to niepotrzebne koszty, których właściciele hoteli starają się unikać.

kadr: Thailand and the fallout from mass tourism | DW Documentary
kadr: Thailand and the fallout from mass tourism | DW Documentary

Tymczasem turysta, który z góry opłacił swój pobyt, jest przekonany, że nie musi zabierać ze sobą nawet karty kredytowej. Przecież nie po to płacił – i to całkiem w jego mniemaniu sporo – żeby coś jeszcze wydawać! Przewodnik zorganizowanych wycieczek statkiem po tureckiej rivierze mówi wprost – od czasu popularyzacji ofert all-inclusive chętnych na wycieczki jest coraz mniej. Turyści z lotniska przewożeni są autokarami do hotelu, a stamtąd z powrotem na lotnisko. W centrum miasta prawie w ogóle ich nie widać.

kadr z filmu: Die Kanaren Inseln der Arbeitslosen (WDR)
kadr z filmu: Die Kanaren Inseln der Arbeitslosen (WDR)

Jeśli taki model spędzania wakacji czemuś służy, to przede wszystkim napełnianiu portfeli tour-operatorów. Tuczenie gości to efekt uboczny, choć jeśli sami zainteresowani mówią, że nigdy tyle nie jedli, to nie kłamią. Skrupulatnie podkreślają to zresztą w mediach społecznościowych, ciesząc się z obfitości jedzenia i dostępności trunków oraz obżarstwa i opojstwa per se. Jedzą więc za dwóch, panie w skrytej ciąży za trzech, a panowie w ciąży piwnej – za czterech. Jedzenie czegokolwiek staje się celem pobytów all-inclusive, a wszelkie próby odciągnięcia jedzących od stołów spotykają się z oporem. Na plażę? Może jutro, teraz to już nie zdążymy, bo zaraz obiad. Wycieczka na wyspę? Może pojutrze, bo nie zdążymy na kolację, a kto wie, co dadzą w suchym prowiancie!

kadr z filmu: Die Kanaren Inseln der Arbeitslosen
kadr z filmu: Die Kanaren Inseln der Arbeitslosen

Wycieczka na wyspę mogłaby być nadzieją dla żyjącej w turystycznych destynacjach miejscowej ludności, która wyczekuje turystów jak kania dżdżu. Cóż jednak z tego, że turyści zostaną nawet dowiezieni do miejscowych, skoro tour operator tak skrzętnie zaplanował im pobyt, że wydanie tam choćby kilku eurocentów jest niemożliwe. Przygotowany przez Deutsche Welle reportaż z Tajlandii nie pozostawia złudzeń – turyści, owszem, przyjeżdżają, zaśmiecają plaże i generują ścieki, które trafiają prosto do morza, a do tego niszczą rafy koralowe, miejscowym zaś nie zostawiają niewiele poza tym, no może część porannych połowów, ale tylko tę podlejszą, bo co większe ryby sprzedawane są hotelowym restauracjom, by mogli je zjeść stacjonujący tam turyści.

Właściciel knajpki na tajskiej wyspie Phi Phi Don nie ma złudzeń. Jego lokal jest nieco oddalony od plaży, a zorganizowani przez przewodnika turyści nie lubią oddalać się od grupy. W efekcie turyści prawie do niego nie zaglądają, ale nawet gdyby zaglądali, to kto miałby u niego jadać, skoro wszyscy są hurtowo pakowani do pojemnych przyplażowych stołówek, które taki zorganizowany ruch obsługują?

kadr: Thailand and the fallout from mass tourism | DW Documentary
kadr: Thailand and the fallout from mass tourism | DW Documentary

Władze centralne w Bangkoku uważają, że turystów w Tajlandii wciąż jest zbyt mało i chcą, żeby było ich jeszcze więcej. Pytanie, po co?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.