O zbawiennej dla zdrowia działalności bakterii jelitowych wiadomo nie od dziś, choć terapia w tym zakresie weszła na zupełnie nowe tory.

John Harvey Kellogg
John Harvey Kellogg

Pięć lat temu opublikowałem serię tekstów poświęconych związkom odżywiania z dobrym zdrowiem, będącą pokłosiem wykładów kanadyjskiego Uniwersytetu McGilla, z których czerpałem wiedzę. Cykl ów otwierał tekst na temat właściciela pierwszego w świecie sanatorium, żyjącego na przełomie XVII i XIX wieku osobliwego gentlemana nazwiskiem Kellogg, tegoż samego, którego kojarzymy dziś z płatkami śniadaniowymi. W nowatorskim na swoje czasy koncepcie oferował on swoim pacjentom niekonwencjonalne terapie, wśród nich lewatywę połączoną z następującym po nią wlewem porcji jogurtu bułgarskiego do najbardziej peryferyjnej części układu pokarmowego.

W przeciwieństwie do większości dziwacznych zabiegów Kellogga, na które naukowcy mocno dziś mrużą oko, dojelitowa irygacja jogurtem z żywymi szczepami bakterii przetrwała próbę czasu. Współczesne badania naukowe dowodzą, że obecność pożytecznych bakterii w jelitach stanowi dobroczynny wpływ na cały organizm i może mieć związek z profilaktyką a nawet leczeniem wielu dolegliwości i chorób.

Choć o zainicjowanych przez Kellogga lewatywach i irygacjach niewiele się teraz mówi, zagadnienie przejawia silne tendencje rozwojowe. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że temat został zinterpretowany na nowo, bo wypełnianie pacjentom jelit zastępuje dziś daleko bardziej obrazoburczy zabieg przeszczepu kału. Potrzebę, procedurę i skutki takiego przeszczepu objaśniono zainteresowanym w wielce pouczającym reportażu wyemitowanym na kanale ARTE w ramach cyklu Xenius

Zasada okazuje się zupełnie prosta i polega na przyjęciu od zdrowego pacjenta porcji kału, którą ten zgodnie ze szczegółowymi wytycznymi pobiera sobie sam i wstrzyknięcia zeń ekstraktu do jelita pacjenta chorego. Obrazowo objaśniają ją prowadzący program Xenius, którzy w celu zaspokojenia ciekawości widza postanowili przejść cały proces na sobie. Jeśli macie ochotę, możecie zapoznać się z nim sami, oglądając materiał.

Najciekawsze merytorycznie elementy programu to wyniki badań naukowych nad związkiem mikrobiomu z jego potencjałem zwalczania dolegliwości. Okazuje się, że dobroczynne bakterie mogą mieć wpływ na nastrój, a to oznacza, że dbałość o ich dobrostan nie tylko może poprawić humor ale też może mieć znaczenie w leczeniu depresji.

Rzecz jasna aby osiągnąć sukces u ujścia, należy zadbać o jakość wsadu na wejściu. Dlatego kluczowym czynnikiem dla kondycji bytującego na samym końcu układu pokarmowego mikrobiomu, którego masę szacuje się nawet na kilka kilogramów, jest takie komponowanie posiłków, aby ich składniki pozytywnie wpływały na różnorodność i liczebność dobroczynnych bakterii. Naukowcy wskazują tu głównie na produkty pochodzenia roślinnego, a więc warzywa, orzechy, kiszonki, czerwone wino i gorzką czekoladę, choć odrobina produktów pochodzenia zwierzęcego jest zupełnie dopuszczalna.

Co ciekawe, kondycja mikrobiomu może mieć też wpływ na nagłe i z reguły niewytłumaczalne potrzeby zjedzenia określonych produktów, na przykład cukierków. Naukowcy sądzą bowiem, że flora bakteryjna może wysyłać do mózgu sygnały o pilnej potrzebie dostawy określonych makroelementów, co może takie napady generować.

Bywa, że efektem ubocznym dobrej współpracy z rozbuchanym towarzystwem jelitowym jest zwiększona produkcja przezeń gazów, co może bywać nieznośne, w szczególności dla osób postronnych co bardziej uwrażliwionych węchowo. Cóż, jak w wolnym tłumaczeniu ostrzega w reportażu prof. Martin Storr z Centrum Endoskopii w Starnberg, kto jada strąki, ten puszcza bąki.

Skoro składniki diety mają wpływ na nasz humor, to czy istnieją takie składniki, które mogą przyprawić nas też o zły nastrój? Badania nad taką zależnością prowadzą naukowcy z Uniwersytetu w Graz, acz póki co tylko na myszach. Wynika z nich, że myszy karmione łatwostrawną karmą wysokoenergetyczną, którą można porównać do naszego fast food, przybierają na wadze oraz zaczynają zachowywać się nieswoiście, na przykład unikają kontaktu z innymi osobnikami. To, w opinii prowadzącej badania dr Aitak Farzi, może świadczyć o mysiej depresji. Aby potwierdzić swoje przypuszczenia, naukowcy zaaplikowali otyłym myszom z depresją antybiotyk. Po terapii objawy depresji zniknęły. Na tej podstawie wysnuto wniosek, iż złe samopoczucie możne mieć związek z jakością mikrobiomu.

To nie wszystko, bo w wyniku badań prowadzonych na tysiącu pięciuset próbkach kału pobranych od Niderlandczyków Jackie Dekens z Uniwersytetu w Groningen odkryła związek dobroczynnych bakterii jelitowych z utrzymywaniem poprawnej masy ciała. Wkrótce może się okazać, że odpowiednio wpływając na mikroflorę jelitową można będzie nie tylko wpłynąć na poprawę nastroju i odporności ale też skutecznie zwalczać otyłość. Co więcej, w Monachium prowadzone są obiecujące badania nad możliwością zaprzęgnięcia mikrobiomu do leczenia chorób neurologicznych.

Od wyników badań, zwłaszcza tych na myszach, do skutecznych sposobów na zwalczanie chorób droga jeszcze daleka. Pewnie nie pocieszy to desperujących, choć świadomi znaczenia mikrobiomu mogą już dziś zadbać o jak najlepsze dlań warunki.

Czy pomoże? Na pewno nie zaszkodzi.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.