W 12 talerzy przez 2017 rok

W minionym roku odbyliśmy wspólnie kilkanaście podróży po Polsce i Europie. Dziś czas na podsumowanie, na które wybrałem 12 najciekawszych z nich pamiątek

Styczeń w Sztokholmie

Początek roku ilustruje zawartość mojego bagażu z podróży do Sztokholmu, skąd przywiozłem mnóstwo szwedzkiej kawy, skandynawskiego marcepanu i solidny kawał najprzedniejszego dojrzewającego łososia. To właśnie wtedy pisałem też o rasistowskim incydencie na Foksal i związanym z nim opanowywaniu kryzysu komunikacyjnego w mediach społecznościowych. Było też nieco historii – z jednej strony w kontekście programu Uniwersytetu w Reading, na bazie którego powstał tekst o ucztach królów angielskich, a z drugiej dzięki nowej publikacji na temat kuchni staropolskiej autorstwa dr Aleksandry Kleśty-Nawrockiej. Jeśli przegapiliście ten tytuł, polecam sięgnąć po niego w tym roku, warto uporządkować sobie wiedzę o źródłach naszej kulinarnej tradycji.

Luty z Michelin

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

W lutym wybrałem się na oficjalną prezentację poświęconą przewodnikowi Michelin, której towarzyszyła kulinarna prezentacja pod batutą Pierre Gagnaire. Wydarzenie zaowocowało niepochlebną relacją. Jakąż mogło jednak zaowocować, skoro od kuchni gwiazdkowego poziomu Michelin oczekuje się doskonałości w każdym calu, a tej tu zabrakło. Cóż, potknięcia zdarzają się nawet najbardziej znamienitym. Temat wywołał mnóstwo emocji, otrzymałem sporo zapytań w sprawach związanych z czerwonym przewodnikiem, więc napisałem też tekst o tym, jak zdobyć ową najbardziej upragnioną przez kucharską brać gwiazdkę.

Marzec – Piemont, tramezzini i torta al limone

Wiosną wybraliśmy się do Piemontu. Odwiedziliśmy Pinerolo, gdzie odkryłem najlepsze tramezzini, jakie dotąd jadłem oraz Bra, serce międzynarodowego ruchu Slow Food. Bohaterką regionu jest wołowa kiełbasa przypominająca polską tatarską. Najczęściej jada się ją na surowo, choć bywa, że trafia do sosów i na pizzę. Z uroczego pensjonatu w Pinerolo przywiozłem przepis na dumę gospodyni – fenomenalnie smaczne acz niebywale proste cytrynowe ciasto o nazwie Torta al limone. Upieczcie je sobie w wolnej chwili. Przepis znajdziecie w tekście.

Kwiecień – Makłowicz, fine dining i skrej

Robert Makłowicz, Artur Michna (Gruczno)

Robert Makłowicz, Artur Michna (Gruczno)

To już niemal rok odkąd miłośnicy Roberta Makłowicza nie widują się z nim w telewizyjnej Dwójce. W kwietniu wspieraliśmy go słowem i czynem i proszę bardzo, Makłowicz wraca i choć w niszowym kanale Food Network, to jednak w pełni formy. Wybraliśmy się też do Poznania na kolację Goût de France / Good France. Tę spełniłem w Mudze, którą uznaję za jeden z najlepszych polskich wzorców fine dining. W Poznaniu odbyła się też oficjalna kolacja ze skrejem w roli głównej, którą przygotował duet czworga rąk Agaty Wojdy i Ernesta Jagodzińskiego. Jeśli lubicie dorszowate tak jak ja, spróbujcie skreja, zwłaszcza że właśnie teraz rozpoczyna się na niego sezon. Potrwa do końca marca.

Maj – panie krytyku, jak jeść?

Krytyk Kulinarny Artur Michna

Krytyk Kulinarny Artur Michna

Tym pełnym niepokoju pytaniem mógłbym podsumować mój autorski wieczór tematem którego była historia restauratorstwa i zasady dobrego żywienia, na który zaproszono mnie do Bielska-Białej w ramach Nocy Bibliotek. W Warszawie w ramach Festiwalu Wódki i Zakąski piliśmy wódkę pod zakąskę a w Wilanowie inaugurowaliśmy program Smak Wisły, jedząc jak Olędrzy Bawiliśmy też w Toruniu, gdzie gościła młodzież ze szkół gastronomicznych z Francji i Rumunii.

Czerwiec w Poznaniu

/ Figa, Poznań

/ Figa, Poznań

Za sprawą mojego drogiego przyjaciela, Juliusza Podolskiego, odwiedziliśmy kultową restaurację Figa pod nowym kulinarnym dowództwem oraz uczciliśmy urodziny restauracji Flavoria, gdzie też zmienił się szef kuchni. Natomiast do warszawskiego Ed Reda wpadliśmy na cynaderki i belonę. Poczytaliśmy też co nieco o genetycznym spojrzeniu na istotę dobrego i długiego życia.

Lipiec – wspomnienie po Piotrze Bikoncie

Fot. K. Plebankiewicz

Fot. K. Plebankiewicz

Najsmutniejsza wiadomość pojawiła się w środku lata. Tragicznie odszedł Piotr Bikont, pierwszy krytyk kulinarny wolnej Polski. Rozmawiałem z nim kilka miesięcy wcześniej. Uwadze tych, którzy przegapili, polecam zapis tego wywiadu. Noc Restauracji  zorganizowano w tym roku tylko w Gdańsku i była to noc wyjątkowa, bo inaugurująca promujący gdańską sztukę restauratorstwa program Smaki Gdańska.

Sierpień – festiwale smaków

Gościliśmy na Ogólnopolskim Festiwalu Dobrego Smaku w Poznaniu, którego elementem była rewitalizacja szlaku poznańskiej kaczki. Na Festiwalu Smaku w Grucznie gościli zaś funkcjonariusze organów celno-skarbowych i to w pełnym rynsztunku. Rozsławiali Gruczno dzięki mediom, które informowały o kilkuset butelkach zarekwirowanego w kramach alkoholu, co nadało wydarzeniu odium skandalu.

Wrzesień – Smaki Gdańska

Do Gdańska przyjechała ekipa programu Onet Rano. Z Jarosławem Kuźniarem przeszedłem się Szeroką i opowiedziałem co nieco o Smakach Gdańska.

Październik w czekoladzie

Magda Gessler / fot. player.pl

Magda Gessler / fot. player.pl

Jesienne szarugi przeganialiśmy najprzedniejszą czekoladą. W warszawskiej Manufakturze Czekolady własnoręcznie sporządziłem czekoladową tabliczkę oraz kilka sporych trufli. Spróbowałem też czekolady płynnej na gorąco w jej wzorcowej wersji. Media żyły zaś kulinarnymi skandalami i to kilkoma na raz. Najpierw bohaterka jednego z odcinków Kuchennych Rewolucji wyrzuciła Magdę Gessler ze swojej restauracji, następnie Magda Gessler na spotkanie z Żonami Hollywood przyszła w dresie i to ze sporym spóźnieniem, aż wreszcie grupa wojowniczych kobiet doczepiła się billboardu Tesco, na którym zaprezentowano ciężarną z talerzykiem.

Listopad – Gravner, Bertani i Boccondivino

Smaki Gdańska

Smaki Gdańska

Na jesieni zjechali do Gdańska dziennikarze i blogerzy kulinarni, którzy przetarli szlak rokitnika i spróbowali Smaków Gdańska. Pojawiła się też seria relacji z tegorocznej edycji święta sera Cheese w piemonckim Bra. Zachwyciłem się tam winami Gravnera, Barolo Bertani oraz restauracją Boccondivino, w której zjadłem zjawiskowe vitello tonnato.

Grudzień – Święta we Wiedniu

Grudzień rozpoczął się kolejnym skandalem, tym razem o podłożu rasowym. Ożyła też niemal zmumifikowana sprawa roszczeniowej matki, która rozpętała aferę medialną na całą Polskę, bo kelner w jednej z sopockich restauracji zwrócił jej uwagę. Kilka dni przed Świętami otworzyło się w Warszawie pierwsze w Polsce Muzeum Wódki, zaś na Święta wybraliśmy się do Wiednia.

Dobrze raz na rok zrobić sobie podsumowanie wydarzeń, bo dopiero przy tej okazji zdałem sobie sprawę z ich liczby! A przecież w kilku, na które otrzymałem zaproszenie, nie udało mi się uczestniczyć. Wcale nie dlatego, że były mniej wartościowe niż inne – niekiedy nie dało się pogodzić terminów, czasami nie dało się znaleźć wolnej chwili.

Dziękuję wszystkim za miniony rok i z niecierpliwością oczekuję na wydarzenia roku nowego. Już teraz wiem, że będzie ich sporo, zatem nudzić się z pewnością nie będziemy. Niech zatem ten 2018 będzie aromatyczny, smaczny i syty. Czy spokojny? Ależ skąd! Moi starzy, dobrzy czytelnicy doskonale wiedzą, że krztyna skandalu nie tylko nie zaszkodzi, ale jest wręcz niezbędna! Bez niej cała pikanteria krytyka kulinarnego sczezłaby do mdławej popłuczyny kulinarnej krytyki. A, tfu!

, , , , , , , , , , , , , , ,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Przeżyć Święta we Wiedniu…

Ja miałem tę okazję, gdy jakiś czas temu mieszkałem we Wiedniu. Teraz wracam doń na adwentowe jarmarki z nostalgią. A...

Zamknij