Mediolan – smak, styl i szyk. 2. Taverna Moriggi

W Mediolanie, mieście obsesji na tle mody, ekstrawagancji i eksperymentów wszelkiego autoramentu, znalezienie tradycyjnej klasycznej restauracji graniczy z cudem. Skoro więc znalazłem ponadstuletnią tawernę, co prędzej doń pobiegłem. Czy na tej perle w mediolańskiej koronie znalazłem jakąś skazę?

Ozory - Taverna Moriggi

Ozory – Taverna Moriggi

Choć tramwaje w Mediolanie są wolniejsze niż ślimaki, czego dowodem są moje dwie udane próby pieszego ich dogonienia na drugim czy trzecim przystanku, to określenie slow do tego miasta nie pasuje. Tramwajowa powolność, historycznie motywowana układem sieci, rozjazdów i przystanków, tu i ówdzie uwiarygodniana wiekowym wagonikiem z trzaskiem wlekącym się po starówce, tylko podkreśla tempo, w jakim toczy się tu życie. Dziś do Mediolanu przylatuje się samolotem i ląduje na jednym z trzech wielkich lotnisk albo przybywa pociągiem wysokich prędkości na nowocześnie rozbudowany dworzec centralny, zaś po mieście przemieszcza się wagonikami metra. To duże miasto, więc czasu nigdy dość, aby zdążyć z lotniska do hotelu, z hotelu na pokaz, z pokazu do butiku, a stamtąd znów na lotnisko. A przecież po drodze trzeba coś przekąsić, wypić espresso albo zatrzymać się na drinka. Dlatego współczesny Mediolan tak ulubił sobie niezobowiązujące przekąski, a bary z piada, tramezzini i focaccią są tu na każdym rogu.

Krytyk Kulinarny Artur Michna i właściciel Taverny Moriggi

Krytyk Kulinarny Artur Michna i właściciel Taverny Moriggi

W poszukiwaniu miejsca z tradycjami musiałem się zatem nieco wysilić, ale ostatecznie nie oddaliłem się zbyt od centralnego placu Duomo, bo po kilkunastu minutach spokojnego spaceru labiryntem staromiejskich uliczek, dotarłem do celu. Taverna Moriggi powitała mnie nadgryzioną zębem czasu elewacją wiekowej kamienicy. Zbudowano ją czterysta lat temu, a wnętrze przyjmuje gości od lat stu. O historii tawerny opowiada mi jej właściciel, Roberto Liopi, który, jak to we włoskich trattoriach i osteriach bywa, wita mnie już od progu.

Przestrzeń zaaranżowano na planie litery L, co pozwoliło na uzyskanie dwuskrzydłowej sali restauracyjnej. We większej, naprzeciwko wejścia, umieszczono przestronny bar. Ja wybrałem dla siebie tę mniejszą i zasiadłem za nakrytym kratkowanym obrusem stolikiem tuż obok starego wielkiego kredensu, na którym ustawiono przeróżne butelki z winem. Nonszalancko odchodząca od ścian farba zdawała się pamiętać pierwsze dni tej tawerny, co, wespół z tradycyjnym wystrojem, dodawało miejscu urokliwej szlachetności. Klasyczny charakter wnętrza podkreślały zachowane otwory w grubych ścianach zwieńczone lancetowatymi ostrołukami, przez które można przejść do kuchni oraz na zaplecze. Z kuchni co jakiś czas wychylały się ubrane w białe kitle postaci, po sali pospiesznie przemykał kelner, a do tawerny weszło jeszcze kilku innych gości. Moriggi powoli się zapełniała, a ja bacznie przyglądałem się karcie menu.

Tawerna Moriggi, menu

Tawerna Moriggi, menu

Spisano ją kredą na tabliczce i powieszono na ścianie. Z pomocą właściciela, który chętnie opowiadał o każdym daniu, a nawet poczęstował mnie odrobiną Nervetto, wybieram w końcu Lingua in Salsa Verde na początek, następnie Risotto alla Milanese z Ossobuco a na deser Tiramisu con Cantucci, które, idąc za sugestią kelnera, zamienię później na Gelato. Skoro robią je sami…

Nervetto, czyli długo gotowane, a następnie sprasowane, wystudzone i pokrojone w paski ścięgna i chrząstki, podawano tu w formie sałatki z dodatkiem kaszy i warzyw. Jednak degustacyjna odrobina nie wzbudziła we mnie aż takiego zachwytu, żeby zamówić pełną porcję, zwłaszcza że w karcie był przecież bardzo intrygujący wołowy ozór w zielonym sosie – Lingua in Salsa Verde. Zapragnąłem go natychmiast i, głęboko podekscytowany, kazałem w te pędy podawać.

Peklowany ozór podano w formie rozłożonych na talerzu cienkich plasterków i skropiono salsą na basie siekanej zieleniny i oliwy z cytryną. Zjadłem do niego kawałek ciabatty i popiłem kieliszkiem czerwonego wina. Choć zarówno do pieczywa, jak i do wina miałem pewne uwagi, to ozorki w zielonym sosie wspominam bardzo dobrze.

Risotto alla Milanese - Taverna Moriggi

Risotto alla Milanese – Taverna Moriggi

Smaczne było też Risotto alla Milanese oraz towarzyszące mu Ossobuco. Risotto ugotowano wzorowo, jędrnym ziarnom okrągłego ryżu pozwalając wylegiwać się w nie zanadto obfitym szafranowym sosie, ale poziom słoności dania wskazywał, że kucharz albo się zakochał, albo panuje tu daleko posunięta wolność wzmacniania smaku, którą wszak należałoby ukrócić. Gicz cielęca dobrze odchodziła od kości i, choć sos mógł być mocniej zredukowany i bardziej aromatyczny, w połączeniu z risotto danie wypadło dość dobrze, choć nie doskonale, jak chcą recenzenci portalu TripAdvisor.

Lody - Taverna Moriggi

Lody – Taverna Moriggi

Na koniec pojawił się deser. Na początku zamierzałem zamówić Tiramisu, bo byłem ciekawy, jak wypadnie w towarzystwie Cantucci, z którym je przygotowano. Jednak idąc za poleceniem kelnera, który zachwalał pistacjowo-czekoladowe Gelato, zdecydowałem się w końcu na lody. Jak się wkrótce okazało, popełniłem błąd. Czy mogłem się jednak spodziewać, że przebiegły typ zechce dopuścić się oszustwa? Trzy razy upewniałem się, czy lody na pewno są wyrabiane na miejscu, zadając kelnerowi pytania zarówno w języku angielskim, jak i włoskim. Za każdym razem kiwał głową i z godnym oczywistości zdziwieniem wyginał usta.

Taverna Moriggi

Taverna Moriggi, wnętrze

Tymczasem kelner minął się z prawdą, bo, jakkolwiek smaczne, domowe te lody nie były, co ujawniłem bardzo szybko, a o odkryciu poinformowałem właściciela. Ten przybył do mojego stolika i wyjaśnił, że lody pochodzą ze znajdującej się kilka przecznic dalej lodziarni Shockolat. Pytanie tylko, czy w restauracji o takich tradycjach właścicielowi przystoi zaopatrywać się gotowe lody, kucharzowi – podawać takie, a kelnerowi – to chyba najważniejsze – wprowadzać gości w błąd? Odpowiedź jest jedna, brzmi „nie” i udziela jej polski krytyk kulinarny, który, biesiadując na włoskiej ziemi, nie spodziewał się znaleźć w miejscu kultowym aż takiej skuchy.

W cieniu powyższej, wymienianie kilku innych niedociągnięć, jak choćby średniej jakości pieczywa, traci sens. Mimo to pozwolę sobie jednak wyrazić zdziwienie, że w tradycyjnej restauracji w stolicy Lombardii podaje się toskańskie wino. Nie było ono złe, ale lombardzkie jawi się tu naturalnym i jedynym wyborem, zwłaszcza że wcale nie musi być gorsze niż toskańskie, o czym upewniłem się osobiście podczas degustacji lombardzkich win dzień wcześniej.

Ta kolacja była smaczna, ale do jej autentyczności mam zastrzeżenia, zwłaszcza że mam bardzo dobry punkt odniesienia, do którego Moriggi sporo brakuje. Niemniej z tawerny wyszedłem syty, bo zjadłem wszystko do końca. Przede mną kolejne mediolańskie wyzwanie – wystawa Expo. Wsiadam więc w metro M1 i podążam do Rho Fiera. Relacja – w następnym odcinku.

W najbliższej audycji Krytyk Kulinarny w JemRadio relacja z V. Ogólnopolskiego Festiwalu Serów Farmerskich i Tradycyjnych w Lidzbarku Warmińskim. Moimi gośćmi będą: Kerstin Jürss prowadząca gospodarstwo serowarskie w Szwecji oraz pomysłodawca imprezy, Mirosław Sienkiewicz i Pan Koza Kaszubski. W drugiej godzinie audycji dołączy do mnie Pan Makary, z którym będziemy komentować zdumiewające zajścia kulinarne na sali restauracji miejscowego hotelu Krasicki, gdzie zabawiliśmy na kolacji. Zapraszam w środę od 20.00 do 22.00. Powtórki audycji w kolejnych dniach tygodnia o różnych porach (patrz Facebook JemRadia). Jak odbierać JemRadio, dowiesz się na www.jemradio.pl

, , , , , ,

2 komentarze do wpisu Mediolan – smak, styl i szyk. 2. Taverna Moriggi

  1. AZgotuj 15 czerwca 2015 at 12:46 #

    Byłam byłam, ale tam nie byłam;) Świetny wpis. Warto!

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

    • Jakub.J 15 czerwca 2015 at 14:32 #

      Po tym co Artur napisał, to raczej nie warto. Mnie ten artykuł tylko podtrzymał w tym, co napisałem tydzień temu. Mediolan, podobnie jak całe Włochy, szczególnie północne powoli idą na dno. Dlatego trzeba się będzie coraz bardziej natrudzać by będąc w tym kraju, być w 100% zadowolonym. Dobrze, że kraje ościenne robią się coraz ciekawsze i atrakcyjniejsze. Tak jak Słowenia czy Chorwacja, generalnie była Jugosławia, pełna wpływów włoskich(szczególnie te 2 państwa, które wymieniłem).
      Złote czasy, Mediolanu, Lombardii, podobnie jak tej restauracyjki już dawno minęły.

      Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Mediolan – smak, styl i szyk. 1. Milano, przybywam!

Ach, Italia, ach Mediolan - wino, espresso, gelato i szarm – tak wyobrażałem sobie stolicę światowej elegancji. Taką też ją...

Zamknij