Czy na Jatki naprawdę nie ma jatki?

O rewitalizowanych kamienicach i starówkach słyszy się tu i tam, bo polska miejska tkanka ładnie się nam ostatnio odnawia, ale przywrócenie na mapę miasta starej uliczki, którą przeistoczono w modne centrum restauracyjne to rzadka ciekawostka. Rzecz działa się w Bydgoszczy. Byłem tam. Zapraszam.

Ulica Jatki, otwarcie

Ulica Jatki, przed otwarciem / fot. Wiesław Karpusiewicz

Otwarcie ulicy Jatki samo w sobie było dla mnie intrygujące – z jednej strony ze względu na zagadkową nazwę tej ulicy, a z drugiej ze względu na nowy charakter, jaki miano jej nadać. Z tego, co udało mi się ustalić, Jatki to jedna z uliczek odchodzących z bydgoskiego rynku w kierunku Wyspy Spichrzów, którą z mapy miasta najpierw zmiotła wojenna zawierucha, a następnie przysłoniła bryła żelbetowego obiektu gastronomicznego z lat 70. ubiegłego wieku, w którym odbywały się dansingi. Obiekt nosił nazwę Kaskada i z architektonicznego punktu widzenia nijak miał się do staromiejskiej zabudowy starego centrum. Ku rozpaczy klienteli baru mlecznego, który działał tam latach schyłkowych, przysadzista budowla została w końcu zburzona, a w jej miejscu pojawiła się zupełnie nowa architektura, poniekąd nawiązująca do sąsiadujących zabudowań, ale ze sznytem współczesnej elegancji.

Zanim jednak ten współczesny sznyt wpadł mi się w oczy, zostałem oczarowany bydgoską Wyspą Spichrzów, którą odrestaurowano z godnym podziwu pietyzmem. Wysiadłem z samochodu, rozejrzałem się wokół i, zaskoczony otaczającym mnie porządkiem, wykonałem dwa kroki do okienka w jednej z cukierni i zamówiłem lody. Były naprawdę niezłe, ba, wręcz bardzo dobre, a do tego szczodrze nałożone łopatką i zgrabnie uformowane w charakterystyczny dla włoskiego gelato kopczyk. Podumałem chwilę na nabrzeżu, po czym, zorientowawszy się, że przez to lodowe zapomnienie spóźniam się na otwarcie intrygującej ulicy, pobieżyłem ku niej przez przerzucony nad rzeką elegancki mostek. W jednej chwili znalazłem się na bydgoskim rynku.

fot. bydgoszcz.gazeta.pl

fot. bydgoszcz.gazeta.pl

Orkiestra, tusz! Odegrano fanfary, przecięto wstęgę i wygłoszono okolicznościowe przemówienie. Oto oficjalnie otwarto ulicę Jatki. I tu znów zaskoczenie, bo w miejscu poprzednio zajmowanym przez szary relikt poprzedniej epoki pojawiła się nowa ulica Jatki skrojona na miarę współczesnych potrzeb. Nie trąci myszką, nie jest obiektem muzealnym. Wprost przeciwnie, zachęca, by się po niej przejść. Jest przyjazna, przytulna i mocno przeszklona, dzięki czemu uliczne życie w sposób naturalny przenika się z życiem restauracyjnym, które tętni tuż za ogromnymi witrynami. Bo Jatki to teraz ulica gastronomiczna.

ulica Jatki, zespół w restauracji

Ulica Jatki, zespół w restauracji „Memo” / fot. Wiesław Karpusiewicz

Śmiały to pomysł, by na liczącej raptem kilkadziesiąt metrów długości uliczce umieścić aż pięć lokali gastronomicznych i otworzyć wszystkie na raz, zwłaszcza że tuż za rogiem działa już przecież kilka wziętych barów i restauracji. Trzeba jednak dodać, że te nowo otwarte lokale to miejsca zupełnie nieprzypadkowe. Wszystkie pomyślano i stworzono zgodnie ze sztuką, obsadzono wykwalifikowanym personelem, a za sterami posadzono młodych ale już doświadczonych szefów kuchni.

Ola Sowa i Artur Michna na otwarciu ulicy Jatki

Ola Sowa i Artur Michna na otwarciu ulicy Jatki / fot. Wiesław Karpusiewicz

Miałem okazję poznać i porozmawiać z trzema z nich – Olą Sową, która prowadzi bistro Piekarnia, Rafałem Godziemskim, który prowadzi restaurację Memo oraz Marcinem Szukajem, który prowadzi restaurację Kuchnia. Cała ta zaangażowana w rewitalizację trójka tryska energią ale i zdaje sobie sprawę z wyzwania, jakie sama sobie postawiła. Wszyscy przykładają wagę do jakości surowca i poszanowania tradycji, którą prezentują wszak we współczesnym wydaniu.

Szef kuchni restauracji "Kuchni"

Marcin Szukaj (z prawej) – szef kuchni restauracji „Kuchnia” / fot. Wiesław Karpusiewicz

Ale chwileczkę, skoro na Jatki nie ma już żadnej jatki, to gdzie owo poszanowanie tradycji? Aha, jedna jatka jest, działa i można w niej – tak jak przed wojną – kupić kawał biodrówki, więc wszystko się zgadza.

Jatka na ulicy Jatki

Jatka na ulicy Jatki / fot. Wiesław Karpusiewicz

O nowym obliczu ulicy Jatki w Bydgoszczy będę rozmawiał z gośćmi mojej audycji w JemRadiu. Do stołu zasiądą ze mną dwaj kujawscy smakosze wielkiej klasy – Wiesław Karpusiewicz i Witold Hryncewicz oraz trójka energicznych właścicieli nowo otwartych lokali – Rafał Godziemski, Ola Sowa i Marcin Szukaj. Na deser pojawi się Pan Makary – jak zawsze najnowszymi skandalami medialnymi, a tym razem okryje tajemnice Lary Gessler. Zapraszam, premiera w środę od 20.00 do 22.00. Jak odbierać JemRadio, dowiesz się na www.jemradio.pl

, , , ,

9 komentarzy do wpisu Czy na Jatki naprawdę nie ma jatki?

  1. Jakub.J 11 maja 2015 at 09:01 #

    Nigdy nie byłem w Bydgoszczy. Po zdjęciach z FB, które podejrzałem przed chwilą, widać, że faktycznie ciekawe miejsce. Ale jakoś „obco” wyglądające. Niestety, bo takie ulice można często spotkać w krajach północno-zachodnio-europejskich, np. w Holandii. Bydgoszcz-Bromberg mógłby postarać się coś bardziej oryginalnego.

    Oceń komentarz Dobre 2 Słabe 3

  2. karol 11 maja 2015 at 09:29 #

    Jakub… ale taki właśnie Bydgoszcz ma klimat. Nie bardzo może się od tego odciąć. To miasto pełne wody tak jak wiele miast np. w Holandii stąd pewnie te skojrzenia. No i jest to miasto, które przez ładnych parę lat komponowali i budowali nasi zachodni sąsiedzi. Tak jest i tego nie zmienimy 😉 Zapraszam! 😉

    Oceń komentarz Dobre 4 Słabe 0

    • Jakub.J 11 maja 2015 at 11:24 #

      Tak mi się to właśnie przedstawiało zawsze. Bydgoszcz jest o tyle dziwna (bo to ona, przecież), że wydaje się, z pozoru „nijaka”. Gdy mowa o tamtej części kraju, zawsze mówi się o Toruniu, który jest takim „tradycyjnym miastem staropolskim”, tak jak Kraków, Sandomierz, Lublin, z dużą starówką. A Bydgoszcz, szczególnie w Lublinie nie ma dobrej opinii, w tym sensie, że jest to swego rodzaju konkurent, miasto praktycznie tej samej wielkości, a jakoś mniej znane, pogardzane często przez tych co się na siłę chcą wywyższyć, a raczej wyleczyć z kompleksów lubelskich.
      Bydgoszcz kojarzy mi się raczej z ex-ministrem SZ oraz z dużym ośrodkiem sportu (jest sporo hal i różnych miejsc treningowych). Jak pokazywali „wygadanego Radzia” z rodziną to pokazywali zawsze kanały. I te kanały kojarzą się z Holandią i Niemcami, ale też tego typu ulica. Normalnie, takie miejsca mieszczą przy placach, starówkach, choć we Francji czy Włoszech to jest wszystko zmiksowane. Ale takie „gastronomiczne ulice”, właśnie skojarzyły mi się z Belgią(Flandrią)i Holandią.
      W relacjach polsko-niemieckich, niestety Bydgoszcz kojarzy się też z akcją ludobójczą, skierowaną przeciwko cywilom, zaraz po wkroczeniu najeźdzcy, we wrześniu 1939 roku, w tym tzw. „Krwawej niedzieli”. Czytałem niedawno ksiązkę o tym.

      Oceń komentarz Dobre 1 Słabe 1

      • Jakub.J 11 maja 2015 at 14:02 #

        Nie udzielam się na Facebooku, ale polecam. Proszę o rozpowszechnianie i popieranie tej akcji
        https://www.facebook.com/SwojDoSwegoPoSwoje
        http://swoje.info/index.php/forum/index

        Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

        • Jakub.J 13 maja 2015 at 16:39 #

          Dodam, że niestety, odzew ze strony użytkowników internetowych póki co, jest żaden. Wystarczy spojrzeć na to forum, żadnych postów. Tak to niestety w naszym pięknym kraju wygląda. Zamiast kłapać jadaczkami czy się napinać w internecie ilub nawet wrzeszczeć na stadionach i ulicach, demolować, polski patriota (czy nacjonalista, jak ich tam zwał)powinien codziennie, właśnie poprzez tego typu działania, walczyć o „wielką Polskę”.
          Marzy mi się kiedyś, że każda ulica w Polsce, szczególnie handlowa i gastronomiczna, będzie miała lokale z tym znakiem. Oczywiście mówię znaczku tej akcji, niekoniecznie symbolach falangi czy krzyża celtyckiego. To, w co wierzy właściciel lokalu, to jego prywatna sprawa, ale obowiązkiem każdego powinno być uczestnictwo w takiej akcji.

          Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

      • Pinio 5 grudnia 2015 at 16:45 #

        „miasto praktycznie tej samej wielkości”

        Powierzchnia:
        175,98 km² vs 115,72 km² to jest 35% więcej

        Ilość ludności:
        357 652 osób vs 203 158 to jest 43% więcej

        Nie wiem czy wszyscy wiedzą, że siedziba wojewody jest w Bydgoszczy.

        Bydgoszczanin

        Oceń komentarz Dobre 5 Słabe 1

        • Pinio 5 grudnia 2015 at 16:51 #

          Powierzchnia:
          175,98 km² vs 115,72 km² to jest 52% więcej

          Ilość ludności:
          357 652 osób vs 203 158 to jest 76% więcej

          te cyfry lepiej wyglądają a tam wyżej powinno być mniej 🙂

          Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

          • Jakub.J 6 grudnia 2015 at 09:10 #

            O co chodzi? Napisałem o Lublinie, który ma oficjalnie 349 tysiecy ludności. Powierzchnia nie wiem jaka, ale powiększa się co jakiś czas. Sama aglomeracja, łącznie ze Śwdnikiem+studenci w sezonie, daje 450-470 tysięcy osób.
            O jakie miasto chodziło autorowi? Bo skoro o Toruń, to znaczy, że autor ma poważne problemy z rozumieniem języka polskiego. A może na Kujawach inaczej się mówi, inny dialekt, inne formułowanie wypowiedzi? Nie wiem, pytam z ciekawości, bo Kujaw, ani Torunia, ani Bydgoszczy, nie znam praktycznie w ogóle, nigdy u Was nie byłem, nigdy nie było mi po drodze.
            A z tego postu wybrzmiewa ewidetny kompleks bydgoski. Widać, że autor nie lubi Torunia.

            Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 1

  3. Bydgoszczanka 19 sierpnia 2016 at 23:38 #

    Nie wiem z czego wywnioskowales, ze „autor nie lubi Torunia”, bo nawet się na jego temat nie wspomniał literą…. za toTwoje opisy, bez urazy, snują kompleksy i przekłamania, ponieważ sugerujesz jakoby:
    1. po wkroczeniu Niemców Bydgoszczanie poustawiali się pod ścianami i sami się pozabijali, tak dla hecy urządzajac sobie rzeź na Rynku i w Dolinie Śmierci….to przeczytaj, proszę tę książkę raz jeszcze… tylko teraz włącz zrozumienie
    2. jeśli dla Ciebie Toruń ” jest takim „tradycyjnym miastem staropolskim”, tak jak Kraków, Sandomierz, Lublin” …..to wierzę iż nigdy nie byłeś w tych stronach, ani na lekcjach historii.
    Lublin(333.293 mieszkańców/147,5km² powierzchnia) jest piękny, mam tam znajomych i nigdy nie słyszałam (ogólnych i nie), złych opinii o Bydgoszczy (358 928 ludność/175,98km² pow)
    My, Bydgoszczanie, jesteśmy dumni ze swojego miasta i osiągnięć..wywalczenia sobie pozycji 16 wojewodztwa, byciem jego stolicą… z naszych stadionów, Myślęcinka i wielu innych rzeczy, ale nie umiejszamy też osiągnięć innych miast i zapraszamy wszystkich do odwiedzin.

    Dobry komentarz! Oceń: Dobre 5 Słabe 0

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Z tęsknoty do prostoty

Czy 600 złotych za kolację to dużo? A gdyby miała kosztować 1200? Właśnie tyle płaci się za osobę za kolacyjne...

Zamknij