Żytni chleb
Żytni chleb

O Festiwalu Smaku w Grucznie wspominałem na początku lata. Ci, którzy tak zaplanowali sobie podróż na Wybrzeże, by pojawić się w Grucznie w drodze nad morze albo powrotnej – choć na pewno są i tacy, dla których Gruczno jest celem samym w sobie – zastanawiają się, co warto zabrać ze sobą do domu. Radzę.

Kiełbasa Kociewska
Kiełbasa Kociewska

1. Kiełbasa
Gruczno leży na Kociewiu. Dla jadących z południa tu Kociewie się zaczyna, a dla podążających z północy tu Kociewie się kończy. Rozsądnym zatem byłoby spróbowanie jakiegoś kociewskiego specjału. W głębi lądu to absolutnie niemożliwe, bo namacalny i gotowy do sprzedaży produkt kociewski zupełnie nie istnieje. Produktów-symboli Pomorza w ogóle brak, a żenujący gadżet ostatniego sezonu – prezerwatywa w puszcze po szprotkach z etykietą z gołą babą i napisem „Pamiątka znad morza” ilustruje, że problem z pamiątką z Wybrzeża naprawdę istnieje.

Pamiątka znad morza
Pamiątka znad morza

Polecam więc przywieźć sobie coś smacznego z Gruczna. Oto kiełbasa kociewska z weka o szlachetnym smaku, ujmującej konsystencji, lekko szarawej barwie, która przywołuje wspomnienie tego, jak dawno temu smakowały dobre domowe wyroby. Trochę może poleżeć, choć warto wziąć od razu podwójną porcję, bo połowę zjecie w drodze do domu i dopiero przy drugie połowie zmitygujecie się, że coś trzeba jednak zostawić na później.

Chrzan
Chrzan

2. Chrzan
Do kiełbasy dobry jest chrzan. To prawda, że chrzan jest wszędzie, ale co z tego, skoro nigdzie nie jest prawdziwy? W sklepach pyszni się kombinatoryka spożywcza z zagęstnikami w roli głównej – taka papka dla niemowląt. Dopiero w Grucznie traficie na prawdziwy tarty chrzan ubogacony owocami na dwa sposoby. Wersja żółta jest z mirabelką, a czerwona z porzeczką. Obie są pikantne, lekko kwaskowe i miło owocowe, a w zębach raz po raz chrupnie chrzanowy kawałeczek.

Żytni chleb
Żytni chleb

3. Chleb, wino i… destylat
Pajda chleba do kiełbasy z chrzanem – czyż może być lepsze połączenie? Chlebów żytnich na zakwasie będzie na Festiwalu sporo, ale szukajcie takiego jak ten na fotografii – pachnący zbożem, kwaskowy, o charakterystycznie elastycznym miąższu, sprawiającym wrażenie lekko wilgotnego. Może leżeć tydzień, dwa albo dłużej. Gdy zeschnie, da doskonałą zupę.

Wino agrestowe
Wino agrestowe

Ja wiem, dla wielu kanapka to za mało. Ja to doskonale wiem i mam też coś dla miłośników ostrzejszego finiszu. Udajcie się do stoiska z destylatami, będzie tam morelówka tak pachnąca, tak aromatyczna, że nawet nie zwrócicie uwagi na jej moc. A moc ma, bo to morelówka łącka. Wrażliwsze przełyki ucieszy zaś winko agrestowe z tłoczni Maurera – nowy, rześki i przyjemny produkt owocowy. Ale uwaga! To winko jest zdradliwe. Smakuje jak babciny soczek, ale ma aż trzynaście procent alkoholu! Już po kilku łykach niezaznajomione z alkoholem acz beztroskie niewiasty mogą spłonić raczka, a nawet poczuć nagłą niedyspozycję.

Okowita z moreli
Okowita z moreli

Po destylatach i winach nie będziecie mogli prowadzić, ale nic to! Kilka kilometrów od Gruczna znajduje się stacja kolejowa Parlin i choć Berlin przypomina tylko z nazwy, to jednak operują tam składy Przewozów Regionalnych, które bezpiecznie dowiozą was do domów.

W ostatnim odcinku serii będziemy zapełniać piknikowy koszyk, wszak tydzień temu zaczęliśmy przygotowania do pikniku. Zapraszam w następny czwartek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.