Filip Chajzer, afera modowa i niby-eksperci

Tematem minionego tygodnia był krótki reportaż Filipa Chajzera, w którym rzekomo miały wypowiedzieć się blogerki modowe, ale też ponoć wpływowi modowi vlogerzy i najprawdopodobniej znani youtuberzy, słowem chyba same perełki. Dużo tych przypuszczeń jak na jedno zdanie, prawda?

Filip Chajzer

fot. youtube.com

Sporo, ale wielu zamiast obejrzeć ten materiał przez przymrużone oko, mocno oczy przetarło. W sieci zawrzało a przewrotny reportaż z warszawskiego Fashion Week stał się orężem w rękach wojowników o autorytet medialnego eksperta. Bo w istocie nie był to materiał o modzie, a o kreowaniu opinii. Gdy przyjrzeć się bliżej, okaże się, że wypowiadające się głowy może i prowadzą jakieś blogi, ale w środowisku są w ogóle nieznane. Zresztą wystarczy odrobina chłodnej refleksji, żeby zauważyć, że materiał był przynajmniej tu i ówdzie „ustawiany”.

Filip Chajzer z wrodzoną błyskotliwością ponownie zilustrował medialną płytkość przekazu, ujawniając, z jaką łatwością z osób opowiadających głupoty, można uczynić opiniotwórcze wyrocznie. Za podobny materiał, w którym wyśmiał warsztat współczesnych dziennikarzy informacyjnych, został na jakiś czas zawieszony. Tym razem jednak stacja nie sięgnęła po aż tak drastyczne środki karne, poprzestając na zakazaniu swojemu błyskotliwemu reporterowi publicznego wypowiadania się w swojej sprawie.

Kultowe blogi kulinarne - Dzień dobry TVN
Skandale dobrze zapadają w pamięć, ale tym, którzy już zapomnieli, warto przypomnieć inny skandal, tym razem kulinarny, który stacja wywołała sama, zapraszając do studia Dzień Dobry TVN trzy blogerki kulinarne i mianując je najlepszymi w Polsce. Także i wówczas podniosło się larum, choć w tym przypadku trudno mówić o dziennikarskim żarcie, bo goszczące w programie kulinarne blogerki rzeczywiście zostały zaprezentowane jako kultowe.

Co wynika z tych kilku spostrzeżeń? Z jednej strony mnóstwo ludzi wciąż bezkrytycznie wierzy przekazowi medialnemu, co doskonale ilustruje najnowszy projekt Filipa Chajzera. Z drugiej strony wyraźnie też widać, że w mediach panoszy się już tyle bezczelnej głupoty, że coraz więcej osób wykształciło oporność na każdy jej przejaw, nawet podawanej w formie żartu.

Przepisy Kulerskiego (z 1915 roku)

Dowody na to z łatwością znajdziemy i w przestrzeni kulinarnej. Niedawny tekst jednego z blogerów NaTemat.pl w sposób arogancki lżący założenia polskiej tradycji kulinarnej błyskawicznie wywołał dyskusję, której temperatura dorównywała wrzawie wokół blogerek modowych z reportażu Filipa Chajzera. Uderzając w ton poważny, autor w sposób zupełnie subiektywny i wyraźnie bezczelny sporządził sobie najdurniejszą listę polskich specjałów, którymi możemy zohydzić obcokrajowcom wizytę w Polsce. Znalazły się na niej między innymi kiszone ogórki, smalec, żurek, śledzie w śmietanie i flaki, czyli eksportowe szlagiery polskiej gastronomii. Komentatorzy nie zostawili na autorze suchej nitki i bardzo dobrze. Niezależnie od zamiarów autora tego tekstu, reakcja opinii publicznej świadczy o jej gotowości do walki w obronie polskiej tradycji kulinarnej.

Przepisy Kulerskiego - czernina z Pinczyna

Postęp technologii, rozwój mediów społecznościowych i nacisk na kreowanie wrażenia równości wszystkich wobec wszystkich skutecznie zniszczył autorytety, które tradycyjnie kreowały opinie na bazie wiedzy i doświadczenia. Ich miejsca są dziś zajęte przez celebrytów. Skoro każdy może wypowiedzieć się w każdej sprawie, to wypowiadają się też ci, którzy niewiele wiedzą, ale są na tyle kontrowersyjni, że skupiają uwagę.

Czy to się zmieni? Coraz silniejsze fale sprzeciwu płynące od opinii publicznej w kierunku jej kreatorów mogą takie zmiany zwiastować i to także w branży kulinarnej. Skoro opinie w branży próbują kreować dyletanci a opłacani przez koncerny spożywcze mistrzowie kuchni naginają rzeczywistość, nic dziwnego że w odbiorcach tak wykrzywionego przekazu budzi się sprzeciw. Zauważa to jeden z czołowych polskich restauratorów, Adam Chrząstowski, który mówi wprost o konieczności weryfikacji ekspertów w branży kulinarnej. Kto miałby takiej weryfikacji dokonywać i w jaki sposób? Reakcje opinii publicznej na występy medialnych błaznów wskazują, że nikt inny jak właśnie owa publika sama w końcu się z nimi rozprawi.

Póki co, śmiejmy się, jeśli jest jeszcze z czego.

, , , , ,

Jeden komentarz do wpisu Filip Chajzer, afera modowa i niby-eksperci

  1. Pamela 14 października 2013 at 15:05 #

    Oj, oj, tak ! medialnych błaznów mamy wszędzie pełno , ale szczególnie w branży kulinarnej mamy ich nadmiar i cały czas się rozmnażają.
    No własnie, kto dokona tak potrzebnej w kraju j weryfikacji tzw „Ekspertów” ? Czy publika da im radę, myślę że nie, będę następni, następni, itd. Panie Krytyku podjął Pan świetny temat, ale ????????????? Pozdrawiam

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Lekcje Smaku 6: Sens eksperymentu
Lekcje Smaku: 6. Sens eksperymentu

Czyli o poszukiwaniach nowych smaków

Zamknij