Como i kreacje Wojciecha Harapkiewicza

Kilka dni temu gościłem w mieszczącej się w gdyńskim Klifie śródziemnomorskiej restauracji Como, której właściciele postanowili odświeżyć nieco kartę i dodać do niej kilka kreacji czołowego wybrzeżowego mistrza kuchni Wojciecha Harapkiewicza. Oj, był to wieczór!

Dania Wojciecha Harapkiewicza

Kuchnia w Como jest mała, bo też i sama restauracja to miejsce kameralne, a mimo to mogłaby być przykładem dla niejednego restauratora, jak optymalnie i ergonomicznie zaplanować pracę kucharzy. Każdy ma tu swoje miejsce, więc mimo że praca w kuchni Como wre, bo dania przygotowywane są tu z surowców bezpośrednio przed wydaniem, to kuchenna przestrzeń zdaje się wystarczająca.

Wojciech Harapkiewicz - w restauracji Como

Tego dnia funkcję szefa kuchni pełnił Wojciech Harapkiewicz, zatem tempo pracy w naturalny sposób przyspieszyło a na obliczach kucharzy zagościły oznaki szczerego przejęcia. Co kwadrans kelnerzy podawali do stolika testowego kolejne danie do degustacji. Była też okazja do wymiany kilku słów z autorem kreacji, który z zainteresowaniem wsłuchiwał się w nasze komentarze. No tak, w końcu tego wieczora kroiło się nowe menu restauracji!

Ręcznie wykonane ravioli

Zaczęło się od talerza z ravioli. Uśmiechnięta kucharka odpowiedzialna za formowanie pierożków zapewniła, że wszystkie ravioli są zlepiane na miejscu a farsz jest zawsze świeży. To oświadczenie potwierdziło się na talerzu. Ravioli podano w trzech odsłonach: z krewetkami, z białym mięsem kraba i z łososiem. Smaczne były wszystkie, krewetkowe z wyraźnym akcentem morskim, krabowe z charakterystyczną słodyczą, a łososiowe trafnie złamane śmiałym dodatkiem cytrynowej skórki.

Łosoś + sorbet

Po chwili wniesiono talerz z łososiem w sezamie skropionym sosem malinowym i imbirowym, do którego podano sorbet cytrusowy. To danie z pewnością zasmakuje amatorom modnych ostatnio klimatów japońskich. Łosoś był świeży, lekko tylko przesmażony, z ogromną proporcją doskonałej jakości surowego wnętrza a towarzyszący mu sorbet po prostu mnie rozanielił. Nie zamierzałem tego skrywać, więc rzecz obwieściłem głośno i wyraźnie. W odpowiedzi otrzymałem dodatkowy puchar czystego cytrusowego sorbetu. Uzbrojony w takie puchary, polubiłbym nawet tropikalne lato. Tymczasem zamiast lata nadeszły plastry łososia i halibuta z sałatką i pietruszkowym dressingiem w stylu pesto. Wystarczy tylko spojrzeć na talerz, aby błyskawicznie nabrać na nie ochoty.

Łosoś i halibut

Po tak uroczej przekąsce byłem gotowy na większy kęs, a że tego dnia testowaliśmy głównie dania z ryb i owoców morza, ów większy kęs okazał się słuszną porcją smażonego halibuta w owocowych sosach. Powiedzieć o nim, że był doskonały to za mało. Kto umie dziś tak pięknie wysmażyć rybę? Kto ma wystarczająco śmiałości, aby zmierzyć się z delikatnością halibuta? Kto tak doskonale umie dobrać do niego dodatki, żeby całość nie tylko kusząco wyglądała, ale i świetnie smakowała?

Sałatka - halibut i grejpfrut

Oto zatem i on, halibut przystrojony cząstkami czerwonego grejpfruta i paskami mango, chrupiący na zewnątrz i delikatny w środku, ułożony na sałatce z cykorią, której goryczka wzorowo komponowała się z charakterem grejpfruta i miło miękła w towarzystwie owocowego dressingu.

Dorsz w sosie z rukolą i ogórkiem

Po niezwykle kolorowej kompozycji przyszedł czas na stonowaną zieleń. Podano dorsza w gęstym sosie z rukolą i ogórkiem. Dorsz jak dorsz – zupełnie zwyczajny, za to towarzyszący mu sos wyniósł tego dorsza na prawdziwie mistrzowski poziom. Sos skomponowano z ziemniaków i sera, dzięki czemu nabrał konsystencji pasty, a doprawiono chrzanem, dzięki czemu nabrał charakteru. Takiej prostoty i to przecież w jakże swojskim wydaniu, życzyłbym sobie na każdym talerzu, który przede mną stawiają.

Kacze pate z pistacjami

To jeszcze nie koniec, ba, gwóźdź programu dopiero przed nami! Oto na stół wjechało wreszcie kacze pate z pistacjami. Wspominam je do dziś – bardzo intensywny kaczy smak, muślinowa konsystencja złamana pistacjami, do tego nieco siekanego mango i wieńcząca całość winno-porzeczkowa galaretka. Żeby szaleństwa było do syta, solidny plaster pate dekorowały doskonale skomponowane kolorystycznie krople sosów owocowych z malin, mango i ziół. Powiadam głośno: zjadłem dzieło!

Pierożki z ananasa

Na koniec spróbowałem jeszcze deseru. Te pierożki, które widać na zdjęciu to sakiewki z plastrów ananasa nadziewane białym serkiem. Towarzyszyły im kawałki melona dobrze nasycone wysokoprocentowym alkoholem.

Po prostu pycha!

, , , ,

4 komentarze do wpisu Como i kreacje Wojciecha Harapkiewicza

  1. Patrycja Migowska 21 października 2013 at 08:59 #

    Dania wyglądają pysznie, a ich opisy pobudzają kubki smakowe. Czy te dania na stałe zagoszczą w karcie? Klif niedaleko, a po zakupach byłoby miło przekąsić coś naprawdę dobrego.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  2. Como Ristorante 21 października 2013 at 19:51 #

    Pani Patrycjo, część dań zagości na stałe w naszej karcie, inne będziemy proponować na cotygodniowej „czerwonej” stronie w menu…Zapraszamy!

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  3. Arek Berezowski 22 października 2013 at 00:46 #

    Szczerze to po Wojtku spodziewałem się szału, przy najmniej połowy Kościerzy, a wyszło zwykle i trojmiejsko… czyli nudnie. a szkoda.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  4. Agata Fierka 22 października 2013 at 05:03 #

    Brawo !!!

    Ale czego innego można się spodziewać po tak dobrej kuchni i fantastycznej obsłudze.
    Przemiła, kameralna restauracja w samym środku zakupowej dżungli, w której można poczuć się jak w domu.

    Gorąco polecam 😀

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Lekcje Smaku 7: Uprzedzenia kulinarne
Lekcje Smaku: 7. Uprzedzenia kulinarne

Czyli o niechęci do szpinaku i marchewki.

Zamknij