Pasztet z odgłosami paszczą

Stare jaja, brudna sól a wreszcie podrabiane mięso i oto mamy pasztet, a właściwie wielki koński klops i to rzeczywiście smrodliwy.

Słynąca z wyjątkowej jakości kiszek, kiełbas i wędlin Polska sprawiła sobie właśnie równie doskonały pasztet. Wieści o nim błyskawicznie obiegły świat, który zaczął się zastanawiać, jak to możliwe, że w jego wieprzowych klopsikach i wołowych hamburgerach nagle pojawiła się konina? Media natychmiast rozwiały wątpliwości świata: przyjechała z Polski. Jak to? A no tak to: yihaaa, patataj, i do przodu.

Afera dioxynowa

Do niedawnych głośnych afer spożywczych: solnej i jajecznej, zakończonych ledwie słyszalnym szelestem decyzji o umorzeniach, dołącza cwałem afera całkiem nowa. O ile konina, która miała udawać inne rodzaje mięs, szkody nikomu pewnie nie wyrządzi, to już końska afera z pewnością uderzy w wizerunek Polski i interesy polskich firm, tym razem ze szczególną mocą. O mięsnym przekręcie made in Poland mówią już nie tylko w Europie, ale nawet w Ameryce Południowej i Australii, a wątki sprawy zapętlają się coraz bardziej.

Zakrojone na szeroką skalę kontrole produktów żywnościowych na całym świecie przynoszą nieraz zaskakujące wyniki. O koninie w lazanii, hamburgerach i parówkach pewnie każdy już słyszał. Tymczasem podczas inspekcji u jednego z producentów wyrobów garmażeryjnych na Islandii inspektorzy ustalili, że w jagnięco-wołowych klopsikach nie było wołowiny, a w pasztecikach wołowych mięsa nie było w ogóle. Poproszony o wyjaśnienia producent oświadczył, że sam jest wstrząśnięty tymi wynikami  i nie umie wyjaśnić, dlaczego w mięsnych pasztecikach jego produkcji nie ma mięsa. A to ci zagadka!

Stanisław Kalemba w sprawie koniny

To jednak dopiero początek zagadek. Tajemnicze mięsne przemienienie najpierw przypisywano niecnym działaniom Francuzów, potem Cypryjczyków, a wreszcie Rumunów. Pewne tropy wiodły też do Polski, ale początkowo nie brano ich poważnie. Żonglowanie mielonką? Ależ skąd, od lat słyniemy ze stosowania wyłącznie wyselekcjonowanych składników najwyższej jakości, tradycyjnych metod produkcji i sprawdzonych przepisów. Stanowisko w sprawie zajął nawet minister rolnictwa, który podkreślił, że  w kwestii koniny Polska jest czysta jak łza. W swoim oświadczeniu minister zawarł też asekuracyjne „dotąd”, słowo, jak się miało za chwilę okazać, istotne wizerunkowo, bo wkrótce doniesiono, że mięsny dodatek był w Polsce przerabiany i właśnie od nas wysyłano go w szeroki świat.

W szeroki świat poszedł też hiobowy przekaz medialny, a polskie masarnie i zakłady mięsne natychmiast odnotowały spadek liczby zamówień. Posypały się oświadczenia, w których kolejne firmy zapewniały, że z koniną nie mają nic wspólnego i z absolutną pewnością nie dodają jej do swoich wyrobów zamiast wołowiny.

Prezes Indykpolu o aferze z koniną

Ciekawostka, że dla niektórych firm branży mięsnej szum medialny wokół koniny okazał się sprzyjającym momentem do promocji własnych wyrobów. 1 marca w stacji TVNCNBC pojawił się prezes firmy Indykpol, który poddał krytyce rozbudowany i nieskoordynowany polski system kontroli żywności, w nim doszukując się źródeł skandalu. Jednocześnie poskarżył się na drobiazgową i rzekomo zupełnie niepotrzebną kontrolę, która właśnie trwa w jego zakładzie. Kontrolą objęto wyrób pod nazwą „Pasztet Domowy”, pojawiły się wszak wątpliwości co do zasadności użycia nazwy „domowy” w przypadku tego wyrobu.

Skoro sam prezes zareklamował produkt w telewizji, zaznaczając jego długą tradycję rynkową, postanowiłem po ten pasztet sięgnąć i sprawdzić, czy wątpliwości kontrolerów są rzeczywiście absolutnie bezzasadne. Na stronie internetowej Indykpolu jest co prawda informacja o tym pasztecie, ale doprawdy lakoniczna. Firma chwali się, że to „Doskonały pasztet domowy pieczony według tradycyjnej receptury”, co jednak niesie nikłą wartość faktograficzną. Tej należałoby szukać w informacji o składzie produktu, ale na stronie producenta jej nie znalazłem. Wystarczy jednak przenieść się do dowolnego sklepu internetowego, który ten pasztet sprzedaje, na przykład do Almy  i tam  zapoznać się ze składem, z którego czytamy, że Pasztet Domowy robią w Indykpolu z MOM, czyli resztek mięsno-tłuszczowych, do których dodają glutaminian sodu, regulator kwasowości E262, substancje konserwujące E202 i E214, a całość wiążą jajami w proszku. W czyim domu taki pasztet robiono?

Marii Skłodowskiej-Curie?

, , , , , ,

4 komentarze do wpisu Pasztet z odgłosami paszczą

  1. Rafał 4 marca 2013 at 10:30 #

    „Pasztet domowy”? Tylko nikt nie dodał że w tym domu straszy :).

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  2. Jakub.J 4 marca 2013 at 11:28 #

    Hehe, to ci dopiero serial. W zasadzie już nie ma się czego dziwić. Dziwne, że jakoś 5-10 lat temu, o tyle skandalach się nie mówiło. Niby teraz jest większy natłok informacji, twittery i inne szybkie źródła newsów. Ja mam swoją teorię, taką, że za produkcję żywności wzięły się teraz zorganizowane grupy przestępcze i to one, w dużej mierze odpowiadają za większość skandali. Zresztą to znajduje potwierdzenie w wielu skandalach z ostatniego czasu. We Włoszech, mafia, nie pamiętam dokładnie która, miała, warty blisko 300 milionów euro, proceder, wieloletniego sprzedawania wielkich ilości „żywności ekologicznej”, certyfikowanej rzecz jasna, oczywiście podrabianej. Skorumpowane były całe piony służb, odpowiedzialnych za nadzór i kontrolę, można powiedzieć, że 1/3 albo i wiecej, „żywności ekologicznej” sprzedawanej we Włoszech to był pic na wodę. Podobnie jest zresztą i w RFN, chociaż tam mafia, aż tak nie grasuje. Konina oczywiście pochodziła z Polski, są na to dowody, śmieszy tylko upór PSLowskiego ministra, który po raz kolejny nie wie co mówi. A skandal z koniną, dotarł już nawet do Chin, które mogłbyby być dla polskiej żywności największym, po UE, rynkiem zbytu.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  3. Krytyk Kulinarny 11 marca 2013 at 11:24 #

    Zgadza się, wygląda na to, że sprawcą najgłośniejsze zresztą biegunki ostatnich lat jest wirus, najprawdopodobniej wniesiony przez nieświadomego nosiciela.

    Niemniej na uwagę zasługuje reakcja restauracji, w pełni adekwatna do standardów, za które przyznano jej michelinowe gwiazdki i honorowe tytuły http://noma.dk/the-weather-report/statement-about-cases-of-sickness/ .

    Chciałoby się, żeby tak reagowali też nasi gastronomowie, gdy nagle przytrafi im się wpadka

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Halal i amen
Halal i amen

Tomasz Sekielski lubi otwierać widzom oczy. Nie inaczej było w ubiegły wtorek, gdy opowiedział o uboju rytualnym, z którego, jak...

Zamknij