250 zł za weselnika?! To ja nie wiem, co oni tam dawali, dania ze złota?
Wcale nie dziwię się, że wesela są coraz mniej wystawne. Kryzys jest, nie każdego stać na imprezę na 100 osób (25 tysięcy za samo wesele, to jakieś szaleństwo), a tradycji wiejskich wcale nie ma u nas w kraju tak wiele, żeby rodzina oczekiwała wiejskiego wesela.
Wolę zabrać kilkudziesięciu gości do dobrej restauracji niż podawać im do białego rana rosołki na kostce, kupne tymbaliki i margarynowe ciasta. Cena za osobę będzie podobna, a moje podniebienie nie ucierpi
Na Lubelszczyźnie również popowstało od groma wszelkiej maści domów weselnych i menu w niektórych również pasowałoby bardziej do hoteli 4 albo 5 gwiazdkowych niż na weseliska. Z doświadczenia jednak wiem, że popularnością cieszą się jednak weseliska robione w remizach po 5-7 dni, sam na takiej kiedyś byłem, ale dotrwałem tylko do 4 dnia.
A co do kuchnii regionalnej i gastronomii to polecam wydawnictwo Zofii Winawer, niedawno wydane, sporo w nim przepisów. Mi się bardzo podobają takie konkursy, sam jak chodziłem do szkoły kucharskiej, chociaż zaocznej, bo robiłem to dla siebie, nie dla stopni, na konkursy w technikum, gdzie się uczyłem, przygotowywano głównie dania zagraniczne ale zdarzały już się wtedy dania z wykorzystaniem lokalnych produktów. A było to z 7-8 lat temu już.
No właśnie o to chodzi, że żadne tam trufle czy Foie Gras. Menu są tak komponowane , a dania tak nazywane, by przeciętnemu, niezorientowanemu, konsumentowi tak się wydawało i żeby płacił te 250 złotych. Mam znajomego, kucharza, który pracował w takim hotelu-domie weselnym i który tak stylizował menu jak „elitarne”. Średnio na weekendzie taki hotel zarabiał 20-30 tys. złotych na czysto. Na składnikach oszczędzano, dawano czasami jakieś droższe napoje lub dodatki albo dodatkowe atrakcje, a personel opłacano bardzo kiepsko, tak jak na Lubelszczyźnie.
Jestem w stanie zrozumiec osoby, ktore placa takie ceny za przyjecia weselne (tym bardziej, ze sa wprwadzani wblad nazwami, jak pisze Jakub)- mysle, ze wychodza z zalozenia, ze slub bierze sie tylko raz i nie oszczedzaja na te okazje. ALe szlag mnie trafia, jak czytam o takich „przedsiebiorcach”, dla mnie to zwykli oszusci. Nie pozdrawiam nikogo.
Ale przecież to polska norma. W Polsce nie ma rozwiniętego kapitalizmu a komuno-wolna amerykanka, jak w Rosji, Chinach czy Indiach. Każdy musi się jak najszybciej nachapać, bo nie wie czy dożyje 60, przy tym trybie życia.
Niestety, to jest tragedia wszystkich społeczeństw na dorobku, głównie tych post-komunistycznych. W innych krajach regionu, z krajami postsowieckimi na czele, jest jeszcze, jeszcze gorzej.
Dzieki za szczerosc ! Zawsze odnosilam wrazenie, ze wszyscy w Polsce zyja lepiej niz w tzw. starej Europie, bo- wedlug opowiesci kolezanek- wszystko jest super a ceny niskie. Zapewniam, ze we WLoszech, gdzie mieszkam, za 50 EUR (zbiorowa kolacja tzw. „firmowa” w restauracji) to jest prawdziwa uczta z 14 potrawami (ale za potrawe uwaza sie tez np. plaseterek szynki, kawalek burraty, ale i risotto z radicchio z truflami czy pieczen). Jestem pewna, ze przygotowanie takiej kolacji kosztowaloby duzo drozej, i dlatego wloskie restauracje, nawet na wsi, sa pelne nie tylko z okazji slubow czy styp.
Do sytuacji z Włoch, nawet tych „bankrutujących” to nam jeszcze z 30 lat potrzeba, no, może z 15 do Sycylii albo generalnie „południa”. Koleżanka to chyba w innym świecie żyje albo jest członkiem partii rządzącej. Biorę tu pod uwagę nie tylko sytuację ekonomiczną, ale i kulinarną, to jest ceny produktów w sklepach oraz ich jakość.
Pod względem cen w jadłodalniach we Włoszech jest moim zdaniem taniej niż w Polsce, biorąc pod uwagę jakość składników i dodatków typu wino czy woda mineralna. W Polsce, wino za 50 zł to takie, które we Włoszech kosztuje parę euro i które można kupić w dyskoncie za 10-20 zł.
Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego na Finał Regionalny XII edycji Konkursu "Nasze Kulinarne Dziedzictwo - Smaki Regionów" 27 maja od 11.00, Gdańsk, Park Oliwski
Kaszubsko-Kociewskie Stowarzyszenie Dobrego Rozwoju KADR na galę projektu "Po kociewskiej stronie Wierzycy", 7 lipca, Zagroda Powroty w Lipach
Ostatnio komentowane
Jakub.J: Świetna reklama dla regionu i jej kuchnii. Szkoda, że w innych programach,...
Jakub.J: Zazdroszczę doznań. Szkoda, że takich miejsc jest jeszcze mało, szczególnie we wschodniej...
matipl: niesamowity tekst, aż ślinka cieknie :)
I jak zwykle miejsce nieprzeciętne, a jednak...
bartek: witam bylem tam w majowke 2012. obsluga i wystroj super jedzenie pyszne...
matipl: Ale narobił Pan smaku tym winem z dzikiej róży. Człowiek się rozmarzył, oooo...
250 zł za weselnika?! To ja nie wiem, co oni tam dawali, dania ze złota?
Wcale nie dziwię się, że wesela są coraz mniej wystawne. Kryzys jest, nie każdego stać na imprezę na 100 osób (25 tysięcy za samo wesele, to jakieś szaleństwo), a tradycji wiejskich wcale nie ma u nas w kraju tak wiele, żeby rodzina oczekiwała wiejskiego wesela.
Wolę zabrać kilkudziesięciu gości do dobrej restauracji niż podawać im do białego rana rosołki na kostce, kupne tymbaliki i margarynowe ciasta. Cena za osobę będzie podobna, a moje podniebienie nie ucierpi
Oceń komentarz
2
0
Na Lubelszczyźnie również popowstało od groma wszelkiej maści domów weselnych i menu w niektórych również pasowałoby bardziej do hoteli 4 albo 5 gwiazdkowych niż na weseliska. Z doświadczenia jednak wiem, że popularnością cieszą się jednak weseliska robione w remizach po 5-7 dni, sam na takiej kiedyś byłem, ale dotrwałem tylko do 4 dnia.
A co do kuchnii regionalnej i gastronomii to polecam wydawnictwo Zofii Winawer, niedawno wydane, sporo w nim przepisów. Mi się bardzo podobają takie konkursy, sam jak chodziłem do szkoły kucharskiej, chociaż zaocznej, bo robiłem to dla siebie, nie dla stopni, na konkursy w technikum, gdzie się uczyłem, przygotowywano głównie dania zagraniczne ale zdarzały już się wtedy dania z wykorzystaniem lokalnych produktów. A było to z 7-8 lat temu już.
Oceń komentarz
0
0
Hm, a co podają w tych domach weselnych? Trufle? Foie gras? Na wesele pasuje każde menu, które wybierze organizator (para młoda albo ich rodzice).
Oceń komentarz
0
0
No właśnie o to chodzi, że żadne tam trufle czy Foie Gras. Menu są tak komponowane , a dania tak nazywane, by przeciętnemu, niezorientowanemu, konsumentowi tak się wydawało i żeby płacił te 250 złotych. Mam znajomego, kucharza, który pracował w takim hotelu-domie weselnym i który tak stylizował menu jak „elitarne”. Średnio na weekendzie taki hotel zarabiał 20-30 tys. złotych na czysto. Na składnikach oszczędzano, dawano czasami jakieś droższe napoje lub dodatki albo dodatkowe atrakcje, a personel opłacano bardzo kiepsko, tak jak na Lubelszczyźnie.
Oceń komentarz
0
0
Jestem w stanie zrozumiec osoby, ktore placa takie ceny za przyjecia weselne (tym bardziej, ze sa wprwadzani wblad nazwami, jak pisze Jakub)- mysle, ze wychodza z zalozenia, ze slub bierze sie tylko raz i nie oszczedzaja na te okazje. ALe szlag mnie trafia, jak czytam o takich „przedsiebiorcach”, dla mnie to zwykli oszusci. Nie pozdrawiam nikogo.
Oceń komentarz
0
0
Ale przecież to polska norma. W Polsce nie ma rozwiniętego kapitalizmu a komuno-wolna amerykanka, jak w Rosji, Chinach czy Indiach. Każdy musi się jak najszybciej nachapać, bo nie wie czy dożyje 60, przy tym trybie życia.
Niestety, to jest tragedia wszystkich społeczeństw na dorobku, głównie tych post-komunistycznych. W innych krajach regionu, z krajami postsowieckimi na czele, jest jeszcze, jeszcze gorzej.
Oceń komentarz
2
0
Dzieki za szczerosc ! Zawsze odnosilam wrazenie, ze wszyscy w Polsce zyja lepiej niz w tzw. starej Europie, bo- wedlug opowiesci kolezanek- wszystko jest super a ceny niskie. Zapewniam, ze we WLoszech, gdzie mieszkam, za 50 EUR (zbiorowa kolacja tzw. „firmowa” w restauracji) to jest prawdziwa uczta z 14 potrawami (ale za potrawe uwaza sie tez np. plaseterek szynki, kawalek burraty, ale i risotto z radicchio z truflami czy pieczen). Jestem pewna, ze przygotowanie takiej kolacji kosztowaloby duzo drozej, i dlatego wloskie restauracje, nawet na wsi, sa pelne nie tylko z okazji slubow czy styp.
Oceń komentarz
0
0
Do sytuacji z Włoch, nawet tych „bankrutujących” to nam jeszcze z 30 lat potrzeba, no, może z 15 do Sycylii albo generalnie „południa”. Koleżanka to chyba w innym świecie żyje albo jest członkiem partii rządzącej. Biorę tu pod uwagę nie tylko sytuację ekonomiczną, ale i kulinarną, to jest ceny produktów w sklepach oraz ich jakość.
Pod względem cen w jadłodalniach we Włoszech jest moim zdaniem taniej niż w Polsce, biorąc pod uwagę jakość składników i dodatków typu wino czy woda mineralna. W Polsce, wino za 50 zł to takie, które we Włoszech kosztuje parę euro i które można kupić w dyskoncie za 10-20 zł.
Oceń komentarz
1
0