Regionalna kuchnia z kleksem

Kuchnia regionalna wcale nie musi być ciężka, tłusta i nudna. Dowiodła tego dziewiąta edycja konkursu kulinarnego Wiosenny stół kociewski, który zorganizowano w minioną niedzielę w Zblewie. Było prawdziwie wiosennie, lekko, ziołowo i aromatycznie. Wiosna to przecież taki moment w przemęczonej bulwami i kiszonkami kuchni, gdy pojawia się pierwsza zielenina a ciężkie i pożywne dania z zimowych zapasów można urozmaicić powiewem wiosennej świeżości.

Pokazanie wiosennego oblicza regionalnej kuchni kociewskiej leżało u podstaw konkursu. Gospodynie zaprezentowały zatem wiosenne i lekkie stoły. Jakże zachwyciła nas prosta acz wyśmienita sałatka z listów mniszka, jakże fantastyczny był pieczony lin z sosem koperkowym, jakże doskonałe podano zupy – szczawiowe, koperkowe, ziołowe. Jakże genialny okazał się tort przekładany świeżą konfiturą z rabarbaru. Ileż było wariacji na temat truskawek – w sokach, kompotach, z kaszką manną, z ciastem, z domowym makaronem, w zupie z kluseczkami. Gospodynie z kociewskich kół stanęły na wysokości zadania, a najlepsze dostały nagrody.

Nie na każdym stoisku było jednak tak smacznie i swojsko. Mimo że regulamin konkursu wyraźnie zakazywał używania przemysłowych polepszaczy, wszelkiej maści kosteczek smakowych, prefabrykowanych mazi, past i proszków, do konkursu przemycono jednak zupy przygotowane nie na wywarze, a na przemysłowych preparatach oraz deser haniebnie udekorowany kleksami rozpylonej substancji udającej bitą śmietanę.

Zastanawiam się często, czemu tak się dzieje, że zdolne przecież wiejskie gospodynie, od których oczekujemy po prostu dobrej i swojskiej kuchni, jaką pamiętają sprzed lat, wybierają drogę na skróty i z własnej woli zohydzają dzieła swoich rąk, niszczą kulinarny dorobek pokoleń i grzebią w popiele nadzieje na przetrwanie kulinarnej tradycji.

Odpowiedzią jest zapewne fenomen globalizacji, która układa świat kulinarny wedle nowego porządku. Zamiast tradycyjnych sklepów, jarmarków i bazarów pojawiają się sieciowe dyskonty, które muszą sprzedać po prostu dużo i tanio. Ma też być łatwiej i szybciej. Prościej nacisnąć spust aerozolu, niż ubić śmietanę samemu. Szybciej rozpuścić w wodzie kostkę bulionową, niż własnoręcznie przygotować wywar. Nowocześniej przyprawić danie aromatyzowaną solą z dodatkiem glutaminianu sodu i antyzbrylaczy, niż użyć zwykłej soli, warzyw i ziół. Nadto skoro gwiazdy z ekranu polecają takie nowinki, to może tak właśnie należy gotować?

Jawią się i kolejne pytania, już całkiem praktyczne: czy na fałszowanie tradycji kulinarnej jest jakaś rada? Co zrobić, gdy podczas wakacji w gospodarstwie agroturystycznym właściciele poczęstują nas spożywczą miernotą? Odpowiedź wydaje się prosta: reagować i to natychmiast! Nie pozwalajmy podsuwać sobie mielonki z dyskontu, polepszonego chleba, jaj z chowu klatkowego, ciast z proszku i deserów z aerozolu. Ustalajmy zawczasu, jeszcze przed wyjazdem, co gospodarze zamierzają nam gotować. Upewniajmy się, że mają swojskie masło, wiejskie jaja, domowe ciasta. Żądajmy produktów swojskich najwyższej jakości, bo to nie tylko nasze prawo, ale i nasz obowiązek.

, , , , ,

Jeden komentarz do wpisu Regionalna kuchnia z kleksem

  1. Mar 9 czerwca 2011 at 08:57 #

    Prosze Pana,

    Pana rada jest prosta i bardzo logiczna. ALe niestety w Polsce nie dziala. Kucharz, ktory idzie w ten sposob idzie na skroty, sam nie widzi nic zlego w stosowanych przez siebie polepszaczach, wiec jak ma uwierzyc nam, jednorazowym konsumentom? Pojada i tyle ich widzieli.
    Mozna zwrocic uwage osobie, ktora wie, ze zle robi i sie zawstydzi ze ja „przejrzelismy”! Nieswiadomy jednak dalej bedzie tak robil, a nas uzna (i nazwie) dziwakiem….
    Ile bylo takich sytuacji w Kuchennych Rewolucjach! Reakcje zawsze byly takie same !

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Pomorskie Smaki Regionów 2011

W minioną niedzielę w Gdańsku było znów kulinarnie i regionalnie. Na placu przez katedrą oliwską odbył się XI finał regionalny...

Zamknij