Papieskich kremówek czar

O kremówkach błogosławiony Jan Paweł II wspomniał raz, mimochodem, podczas pielgrzymki w 1999 r. To wystarczyło, żeby niepozorne ciastko z kremem zrobiło światową karierę. Właściciele cukierni natychmiast podjęli temat i wywiesili w witrynach reklamy zachęcające do zakupu kremówek papieskich, jak zaczęto je nazywać.

Papieska kremówka od razu urosła do symbolu Wadowic i, szerzej, polskiej kuchni. Zyskała nawet międzynarodowe miano: Papal cream cake. Złośliwi twierdzą, że kremówka jest dla wielu ważniejsza niż papieskie encykliki, ale nie da się ukryć, że to ciastko otacza jakaś aura wyjątkowości. Przed kremówką czuje się respekt i szacunek. Jadał ją przecież Papież.

Nie wszyscy ów respekt czują, w szczególności nie wszyscy cukiernicy. Przede wszystkim chcą sprzedawać dużo i dużo na tym zarabiać, więc upraszczają receptury a droższe składniki zastępują tańszymi. Ciasta nie pieką sami, tylko kupują w Biedronce, zamiast masła krem kręcą na margarynie, świeże jajka zastępują jajkami w proszku. Zupełnie jak w fabrykach żywności, które zresztą też korzystają z ogromnego sukcesu kremówek. Niedawno na rynku pojawiła się ich wersja dla leniwych: kremówki papieskie w proszku. Cóż za kuriozum!

Rozpoczęła się zatem publiczna debata na temat tego, czym powinna być papieska kremówka, z czego ma być zrobiona i jak powinna smakować. Apogeum tej dyskusji przypadło na jesień ubiegłego roku, gdy w Wadowicach pojawił się pogromca kulinarnych potworków, Adam Gessler. Publicznie nie dojadł zamówionej w jednej z wadowickich cukierni kremówki, po czym wyzwał na pojedynek właściciela cukierni, w której znienacka zagościł. Wówczas cała Polska poznała nędzną prawdę o kremówce – jest niedobra, oszukana, nieprawdziwa.

Dziś już trudno odtworzyć smak dawnych kremówek i nie sposób ustalić, jaką kremówkę miał na myśli Papież, wspominając czasy swojej matury. Można jedynie przypuszczać, że ciastko musiało być wyjątkowo smaczne, skoro Papież je jednak zapamiętał, a po kilkudziesięciu latach postanowił opowiedzieć o tym całemu światu. Nieliczni wadowiczanie pamiętają jeszcze przedwojenną cukiernię Karola Hagenhubera, wiedeńczyka, który wzorowo dbał o jakość swoich produktów a surowce kupował osobiście u zaufanych lokalnych dostawców. Podstawą jego kremówek były najwyższej jakości masło, jaja i mąka. Niewykluczone, że do kremu dodawano też nieco spirytusu.

Być może idzie ku lepszemu. W Wielką Sobotę wyemitowano świąteczny odcinek Wściekłych Garów, w którym Adam Gessler powtórnie odwiedza Wadowice, tym razem na zaproszenie właściciela feralnej cukierni. Zjada tam kremówkę według odmienionej receptury, przygotowaną z właściwych składników: masła, świeżych jaj i prawdziwej wanilii. Medialny apel chyba poskutkował, przynajmniej w przypadku tego cukiernika. Jak jest u innych? Postanowiłem to sprawdzić.

W tym celu przeprowadziłem degustację czterech kremówek pochodzących z czterech wadowickich cukierni uznawanych w lokalnym środowisku za najlepsze. O wynikach degustacji napiszę w kolejnym odcinku za tydzień. Zapraszam już dziś.

O wadowickich kremówkach można też poczytać w najbliższy piątek w „Rejsach” Dziennika Bałtyckiego w felietonie „Podróże kulinarne Artura Michny”

, , , , ,

5 komentarzy do wpisu Papieskich kremówek czar

  1. trzcinowisko 2 maja 2011 at 09:01 #

    Ciekawe…czekam na dalsze opinie:)

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  2. olgacecylia 2 maja 2011 at 13:48 #

    Też czekam!
    Szczerze mówiąc, to z kremówek najbardziej lubię… krem. I to jedzony łyżeczką w zaciszu domowym, bo zawsze upaćkam się aż po pachy 😉

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  3. małgo 2 maja 2011 at 14:25 #

    ciastom z proszku mówimy NIE!!

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

    • olgacecylia 3 maja 2011 at 10:45 #

      Nie wiem, czy to zawsze jest coś złego, takie ciasto w proszku…

      Jeśli zawiera po prostu wymieszane w odpowiednich proporcjach suche składniki – mąkę, cukier, może kakao, jakiś proszek do pieczenia czy drożdże – to nie różni się niczym od ciasta robionego w domu.

      Niestety, skład produktu Gellwe pozostawia wiele do życzenia… Skrobia ryżowa, litania emulgatorów, barwnik. Sporo zbędnych dodatków. Szkoda, bo samo założenie nie jest takie złe, biorąc pod uwagę fakt, że nie dodali jajek w proszku ani liofilizowanej margaryny (jeśli w ogóle jest coś takiego).

      Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

Trackbacks/Pingbacks

  1. Odcinek specjalny: Test kremówek papieskich » Krytyk Kulinarny - 6 maja 2011

    […] wadowickich kremówkach głośno było dwukrotnie: po raz pierwszy gdy mówił o nich Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Wadowic w 1999 r., a ponownie na jesieni ubiegłego roku, gdy w Wadowicach […]

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Smacznego jajka!

W Wielkanoc kościoły zapełniają się większą liczbą wiernych niż zazwyczaj. Kościół zauważa jednak, że mimo wszystko wiernych jest mniej niż...

Zamknij