Więcej szampana!

Emma zadrżała na całym ciele, poczuwszy w ustach jego chłód. Zadrżała, bo skosztowała szampana, który już w czasach Gustawa Flauberta wywoływał emocje i to na tyle silne, że za szerzenie publicznego zgorszenia autor Pani Bovary został niemal zlinczowany.

Dziś szampan w dalszym ciągu wzbudza emocje, a popyt na niego z trudem udaje się zaspokoić. W okresie sylwestrowo-karnawałowym żadne spotkanie towarzyskie nie może się obyć bez odkorowania przynajmniej jednej butelki. Co prawda po dużej wódce mało kto zwraca uwagę, czy w kieliszku burzy się mu prawdziwy szampan, czy jakiś sikacz-popłuczyna. Wszystko, co wygląda, jak szampan, nawet najbardziej ordynarne zlewki sztucznie nasycone dwutlenkiem węgla, sprzedają się na pniu i są wypijane z radością, bowiem szampan otacza wciąż magiczna aura luksusu. Ostatnio o szampanie zaczęto znów mówić, a to za sprawą poszerzenia granic regionu, z którego pochodzi: Szampanii.

Maksymalizacja upraw winorośli na ściśle określonym przez prawo obszarze zapędza wielkich producentów szampana w błędne koło. Żeby sprostać rosnącym zamówieniom, zmuszeni są kupować winogrona bez względu na ich jakość, byle od plantatora z Szampanii. Ten z kolei dobrze wie, że skoro region obsadzono winoroślą do granic możliwości, a surowca i tak wciąż jest mało, nie musi on przywiązywać wielkiej uwagi do tego, co ani jak produkuje. Wszystko sprzedaje się na pniu i to często jeszcze zanim grona dojrzeją, bo producenci wina muszą sprostać rosnącym apetytom miłośników luksusu. Z pozbieranych z różnych części Szampanii winogron powstaje zatem płaskie wino, które, dzięki osiągnięciom laboratoriów wielkich koncernów, dopiero w procesie powtórnej fermentacji zyskuje walory smakowe. Eksperci uznają efekt za mało przekonywający i porównują go do karmelizowanego herbatnika skropionego odrobiną soku z cytryny.

Historie związane z marną jakością szampana oraz skandalicznymi nieraz warunkami uprawy winorośli przybliżyła niedawno szerokiej widowni brytyjska dziennikarka Jane Moore, której film „Czy wiesz co pijesz” wywołał konsternację w środowisku winiarzy, ale i ujawnił nieprzyjemne fakty związane z masową produkcją wina, także szampana. Pisaliśmy o tym w październiku.

Oczywiście nie każda butelka szampana musi być marna. Są w Szampanii niezależni producenci, którzy wytwarzają szampan samodzielnie, bez pośrednictwa koncernów. Już dziś działa ich w Szampanii ponad 2 tysiące. Chcąc utrzymać wysoką jakość szampana, postanowili nie sprzedawać swoich plonów koncernom produkującym anonimowe wino, a wytwarzać szampana pod własnym nazwiskiem. Szampany od niezależnych producentów zyskują pochlebne opinie ekspertów. Są znacznie mniej dosładzane, a dopilnowanie jakości na wszystkich etapach produkcji daje wino o niespotykanej w korporacyjnych wyrobach głębi i długości. Na mapie niezależnych producentów z Szampanii wyróżniają się dwa nazwiska: Pierre Gimonet i Pierre Peters, których szampany już dziś cieszą się uznaniem smakoszy.

Od kilku lat do głosu dochodzą także plantatorzy, których winnice graniczą z Szampanią, a którym prawo nie zezwala na wytwarzanie szampana. Dowodzą oni, że produkują lepsze wino niż ich koledzy zza między, choćby dlatego, że przywiązują większą wagę do jakości na każdym etapie jego powstawania. Te głosy poniekąd wziął pod uwagę francuski instytut zajmujący się klasyfikacjami AOC (INAO), który kilka lat temu rozpoczął badania nad możliwościami poszerzenia ustalonych w 1927 r. granic Szampanii. Pierwsze nasadzenia w nowych winnicach planuje się na rok 2015. Powstałe z nich wino na rynek trafi najwcześniej w roku 2021.
Większa dostępność gron powinna w sposób naturalny wpłynąć na ogólną poprawę jakości szampana, choć, jak pokazuje doświadczenie, w przypadku szampana chodzi nie tyle o jakość, ile o magię, której powiew wprawił w drżenie ciało Emmy.

, ,

3 komentarze do wpisu Więcej szampana!

  1. majka 3 stycznia 2011 at 08:54 #

    Ja za szampanem nie przepadam. Miniony Sylwester jeszcze mocniej utrwalil mnie w mojej niecheci do tego trunku (po wypiciu pol kieliszka dopadl mnie taki bol glowy, ze o wypiciu wiekszej ilosci nie bylo juz mowy :)) Zdecydowanie wole czerwone wino 🙂

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Niech bedzie pelen niespodzianek (tych pozytywnych oczywiscie 🙂

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  2. olgacecylia 3 stycznia 2011 at 10:10 #

    Tak, chodzi o magię – o te naturalne bąbelki, a nie gryzące w nos kulki dwutlenku węgla, o te luksusowe skojarzenia.

    Niestety nie dane mi było zostać koneserem szampana, ale po spróbowaniu prawdziwego pluję na wszystkie te landryny za 6,99.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  3. Pauillac 3 stycznia 2011 at 19:50 #

    Jakoś jestem wobec szampanów trochę podejrzliwy. Bez wahań wybiorę dobre zwykłe białe wino.
    Jeśli jednak macie ochotę na dobrej jakości wino fermentowane w butelce, to polecam wina z francuskiej apelacji Gaillac, wytwarzane oryginalną (stamtąd pochodzącą) metodą bardzo bliską (i starszą) od szampańskiej. Musujące Gaillaki są delikatne i zwiewne, perliście owocowe i występują w kilku odcieniach słodyczy. Są tak smaczne, że piją się same. Szczególnie polecam wielokrotnie testowany Gaillac Demi Sec z Domaine Vaysette, dostępny np. w rest. Cyrano w Sopocie.
    Absolutnie to nie żaden surogat, a jedynie nieodwartościowany starszy krewniak, który korzystając z powszechnej nieuwagi pięknie dorósł.
    Warto odróżniać wino od PR.
    Nie pijmy Beaujolais Nouveau, darujmy sobie produkty okołoszampańskich korporacji.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Krytyk Kulinarny podsumowuje rok

Kończy się rok, pierwszy rok obecności Krytyka Kulinarnego w sieci, to dobry moment na pierwsze podsumowania. Gdy pod koniec stycznia...

Zamknij