Robert Makłowicz: Cafe Museum

Po kilku latach literackiego milczenia Robert Makłowicz przemówił nową książką. Na rynku księgarskim pojawiło się niedawno Cafe Museum, nowe dziecko autora. Tym razem Robert Makłowicz zabiera czytelnika w podróż do miejsc dla siebie najważniejszych, do mitycznej już dziś krainy monarchii austrowęgierskiej.

Książkę wydano z pietyzmem – nietypowy format, kremowy gruby papier, duże marginesy, eleganckie ryciny Andrzeja Zaręby. No i całkiem nieznane wydawnictwo Czarne, które podeszło do sprawy ambitnie.

Duch Franza Jozefa obecny jest niemal na każdej paginie tej książki, ale skoro autor odwiedza dawne posiadłości Habsburgów, to nic dziwnego. Raz podróżuje po Rumunii, za chwilę jest Węgrzech, potem we Wiedniu, Sarajewie, Dalmacji… A wszędzie tam wąsate lico Habsburga jeszcze sto lat temu obowiązkowo zdobiło główne ściany każdego ważnego urzędu.

Książka stanowi swoisty manifest światopoglądowy Roberta Makłowicza i to w sposób wyraźny, jak żadna inna wcześniejsza jego publikacja. Wnikliwy czytelnik zapewne już wcześniej zauważył zamiłowanie autora do tradycji austrowęgierskiej, ale dopiero w Cafe Museum Robert Makłowicz jasno i wyraźnie definiuje, czym dla niego jest ojczyzna oraz jak rozumie on patriotyzm, a jest to obraz daleki od wyobrażeń Wszechpolaków, słuchaczek toruńskiej rozgłośni oraz zwolenników formacji Nieomylnego Prezesa.

Robert Makłowicz rysuje wirtualne granice swojej ojczyzny i próbuje złożyć ją z miejsc, do których chętnie wraca, a które razem wzięte, spajają więzy ducha przeszłości. W tym celu zabiera czytelnika w podróż sentymentalną i mentalną, bo mimo iż pisze o miejscach, które odwiedził całkiem niedawno, to sam zauważa, że czas zrobił swoje i ducha przeszłości często trudno już w nich odnaleźć. Mimo to nie można oprzeć się wrażeniu, że dziś, podobnie jak dawniej, habsburskie imperium, wielkie swoją wewnętrzną różnorodnością, dalej znaczone jest obszarem występowania gulaszu, klusek, knedli i strudla albo choćby charakterystyczną architekturą dworców miast, które do niego należały. Różnica tylko w stanie technicznym tych dworców, który jakoś nieznośnie wiąże się ze stanem owego ducha przeszłości, którego Robert Makłowicz usiłuje odnaleźć.

Cafe Museum to nie jest książka kucharska. Zbieracze przepisów kulinarnych zakończą jej lekturę z wielkim niedosytem. Ale to nie ma być książka kucharska. To nie ma być nawet książka kulinarna. Kuchnia jest tu tylko elementem krajobrazu krainy, którą Robert Makłowicz stara się przybliżyć czytelnikowi. A że kuchnia w tej krainie to naturalny element życia, toteż specjalnej uwagi autor zdecydował się jej nie poświęcać. Cafe Museum to zbiór opowiadań z podróży przeplatany historycznymi niuansami, który ma pomóc zrozumieć wielce skomplikowane losy mieszkańców bałkańskiego tygla oraz oddać obraz owej różnorodności austrowęgierskiego imperium, z którego dziś pozostały resztki, reminiscencje i wspomnienia.

Cafe Museum to zestaw barwnych opowieści z podróży skąpanych w winie, palince i rakii w poszukiwaniu ducha czasów przeszłych. Ducha, który dla potomków mieszkańców innych regionów Polski, jak choćby tych znaczonych historią pruską, jest całkowicie nieznany i trudno zrozumiały. Tego wszak ducha poszukuje Robert Makłowicz i zaprasza czytelnika do zabrania się w tę podróż razem z nim – podróż pełną imaginacji, a jednak odbytą.

Książka może być doskonałym prezentem na Święta, więc jeśli ktoś jeszcze myśli, czym obdarować przyjaciela smakosza, natychmiast marsz do księgarni.

, , , , ,

9 komentarzy do wpisu Robert Makłowicz: Cafe Museum

  1. majka 20 grudnia 2010 at 08:08 #

    Bardzo ucieszylabym sie z takiego prezentu 🙂 Lubie Roberta Maklowicza i zawsze z wielka przyjemnoscia ogladalam jego programy kulinarne. Zreszta nie tylko ja. Lubie jak opowiada o miejscach, w ktorych gotuje. Musze koniecznie pogadac o tej ksiazce z Mikolajem :))

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  2. tjaryma 20 grudnia 2010 at 11:29 #

    Książki nie czytałem. Makłowicza nie lubię, bo nie znoszę jego poczucia humoru, choć czasem ma fajne potrawy. Poza tym nie wiem, czy nietypowy format jest zaletą książki, nie ma gdzie potem takiej książki wstawić na półkę, bo nie pasuje.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  3. just. 20 grudnia 2010 at 12:41 #

    „całkiem nieznane wydawnictwo Czarne” nie jest aż tak nieznane…

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  4. buruuberii 20 grudnia 2010 at 19:40 #

    Przywitam sie na poczatek!

    Widze ze „just” mnie uprzedzila, z tym nieznanym wydawnictwem Czarne 🙂 Moze nie calkiem najwieksze, to byloby trafniejszym okresleniem 😀

    Pozdrawiam.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  5. Nina 24 grudnia 2010 at 11:42 #

    Wesołych Świąt Krytyku. Wielu smacznych dań na stole 🙂

    Pozdrawiam serdecznie

    n

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  6. majka 24 grudnia 2010 at 11:56 #

    Spokojnych i radosnych Swiat. Niech te swiateczne dni beda pelne cieplych chwil i radosci plynacej ze spotkan z rodzina. Wszystkiego dobrego 🙂

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  7. Tomasz 25 grudnia 2010 at 09:41 #

    Popierając poprzedników – jeśli ktoś nie zna Wydawnictwa Czarne, nie znaczy to, że jest zupełnie nieznane (chyba, że piszącemu, ale to warto uwypuklić).

    Czasem lepiej przed napisaniem czegoś, poświęcić chwilę na weryfikację swoich tez; to nie boli.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  8. Krytyk Kulinarny 26 grudnia 2010 at 11:29 #

    Z wydawnictwami jest podobnie, jak z tłumaczami: nie zna się ich, rzadko się o nich mówi, a to oni przecież komunikują autora z czytelnikiem. Przyznam, że bardzo rzadko wnikam, kto wydał książkę, tylko czasami zerkam, kto tłumaczył. Tym razem zerknąłem, bo wydanie dość nietypowe, patrzę, a tu wcale nie Znak, jak zawsze, tylko Czarne. W tym kontekście zupełnie nowe, a mi osobiście faktycznie nieznane.

    Wydawnictwu Czarne musi być miło, że ma grono tak wnikliwych sympatyków, którzy z odmętów wpisu na blogu wyłowili tak mały niuans – iż jest ono zupełnie nieznane 🙂 Abstrahując od tego, na ile Czarne było znane przed wydaniem książki Roberta Makłowicza, bez wątpienia teraz Czarne jest o wiele bardziej rozpoznawalne niż wcześniej, ot, choćby dzięki i tej dyskusji, z którą zapozna się pewnie jakie kilka tysięcy odbiorców.

    Podsumowując, teraz Czarne nie jest już mi zupełnie nieznane, ale w kontekście Roberta Makłowicza i jego publikacji było sporym zaskoczeniem. Pozytywnym, rzecz jasna, bo wyszła książka naprawdę fajna.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  9. Aga 19 stycznia 2011 at 20:17 #

    no przecież Czarne jest Stasiuka! 🙂 prosta zależność… 🙂

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Magda Gessler - nie chce gwiazdek Michelina
Magda Gessler w gdańskim Tabunie

Do podgdańskiej restauracji Tabun trafiłem po raz pierwszy kilka lat temu, gdy przygotowywałem zestawienie najciekawszych miejsc na mapie pomorskiej gastronomii....

Zamknij