Katarzyna Herman i perfekcyjny finisz

Gwiazdy zaczynają się pojawiać w polskich spotach reklamowych coraz częściej. Ostatnio szczególnie chętnie udzielają swoich wizerunków produktom spożywczym, tym samym kreując kulinarne mody i trendy. Gdy jednak przyjrzeć się tym reklamom nieco dokładniej, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że kondycja finansowa polskich gwiazd jest wielce słaba, skoro imają się promowania produktów masowych i byle jakich.

Katarzynę Herman znają miłośnicy filmu i, do niedawna przynajmniej, bywalcy warszawskich teatrów Izabeli Cywińskiej i Grzegorza Jarzyny. Od kilku miesięcy popularność Katarzyny Herman znacznie wzrosła, bowiem aktorka stałą się twarzą kampanii reklamowej koncentratów marki Knorr. Co więcej, do serii spotów, pomyślanej jako miniserial reklamowy, zaangażowano też jej partnera i dziecko. Przed premierą pierwszego odcinka producenci wpuścili do internetu niby-trailer, który miał zwiastować niespotykane wcześniej wydarzenie medialne.

http://www.youtube.com/watch?v=-Ad2d7eLzmU&feature=channel

I wydarzenie medialne w istocie okazało się niespotykane, bo fala krytyki, z jaką ów miniserial reklamowy się spotkał, przerosła chyba nawet oczekiwania jego twórców. Na forach internetowych aż zawrzało od gorących komentarzy. Jednych reklama drażni, innym się po prostu nie podoba. Producentom taki stan rzeczy może być na rękę, bo w reklamie, jak w show-businessie: nieważne, co się mówi, byle się mówiło. Tak czy inaczej, dziś już każdy wie, że dziecko Katarzyny Herman jest z Marsa, jej partner zastanawia się, czy może jest z Wenus, a ona sama znalazła swój sposób na perfekcyjny finisz. Przy okazji wie też każdy, jak zrobić barszcz, sałatkę, gołąbki, bitki i sos na winie bez wina.

I ta właśnie okazja budzi niepokój krytyka kulinarnego. Wychodzi na to, że gwiazdy swoim medialnym autorytetem podpisują się pod produktami przypadkowymi, często o proweniencji kulinarnie podejrzanej. Przykładem może być niedawna medialna kampania promocyjna margaryny Rama, której twarzą stała się Dorota Zawadzka. Głośno było też o zaangażowaniu się Pascala Brodnickiego w promocję chipsów Lays. Twarzą sieci spożywczej ABC stała się Ewa Wachowicz, która w swoim programie poleca produkty marki własnej tej sieci i smaży gulasz szegedyński na… oleju rzepakowym. Chcąc nie chcąc, także i Katarzyna Herman, aktorka dobra i znana, wpisała się w ów trend promocji produktów masowych.

Skutki takich działań widać w polskiej kuchni na co dzień. W pracy kanapek się już nie jada, bo trendy są szybkie papki z kubka. W domach gotuje się coraz mniej, skoro wystarczy rozpuścić i zamieszać. Dodatek wina do pieczeni jest zbędny, skoro jest torebka z preparatem. Top-trendy jest natomiast niezbędnik każdej nowoczesnej gospodyni: magiczne kostki i cudowne proszki.

Bezpardonowe wieszanie psów na zupkach instant byłoby przesadą podszytą zadufaniem, bo takie produkty czasem się sprawdzają, np. w sytuacjach ekstremalnych. Ale na miejscu wydaje się skierowanie apelu do polskich gospodyń o nieco umiaru w ślepym podążaniu za reklamą. Do gwiazd zaś kieruję poważniejszy monit – o rozwagę i rozsądek, bo póki co bez opamiętania strzykają botoksem w i tak już nabrzmiałe oblicze polskiej kuchni.

, , ,

15 komentarzy do wpisu Katarzyna Herman i perfekcyjny finisz

  1. caracordata 29 listopada 2010 at 07:36 #

    I znowu racja. Żal serce ściska szczególnie ostatnio kiedy to pomysł na święta opiera się na torebkach z sosem borowikowym, schabem ze śliwką (swoją drogą co jest w torebce knorra – liofilizowana śliwka?!) i czymśtam jeszcze czego nie pamiętam teraz. I po co męczyć się w kuchni, stać przy garach skoro wystarczy gotowiec i już po tremie przed zbieraczką przepisów, w domyśle wytrawną kucharką? Ehhhhhh….

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  2. majka 29 listopada 2010 at 07:51 #

    A wiesz, ja ostatnio wlasnie myslalam na temat tych reklam:) Katarzyna Herman jest jedna z moich ulubionych aktorek (bardzo lubilam ja w „Bozej podszewce”) i zastanawialam sie czemu akurat ona reklamuje takie produkty. Byc moze rzeczywiscie jej sytuacja finansowa nie nalezy do najlepszych (czy aktorzy nie zarabiaja czasem w naszym kraju zbyt malo?). Mysle, ze mimo tego iz ze wszech stron atakuja nas reklamy polproduktow, swiadomosc kulinarna coraz bardziej wzrasta. Wystarczy tylko spojrzec na te wszytskie blogi kulinarne 🙂 Poza tym gospodynie domowe (i nie tylko) maja swoj rozum i nawet jesli wyprobuja jakis produkt, to i tak wroca do tradycji. Bo to wszystko zbyt mocno pachnie sztucznoscia. Ja przynajmniej w swoim otoczeniu nie zauwazylam aby ktos namietnie korzystal z kostek, sztucznych zupek i cudownych proszkow. Wprost przeciwnie, wiele osob widzi w tym tylko „chemie” i polki z tymi produktami omija szerokim lukiem 🙂 A Pascal Brodnicki i Pawel Wilczak (nie zwiazany co prawda z kuchnia ale o nim tez mowiono) moga reklamowac nawet tony chipsow a to i tak nie zmieni to mojej wielkiej sympatii do nich :)) Tak samo, jak do Katarzyny Hermann.

    Jedyny plus dla tworcow reklam Knorra to tonacja, w jakiej sa utrzymane. Te cieple, przytlumione barwy sprawiaja, ze wszystko staje sie takie przytulne i domowe 🙂

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  3. Usagi 29 listopada 2010 at 09:56 #

    Zauważyłam to już dosyć dawno, ale w sumie jak tak popatrzeć wokoło, to te reklamy wpasowują się w ogólną konwencję. To jak Super Niania, która reklamuje margarynę. Czy reklamy Danonków.
    Zaczęłam się jednak zastanawiać, czym taka reklama różni się od reklamy banku Marka Kondrata? Albo reklamy kremów pani Brodzik? Tak naprawdę to niczym.
    To nie reklamy powinny kształtować ludzką świadomość. Jeśli kształtują, to problem tępoty widza, a nie reklamy i ludzi w niej występujących.
    Reklama jest dobrze zagrana, wpada w ucho, p. Herman wykonała dobrą robotę. A co z tym zrobi telewidz, to jego sprawa. Ja obejrzę i zrobię sobie gołąbki inaczej, za to bez fiksów. Moja mama użyje woreczka przy pieczeniu domowej karkówki.
    A jak ktoś lubi fixy to i tak po nie sięgnie. Herman czy noname, bez różnicy.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

    • niewsciekly 29 listopada 2010 at 10:04 #

      Hm, czy ona wykonała dobrą robotę (bo jak rozumiem, dobra robota wykonana przez aktora = dobrze odegrana rola) to ciężko ocenić jak się nie zna dokładnie scenariusza.

      Ja wiem jedno – jak widzę te reklamy to mnie rzuca po pokoju. Ten sztuczny „cieplizm” wielkomiejskiego nowoczesnego wyemancypowanego domu doprowadza mnie do skrętu kiszek i migotania śledziony. Do tego rola partnera… (albo on sam – nie wiem wszak czy to jego prawdziwe oblicze) jego mimika i stylizacja… obłęd 😀

      Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  4. Kasia S. 29 listopada 2010 at 13:22 #

    Oj z tymi reklamami to prawda, na szczęście u mnie działa to jedynie pomysłodawczo, tzn. zobacze reklame, stwierdzę że fajny pomysł na obiad, ale skladniki i wykonanie calkowicie własne, bez fix’ów i dodatkowych wspomagaczy. Dziś niestety ludzie są bardzie zabiegani albo po prostu leniwi i korzystają z tego. W sklepach na półkach z tego typu produktami widzę coraz większe spustoszenie, wszyscy wykupują te „gotowe dania”, bo to teraz „modne” bo „dobre”, bo „szybkie”. No cóż, teraz to coraz bardzie powszechne.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  5. tjaryma 29 listopada 2010 at 13:35 #

    Zawsze mnie śmieszą komentarze ludzi „oświeconych”, że na nich reklama nie działa a reklamy są dla idiotów. Rozumiem, że większość ludzi to idioci, tak? A może jednak koncerny są nieracjonalne, bo wydają pieniądze na coś, co nie działa? Usagi, ,może teraz nie kupisz tego, co Herman reklamuje, ale jak Cię kiedyś przyciśnie, bo będziesz w sytuacji „ekstremalnej”, to jak myślisz, jakie danie czy zupę kupisz? A zamiast narzekać na reklamy (@wściekły), napisz, jaką chciałbyś obejrzeć? Ludzie kupują takie rzeczy, bo nie wynieśli kultury jedzenia z domu i do tego są leniwi, żeby coś zmienić. Może uważają jedzenie za stratę czasu? Mam kolegę mieszkającego w Londynie, który kiedyś mi pisał, jak to uwielbia angielski gravy. Więc ja pytam się jego, jak ten sos robi. A ten, że rozpuszcza granulki w wodzie i nie widzi nic w tym złego. Nie każdy też musi lubić gotować i nie dla każdego jedzenie musi być aż tak ważne. Więc także, ludzie, trochę zrozumienia. Takie reklamiane gnioty uchodzą w Polsce, bo Polacy nie wiedzą, co to dobre jedzenie. Gdzie indziej pseudo-kucharz, gotujący podobno po francusku, posługiwałby się kostkami knorra? W Polsce to uchodzi. Dziwi mnie tylko, że Zawadzka zgodziła się reklamować margarynę dla dzieci, choć powszechnie wiadomo, że akurat dla dzieci masło zawsze jest najlepsze.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

    • olgacecylia 30 listopada 2010 at 14:14 #

      Nie wyobrażam sobie sytuacji „ekstremalnej”, która by mnie miała zmusić do kupowania fiksów tylko dlatego, że są reklamowane.

      Reklamy są dla ludzi, którzy bezmyślnie sięgają po znane (z TV czy ze stron gazet) produkty albo równie bezmyślnie wybierają nowości tylko dlatego, że są nowe.

      Ja czytam etykiety i robię zakupy rozsądnie. Powód tego stanu rzeczy jest prosty: ograniczone finanse. Wcale nie jest taniej i szybciej zrobić gołąbki bez zawijania z bułką tartą z przyprawami zapakowaną w firmową torebeczkę Knorra – bo ta sama bułka tarta i przyprawy kosztują owszem, także 3 zł, ale za 1 kg, a nie za 50 g.

      Swoją drogą, moja ulubiona jest ta reklama z gołąbkami: pani Herman w wieczorowej sukience nad nieskazitelnym garnkiem z sosem pomidorowym…

      Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  6. Anna 29 listopada 2010 at 14:25 #

    Okazuje sie, ze czlowiek-nawet nie wiem jak kulturalny i wyksztalcony- dla kasy zagra wszystko. Czy ja sie im dziwie? Nie-bo zyc trzeba i na wino , zeby je dodac do obiadu -trzeba zapracowac.
    Moralnosc w reklamie nie istnieje, ale ludzie ulegaja jej wplywom nawet, jesli twierdza, ze jej nie ufaja.
    Kostek, fiksow i mixow w moim domu nie ma- szkoda na nie pieniedzy.Telewizji zreszta tez (ani polskiej ani amerykanskiej). Swieze skaldniki to podstawa dobrego gotowania, a nie jakies wymysly koncernow.

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

    • Krytyk Kulinarny 29 listopada 2010 at 22:23 #

      Moralność w reklamie? No nie istnieje, fakt. Ale istnieje obraz medialny gwiazdy. Robert Makłowicz nigdy nie powie, że jego sposób na nowatorskie podejście do tradycji to zupka z paczki. Owszem, wystąpił w reklamie, ale proszku do prania. Zgoda. Dobry proszek. Ujmy nie ma, a ja ten proszek kupuję do dziś, bo Robert jest fajny, więc na pewno poleca fajny proszek. I dodatkowo kupuję też płyn do prania E, płyn do mycia szyb E. Płynu do mycia naczyń E ostatnio nie mogę dostać, co mnie wkurza nawet 🙂 I tu nie ma zgrzytu, bo ideologicznie wszystko jest w porządku.

      Miarą gwiazdy jest wybór. Gwiazda wybiera produkt, a nie produkt bierze sobie gwiazdę. Marek Kondrat jest twarzą banku i ok. Bank jak bank, każdy ma konto, jeśli ktoś lubi Marka Kondrata, otworzy sobie konto w ING, a nie w USB. Albo sprawdzi po ile u nich kredyt.

      Propagowanie proszków i ściemy jako „nowoczesnego podejścia do tradycji”, promowanie częstowania tym gości i to w Święta Bożego Narodzenia, które od wieków kojarzą się Polakom ze stołem, na którym pojawia się tylko to, co najlepsze, jest dla mnie wyjątkowo niesmaczne. Po prostu prowokacja.

      Tak, zgadzam się, w reklamie nie ma miejsca na moralność. Ale powtarzam: gwiazdy mają wybór: grać bądź nie grać.

      Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

      • olgacecylia 30 listopada 2010 at 14:18 #

        Co najmniej od 7 lat jest propagowane proszkowe i tytkowe podejście do dań świątecznych – kampanie grudniowe z barszczem czerwonym i marcowo-kwietniowe z barszczem białym wypuszcza zarówno Knorr, jak i konkurencyjne Winiary (zresztą tak samo korporacyjne, bo to Nestle jadące na popularności swojskiej nazwy).

        Każdy musi coś jeść.
        Wątpię, żeby pani Herman była zasypywana propozycjami udziału w reklamach – dali jej tę, pogra trochę, będzie miała z czego rachunki zapłacić. A że popularyzuje fast food? Cóż, gdyby nie popularyzowała ona, to by to zrobił kto inny…

        Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  7. karola 30 listopada 2010 at 21:28 #

    a ja mam sposób na to, co zrobić z tymi paskudnymi reklamami barszczyków z winiar, żurków knorra i gotowych sosów do pieczeni: wywaliłam telewizor i nie muszę ich już oglądać! moje pytanie brzmi: czy i za jaką kwotę człowiek sam by się sprzedał… gdyby dostał propozycję reklamowania takiego pseudo-jedzenia…
    pozdrawiam

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

    • olgacecylia 1 grudnia 2010 at 20:10 #

      Ja bym się nie zastanawiała – gdyby tylko praca nie wykraczała poza moje kwalifikacje (nie jestem aktorką) i była odpowiednio opłacana (a praca dla reklamy, zwłaszcza koncernowej, na pewno jest). Za coś trzeba kupować tę sprowadzaną z Grecji fetę, mozzarellę z bawolego mleka, mięso z eko-krówki i miód prosto od pszczoły…

      A te reklamy są nie tylko w TV. Też nie mam telewizora, widuję panią Herman w prasie i na billboardach.

      Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  8. buruuberii 28 marca 2011 at 19:56 #

    Niedawno Marek Kondrat tlumaczyl, ze aktorzy tak musza zarabiac, wiec rozumiem, albo sie staram 🙂

    A pseudo-sos-na-winie, rosol z-kury-bez-kury jest modny teraz? Erzace, podróby i cos co udaje to czym nie jest? Ehh za ta moda 🙂

    Pozdrawiam Krytyka!

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

  9. bu 3 lutego 2012 at 10:22 #

    Rozumiem, że chodziło o GRZEGORZA Jarzynę? Eh…

    Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

    • admin 3 lutego 2012 at 12:27 #

      Oczywiście, dziękuję za sprostowanie.

      Oceń komentarz Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Marek Kondrat: dla wina zszedł ze sceny

Gazeta Wyborcza doniosła, że w środę komisyjnie zdegustowano dwie butelki szampana z partii spoczywającej na dnie Bałtyku od 160 lat....

Zamknij