Odnośnik do komentowanego artykułu: “Jarmark św. Dominika całkiem bez smaku”.
Polecamy również:
![]() Polska bez gwiazdek Michelina |
![]() W Polsce – po polsku |
![]() Fużyn po polsku |
Odnośnik do komentowanego artykułu: “Jarmark św. Dominika całkiem bez smaku”.
Polecamy również:
![]() Polska bez gwiazdek Michelina |
![]() W Polsce – po polsku |
![]() Fużyn po polsku |
XHTML: Niektóre dozwolone znaczniki: <a href=""> <b> <blockquote> <code> <em> <i> <strike> <strong>
Szkoda. Ale może wezmą przykład z innych miast i coś się zmieni. Na tegorocznym festiwalu smaku w Poznaniu Pierogi były pierwsza klasa
Oceń komentarz
0
0
Bardzo szkoda, zwłaszcza, że jest to jarmark z długą tradycją. W Lublinie od trzech lat organizowany jest Jarmark Jagielloński, który już się wygodnie zagnieździł w sierpniowym mieście i wciąż się rozrasta. Obok innych atrakcji, kulinaria są mocno reprezentowane, a stoisko z pierogami (świetnymi) prowadzą…Dominikanie:)
Zapraszam do Lublina za rok!
Oceń komentarz
0
0
Od lat wladze Gdanska nie maja pomyslu na promocje miasta. Gdansk nie ma zadnego symbolu, zadnego centrum, a lokale zamyka sie o 22 – nie mowiac o tym by mial wyrozniajaca sie czyms kuchnie. Gdyby to ode mnie zalezalo zupelnie zmienilabym formule jarmarku – teraz to jest zwykly bazar, ktory nie ma nic wspolnego z tradycja. Jarmak powinnien byc krotszy, a produkty powinny miec lokalne pochodzenie.
Jednak watpe, ze cos sie w tej sprawie zmieni.
Oceń komentarz
0
0
Całkowicie zgadzam się z Anną, Gdańszczanką z urodzenia – jarmark koniecznie musi zmienić formułę. Obserwowałem turystów obcokrajowców, byli znużeni chodzeniem między kramami z tanim badziewiem i bliżej nieokreślonymi starociami, z radością przysiadali w ogródkach kawiarni i knajpek, które dzięki jarmarkowi mają zwiększony ruch. Trzeba pamiętać, że w całej Europie, w małych wioskach nawet, latem organizuje się pchle targi, gdzie handluje się starzyzną. W Gdańsku taki pchli targ nazywa się Jarmarkiem św. Dominika i ogłasza największą i najciekawszą plenerową imprezą na świecie. Eeee.. Tak czy owak na tę superfajną imprezę należy przyjść z własnym suchym prowiantem albo najeść się w domu przed wyjściem. Z zazdrością spoglądam na dwa wymienione tu przykłady – Liski, która przytacza porządny poziom Festiwalu Smaku w Poznaniu i Lu, która zachęca do przyjazdu do Lublina na całkiem nowe przecież zjawisko, Jarmark Jagielloński.
Oceń komentarz
1
0
Z kuchni gdańskiej kojarzę tylko knedle z gruszkami… Nawet nie wiem, czy właściwie. Szczerze mówiąc, to unikam wszystkich tego typu imprez – bo nie spotkałam się jeszcze z dobrym jedzeniem dla motłochu.
Oceń komentarz
0
0
Zgoda. Ale jeśli w Poznaniu podczas podobnej imprezy podają fajne jedzenie a i w Lublinie chlubią się lokalną gastronomią, jeśli w Krakowie Małopolski Festiwal Smaku organizują, a w Grucznie aż wrze od smakowych fanaberii, to ja po prostu żądam, żeby w Gdańsku było co najmniej niegorzej, albowiem Gdańsk jest miastem moim i żal mi, że tak w tyle siedzi za innymi….
Oceń komentarz
0
0
W pełni zgadzam się z Twoimi słowami. Na Jarmarku byłam dwa razy w tym roku, raz była to wędrówka kulinarna, raz po starociach. Zdecydowanie lepiej wypadła wędrówka ta druga… Pierwsza to fiasko: golona i śmierdząca kapusta plus litry piwa, czyli całość przypominająca bardziej imprezę w remizie, a nie ‘swiatowej slawy jarmark’.
Smutne!
Oceń komentarz
0
0
Niestety mój – mocno spóźniony – głos w tej arcyciekawej dyskusji wypada jak odgrzewany i nienajświeższej kondycji pieróg, ale bardzo chciałbym dołączyć do tego – jak najzasadniej ukonstytuuowanego – gremium biczowników ponurego kulinarnie Jarmarku czy w ogóle smętnych pomysłów na promocję Gdańska. Powtórzę truizm: Jarmark św.D. jest faktycznie celebrą najniższych smaków – pajdowo-smalcowej papki, zglobalizowanej chińskiej tandety i antyków-srantyków rodem z haarlemskich czy utrechckich garaży. Wydaje mi się jednak, że problem jest nieco szerszy.
W jakimś sensie, a zauważam to z smutkiem, Jarmark św.D. staje się stopniowo wizytówką Gdańska – miasta kulinarnie pustynnego, estetycznie ubożejącego, w coraz większym stopniu miasta kiboli i panienek-blacharek, o turystyce zdominowanej przez sentymentalne ciągoty osiwiałych niemieckich emerytów. Jeśli weźmiemy to pod uwagę, Jarmark o takim kształcie nie dziwi.
Oceń komentarz
2
0